Wyszukiwarka

Arepas (Poznań)

Jeśli street food ma się ludziom nie przejeść, to potrzeba więcej takich food trucków.

W końcu udało mi się wpaść na Nocny Targ Towarzyski. Wprawdzie nie wieczorem, a w niedzielę rano, ale i tak się liczy. W końcu dorwałem też food trucka Arepas, na którego ostrzyłem sobie ząbki już od jakiegoś czasu. Nie mogłem tam dotrzeć z różnych względów, bo a to coś mi wypadało, a to było mi nie po drodze, a jak już miałem czas i chęć, to żółty wóz zniknął spod Teatru Polskiego, gdzie przez chwilę rezydował na stałe.

Teraz ekipa Arepas jest bardziej mobilna, jeździ od imprezy do imprezy i najczęściej bywa właśnie na Nocnym Targu Towarzyskim. Wyróżnia ją to, w czym się specjalizuje, a mianowicie w przekąskach rodem z Wenezueli. Czy tam z Kolumbii. W każdym razie z północnego regionu Ameryki Południowej.

Te przekąski, to nic innego jak rodzaj małych „kanapek”, podanych w czymś podobnym do pyzy, tyle że stostowanym, bardziej zwartym i spłaszczonym. Na Wikipedii przeczytacie, że to rodzaj tortilli, do mnie bardziej przemawia „pyza z mąki kukurydzianej”. Gdybym miał do czegoś porównać te „kanapki”, to byłoby to coś pomiędzy azjatyckimi bao a meksykańskimi tacos, również pod względem rozmiaru. Nazywa się je arepami i – trzymając się faktów – jest to osobna kategoria w świecie street foodu. Żadne tam „wenezuelskie bao” czy „wenezuelskie tacos”.

Takie arepy można wypełnić, czym tylko dusza zapragnie. W tym food trucku nikt jednak nie para się kuchnią fusion i nie bawi się w łączenie wenezuelskiej przekąski z japońskim marynowanym imbirem czy polskim bigosem. Takie klimaty oferował przed laty VAN CYGAN, a załoga Arepas raczej stara się jak najwierniej odwzorować południowoamerykański klimat tych przekąsek.

Sam spróbowałem dwóch wersji. Pierwsza była z kurczakiem, awokado i prażoną cebulką (8 PLN), zaś druga z poszarpaną wołowiną, marmoladą z czerwonej cebuli, serem mimolette i kolendrą (10 PLN). Spodziewałem się, że bardziej do gustu przypadnie mi ta z krową, bo to w końcu mój ulubiony rodzaj mięsa w towarzystwie ulubionych dodatków, ale jak na mój gust kompozycja okazała się ciut za tłusta. Może gdybym nie jadł jej na śniadanie, tylko wieczorem i do piwa, to odniósłbym inne wrażenie.

Za to arepa z kurczakiem smakowała świetnie, w czym główna zasługa nie drobiu, a awokado – owocu, z którym gastronomia generalnie miewa spore problemy, bo trudno znaleźć w sklepach lub hurtowaniach takie, które jednocześnie jest już dojrzałe, ale nie przejrzałe. Tutaj było ono doskonale świeże, przejęło tę „kanapkę” i uczyniło mój dzień lepszym.

W ofercie jest także arepa wegetariańska (12 PLN) oraz yerba mate (5 PLN) do picia. Drugiej z wymienionych nie mogłem sobie odmówić i przyznam, że zaskoczył mnie dość słodki smak tego pobudzającego napoju. Zupełnie się tego nie spodziewałem.

Nie zaskoczył mnie jednak ogólny, wysoki poziom jedzenia serwowanego w tym food trucku. Plotki o tym, że w Arepas „robią to dobrze” nie okazały się przesadzone. Jeśli więc traficie na niego na Nocnym Targu Towarzyskim albo jakimś innym zlocie, to nie zastanawiajcie się, tylko spróbujcie choćby jedną arepę – kosztuje naprawdę niewiele, więc za bardzo nie ryzykujecie.

Sam trzymam kciuki za rozwój tego projektu i liczę, że nie podzieli losu karaibskiej, w której w zeszłym roku można było zjeść bardzo smacznie i naprawdę ciekawie, lecz poznański rynek nie był jeszcze na takie smaki gotowy.

fanpage

zakres cen: do 10 PLN

Ocena Ogólna

  • O nieee, a ja tyle razy przechodziłam obok, gdy stali koło teatru, i zawsze myślałam „Ki diabeł? Na pewno nie zaryzykuję na nich moich studenckich funduszy!” Teraz żałuję strasznie, bo to brzmi świetne.

  • ouwerlord

    Yerba pewnie po prostu posłodzona, coby nie zniechęcić niezaznajomionych z napojem 😉 Sama w sobie nie jest słodka.