Wyszukiwarka

Bar a Boo (Poznań)

Trzeci raz próbowałem się przekonać, czy – zgodnie z obiegową opinią – jest to najlepsza pizzeria w mieście. Trzeci raz plan spalił na panewce.

Dwie dotychczasowe wizyty zakończyły się tak samo: pizza smakowała naprawdę dobrze, ale daleko było jej do miana “najlepszej w Poznaniu”. Mimo tego wciąż docierały do mnie komentarze, że Bar a Boo to miejsce, w którym pizza jest “the best” i że dyskredytując ją, mijam się z rzeczywistością.

Po raz trzeci przekonuję się, że mam rację. Możliwe, że Bar a Boo przez pewien czas serwowało najlepszą pizzę w mieście. Nie mieszkam w Poznaniu na tyle długo, by to wiedzieć na 100%, ale wyobrażam sobie, że była to jedna z pierwszych pizzerii w mieście, która serwowała pizzę na cienkim cieście, z oliwami zamiast paskudnych sosów i generalnie tak bardziej włosko niż polsko. Tyle że od tego czasu pojawiła się konkurencja, która zdystansowała Bar a Boo.

Po pierwsze ciasto

Najlepsi w mieście – Frontiera, Suszone Pomidory czy Tutti Santi – przygotowują je na semolinie. To taki rodzaj gruboziarnistej mąki, dzięki której ciasto jest smaczniejsze i bardziej chrupiące. W Bar a Boo nie używa się jej wcale albo używa się jej za mało.

Pomijając ten fakt, ciasto jest tutaj naprawdę dobre: cienkie i samo w sobie smaczne. W porównaniu z wymienionymi wyżej pizzeriami wymięka, ale to nie jest tak, że jest złe. Wręcz przeciwnie, je się je z przyjemnością.

To nie Bar a Boo. To najlepsze ciasto w mieście - we Frontierze.
To nie Bar a Boo. To najlepsze ciasto w mieście – we Frontierze.

Po drugie sos

Na pewno zgodzicie się ze mną, że jest on bardzo ważny. Nawet pizza na najlepszym cieście mało będzie mieć wspólnego z pizzą, jeśli nie wzbogaci się jej odpowiednią ilością wyrazistego sosu pomidorowego. Jasne, są takie placki, które radzą sobie bez niego albo z innym sosem, ale jeśli w menu jak wół stoi, że do “każdej pizzy dajemy sos pomidorowy”, to jednak chciałbym się nim móc uraczyć.

Odnoszę wrażenie, że w Bar a Boo albo mocno go skąpią, albo jest kiepskiej jakości i mało wyrazisty. W mojej pizzy (spinaci peperone) w ogóle go nie czuć – potrafię ze spokojem wyodrębnić smak ciasta, sera, szpinaku, salami, czosnku czy kaparów, ale sosu jakby nie ma. Podobnie uważa Mariusz z bloga Też Tak Myślę, który wraz ze mną wybrał się do Bar a Boo.

Naprawdę trudno więc mi zrozumieć, jak pizzeria, w której kpi się z sosu pomidorowego, może być uznawana za najlepszą w Poznaniu. To jakiś żart, prawda?

W Forni Rossi sos jest.
W Forni Rossi sos jest.
W Bar a Boo nie ma.
W Bar a Boo nie ma go prawie wcale.

Po trzecie ser

Nie kumam tego przykrywania całej powierzchni mozzarellą jak w Bar a Boo. W najlepszych pizzeriach robi się to jednak inaczej. Spójrzcie na Frontierę, Suszone Pomidory czy Forni Rossi. Tam ser występuje w nierównomiernie rozłożonych skupiskach. Łatwiej przez to wyodrębnić i docenić smak zarówno mozzarelli, jak i sosu, a poza tym wygląda to o wiele ładniej.

Nie czepiałbym się tego, gdyby Bar a Boo było szybką pizzerią na telefon, ale – do licha! – ten lokal w oczach wielu jest ucieleśnieniem prawdziwej włoskiej pizzy, najlepszej w mieście. A to nieprawda.

Suszone Pomidory - doskonała balans między sosem a serem.
Suszone Pomidory – doskonały balans między sosem a serem.
Bar a Boo - balansu brak.
Bar a Boo – balansu brak.

Żeby nie było…

…to nie jest tak, że Bar a Boo to miejsce, do którego absolutnie nie powinno się chodzić. To też byłoby karygodnym kłamstwem. Pizza jest tutaj w gruncie rzeczy smaczna – daleko jej do najlepszej, ale wciągnąłem całą z uśmiechem na ustach.

Poza tym wydaję mi się, że to miejsce z najtańszą pizzą we włoskim stylu w Poznaniu. Ceny są bardzo niskie i spotkanie z nimi wytrzyma nawet najchudszy portfel. Wyobraźcie sobie, że przy mojej ostatniej wizycie zjadłem tam całkiem niezły krem z pomidorów za… piątaka i przy tym porcja była bardzo solidna!

Jeśli chcecie zjeść najlepszą pizzę w Poznaniu, wybierzcie inną knajpę (możecie posiłkować się tym rankingiem). Ale jeśli macie ochotę na po prostu dobrą pizzę za małe pieniądze, to Bar a Boo może być odpowiednim wyborem. Tylko nie powtarzajcie więcej, że to najlepsza pizzeria w mieście.

 

A Ty, Mariuszu, co o tym sądzisz?

Mariusz Głuch

[Mariusz Głuch]

Najlepsza pizza w mieście to taka, która smakuja lepiej niż moja. Od jakiegoś czasu nie chodzę do pizzerii, bo w domu przygotowuje sobie idealną sam.

Niestety, nie poświęciłbym smaku swojej pizzy na rzecz pizzy z Bar a Boo. Może kiedyś faktycznie podawali tam najlepszą pizzę w Poznaniu, ale te czasy już dawno minęły.

Sam lokal odwiedziłem drugi raz, ale po raz pierwszy przyszło mi w nim zamawiać osobiście. Knajpa ma dwa piętra, dwa bary, przy których trzeba złożyć zamówienie i od razu za nie płacić. Jest to dla mnie duży minus jak dla tego typu miejsca. Pomijając ten fakt, to na uwagę zasługują ceny, które są naprawdę niskie. Za krem pomidorowy, pizzę salame oraz napój 0.2 zapłaciłem 25,30 – tanio.

Wydawać by się mogło, że krem pomidorowy to przecież nic nadzwyczajnego – pomidory ugotowane na bulionie oraz zmiksowane blenederem. Krem w wykonaniu kucharza z Bar a Boo przypadł mi jednak bardzo do gustu. Wspaniała konsystencja, dobrze przyprawiony, choć delikatnie pikantny. Dla mnie idealnie, ale dziecku bym tego nie podtał.

20151209_140916

Jeśli chodzi o pizzę, to ciasto w Bar a Boo jest dla mnie idealne. Odpowiednio cienkie, chrupiące. Nie mam do niego zastrzeżeń. Skoro mamy już ciasto do pizzy to na nie nakładamy sos, którego w Bar a Boo jest dość mało i nie można się nim delektować, przez co pizza jest dość sucha. Po sosie czas na ser, który jest niezwykle istotny na pizzy. Znajduje się on na całym placku przykrywając jednocześnie małą ilość sosu. Uwżam, że powinien znajdować się tam tylko gdzieniegdzie. Składniki na pizzy też pozostawiają wiele do życzenia. Przy odrobinie pracy i poprawieniu wspomnianych wyżej elementów pizza smakowałaby lepiej, a sam lokal mógłby się starać o miano najlepszej pizzy w Poznaniu.

Lokal jest czysty, zadbany, ładny oraz duży. Słabo, że zamawia się jedzenie przy barze, a na pizzy jest mało sosu. Do Bar a Boo jeszcze wrócę, ale nie wiem czy na pizzę.

Lokalizacja: Taczaka 11, Poznań | fanpage

Ceny:
* krem z pomidorów – 4,90 zł
* salame – 16,90 zł
* spinaci peperone – 18,90 zł

Smakowitość:

krem z pomidorów 70%
spinaci peperone 70%
salame 55%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: nie najlepsza, ale dobra

Ocena Ogólna

Przeciętna knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
3.73/5 (168)
Ja oceniam na...

  • Po pierwsze to najgorszą rzeczą w Bar a Boo są teraz numerki naklejone na stolikach (z rok temu to prowadzili). Musisz wejść, znaleźć miejsce, a następnie idziesz do kasy i pytają Cię „jaki numer stolika?”. A ja za cholerę nigdy nie pamiętałam. Wcześniej numer dostawało się przy ladzie, co jeszcze można było jakoś przełknąć. Tak, rozumiem, że tak jest łatwiej dla kelnerów, ale tak jest też bardziej upierdliwie dla klientów.
    Pomijając już w ogóle to, że naprawdę nie lubię miejsc, gdzie trzeba zamawiać przy ladzie.

    Z drugiej strony, na studiach lubiłam Bar a Boo z dokładnie trzech powodów:
    – tanio
    – blisko UEP
    – pizza oceniona na „całkiem spoko”
    Restauracja, w której można zjeść przystawkę, pizzę i jeszcze kupić napój, za dwie dychy, to jest naprawdę bardzo tania miejscówka. I tak sobie myślę, że to było najlepsze miejsce na samotną wyżerkę po zajęciach/siedzeniu w bibliotece, ale jeżeli miałabym wybrać coś na towarzyski wypad ze znajomymi, niestety, Bar a Boo odpada.

    • I to stoi za sukcesem Bar a Boo. A nie to, że „jest to najlepsza pizza w mieście”. Bo nie jest. 🙂

    • Dawid Schulz

      Już miałem gotowy komentarz, ale potem wpadła wzmianka o UEPie i cały plan w … wiadomo co. Skoro studiowałaś na UEPie to zarówno numerki na stolikach jak i te otrzymywane przy ladzie musiały być. Bar-a-boo jest w takim newralgicznym miejscu,że zarówno z UEPu (a jeśli dobrze kojarzę to w pobliża są dwa wydziały – jeden to wieżowiec,a drugi to ten przy Niepodległości, jest też wydział historyczny UAMu – reasumując rzesza studentów, którzy kasą nie śmierdzą i pójdą do bar-a-boo bo dają jeść tanio i smacznie. Drugie piętro to też nie efekt nudy właścicieli 😉 Gdyby zostały tabliczki z numerkami to nic by się nie zmieniło – jak był chaos na pierwszym piętrze tak został i na drugim piętrze również się pojawił 😉 A i sam wystrój jest dla mnie na tyle miły,że miło tam się siedzi – stąd oprócz studentów mamy też masę innych klientów.

      Uwaga do Mariusza – to nie jest malutka Frontiera ani trochę większe Suszone – gdyby kelnerki miały podchodzić i zbierać zamówienia to można by zatrudnić Jacka Gmocha, do rozrysowania schematu 😉 A i w wiecznie zatłoczonych Suszonych na obsługę trzeba czekać chwilę (ewentualnie o Tobie zapomną ;)), więc tutaj niestety trzeba takie rozwiązanie zaakceptować jako najlepsze dla płynnego dostarczania dań. Jasne – można zmniejszyć ilość stolików,żeby było między nimi więcej przestrzeni, a zarazem zmniejszyć ilość klientów i wtedy można zbierać zamówienia,ale skończy się to jeszcze większymi kolejkami niż dotychczas 😉

      A podsumowujące „test-recenzję” – nie, nie jest to najlepsza pizza w Poznaniu, nadal jest bardzo dobra, za tą cenę to rewelacyjna, a przeświadczenie pokutuje,bo była pierwsza – na długo długo zanim pojawiła się Frontiera (plus Frontiera na początku była znana naprawdę niewielkiemu gronu – jak była umieszczona w tym blaszanym bunkrze ;)). A z ludźmi to czasami jak z koniem – jak się uprze to nie ma siły 😉

      • Ja sobie zdaję sprawę, że z tymi numerami jest wygodniej. Może mi się nie podobać, ale taką obrali strategie i już. Chociaż tak szczerze, to studenci nigdy nie przeważali w Bar a Boo, bo większość ludzi ode mnie z roku i tak chodziła do pobliskiego baru z kebabem albo żarła w stołówce, bo było o połowę taniej. Jak na przeciętny studencki budżet, dwie dychy w Bar a Boo to i tak sporo i taniej będzie zjeść spaghetti za piątaka w bufecie 😉
        I jeszcze jedno: Bar a Boo jest strasznie duże, zawsze zapchane i głośne. To jest kolejny powód, dla którego to miejsce odpada na spotkania towarzyskie.

  • Sebastian Siabadulu

    Po pierwsze ser

  • Sebastian Siabadulu

    Po drugie ser

  • Sebastian Siabadulu

    Po trzecie?

  • Komka

    Powiem szczerze, że semolina w cieście do pizzy nie smakuje najlepiej. Suszone pomidory zaczęły ją stosować i od kilku osób już usłyszałam, że nie najlepsza jest konsystencja ciasta – ala kaszka.

    • Wiadomo, tu już każdy ma własny gust. Ja jestem fanem ciasta i w Suszonych, i we Frontierze, gdzie semolina także się pojawia. 🙂

  • Marta Zakrzewska

    Każdy ma inny gust dla mnie numer jeden to Frontiera, żadna pizza nie ma z nią szans na drugim miejscu suszone pomidory i bar a boo (mają czasem spadki formy pizza bywa spalona ) ale Tutti Santi no nie wiem moze rzecz gustu ale moim zdaniem zdecydowanie gorsza od rywalek:)

  • ola

    Ostatnio poziom strasznie spadł. Zapominają o klientach i zamówieniach, trzeba się dopraszać, zdążysz zjeść główne danie podczas gdy partner wciąż czeka na zupę i drinka. Jedzenie dość smaczne, jednak pizza nie powala, jedyny plus to dobre oliwy do pizzy. Smaczne świeże sałatki. Poza tym w weekendy ciężko o stolik.

  • Majka

    Tak jak lubię poczytać ten blog, tak w tym arcie czuję jakiś zgrzyt. W sumie opisujecie Panowie knajpę bardzo pozytywnie, ale pod płaszczykiem niezadowolenia, że ludzie nazywają ich pizzę najlepszą w mieście i się nad tym przez cały czas rozwodzicie. Powiem tak, w rankingu cena, szybkość, jakość, to jest najlepsza pizza w mieście. Jeżeli chodzi o jakość, składniki i włoskość, to bezkonkurencyjna jest Tutti Santi. Baraboo jako restauracja dla studentów i młodych ludzi z ograniczonym budżetem jest świetne jako alternatywa dla fastfoodów.

  • Magda

    Najlepsza pizza!