Wyszukiwarka

Ben (Food Patrol, Poznań)

Lokalizacja: róg ulic św. Marcin i Piekary, Poznań
Cena: 14 zł

Kolejna wycieczka do Food Patrol i kolejny burger do wybrania. Wciąż nie wiem, czy na pewno opisaliśmy wszystkie, ale nawet jeżeli jakiś został, to nic strasznego, wpadniemy po więcej. Tym razem poszedłem za ciosem i wybrałem kolejnego burgera na literę „B”. Padło na Bena. Przekonał mnie do siebie tym, co ma w środku – papryczkami jalapeno.

Fan ostrego żarcia, powiecie? Zgadza się! Całkiem przypada mi do gustu stan, w którym każdy kolejny kęs pali usta i jest tak naprawdę przejawem masochizmu. Jeszcze lepiej, gdy naprawdę przesadzisz i twoje pole widzenia zawęża się znacznie. Takie klapki dla konia, tylko ty i ten piekielny smak w ustach. Wiecie, o czym mówię, prawda? Nie? Zapomnijmy…

Będąc przy pikantnym, warto przypomnieć naukę o smakach Wojciecha Cejrowskiego, którą każdy powinien zapamiętać do końca życia, nawet chilliheady. Ostry to nie smak. Ostry znaczy tyle, że cię boli. Jeżeli ostry byłby smakiem, to czy sytuacja znana jako „piecze na dwa razy” oznaczałaby, że na końcu przewodu pokarmowego mamy kubeczki smakowe? Wątpię i coraz bardziej czuję się masochistą.

Teraz już wiecie dlaczego wybrałem Bena. Te cholerne papryczki, one przecież się do nas uśmiechają. Do tego wdzięczna cebula, która pasuje praktycznie wszędzie i bekon, który mógłby być jedynym składnikiem w męskiej sałatce warzywnej. W moim burgerze znalazłem oczywiście jeszcze 150 g kotletu wołowiny (średnio wysmażony <3), ser, trochę zieleniny w postaci sałaty lodowej i pomidora. Wydawałoby się, że to tyle.

Pierwszy kęs. W ustach przede wszystkim bułka, trochę warzyw i gdzieś skubnąłem mięsa – za mało! Gryzę dalej… dalej… dalej… stwierdzam, że kanapka smakuje wybornie. Składniki super, wołowina większa i smaczniejsza niż u konkurencji. W kanapce wszystkie smaki grają jak należy, jednak jeden nie pasuje zupełnie do tego, co widziałem w składzie. Kwaskowaty, do tego wtóruje mu duża ilość jakiegoś soku. Już wiem, ogórek kiszony! Tylko czy on miał tam być? Jako miłośnik wszystkiego, co kiszone albo w occie, nie wnoszę sprzeciwu. Do czasu.

Nagle przypominam sobie, że w Benie miały być przecież papryczki. Ślad jednak po nich zaginął. Dopiero kiedy przeminął kwaśny posmak, dało się poczuć delikatne łaskotanie przeplatane z goryczką. Jednak na tyle słabe, że traktować można je wyłącznie jako symbol i poświęcenie dla pracy jednego z amigos, zrywającego jalapeno w gorącym słońcu Meksyku.

Moje pytanie brzmi: Czy ogórek trafił tam przypadkowo i czy należy obwiniać go za zabicie ostrej natury Bena? Jeżeli tak, to minus za niestaranne przygotowanie. Chyba że ogórek ma być w Benie i taki jest zamysł Food Patrolu, w tym wypadku minus za źle dobrane składniki. Nie może być tak, że jeden przyćmiewa drugi, bo będziemy mieli podobny problem jak z Lazurką w Łapu Papu.

Mimo wszystko burger bardzo smaczny, choć trochę minąłem się z oczekiwaniami. Z tego powodu ocena niższa.

Współczynnik ‚zwycięstwa z anoreksją’: 45%