Wyszukiwarka

Bo. (Poznań)

Jedna z najciekawszych i najfajniejszych knajp w Poznaniu.

Potrzebowałem jednak kilku wizyt, aby dojść do takiego wniosku. Po pierwszej, stwierdziłem, że w sumie wszystko spoko, ale specjalnie jechać na Kościuszki 84 nie ma po co. Że to po prostu niezła knajpa, którą warto odwiedzać tylko przy okazji, gdy mamy blisko lub nam po drodze.

Zobacz videorecenzję i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Recenzję o tej wymowie przez długi czas (będzie ponad rok) mogliście przeczytać tutaj, na łamach tego bloga. Biję się w pierś i posypuję głowę popiołem: to był jeden z większych popełnionych błędów przez kilka lat prowadzenia mojej gastroposzukiwawczej działalności. Nie chodzi jednak o to, że napisałem coś, czego nie myślałem i że swoją opinię zmyśliłem. Po prostu popełniłem błąd, jak czasem każdy człowiek, bo oceniłem Bo. fragmentarycznie, biorąc pod uwagę wyłącznie lunche, które – przynajmniej wtedy – były okej, ale nie porywały.

Dopiero później poznałem tamtejsze śniadania. Ba! Wyszło nawet, że są to najlepsze śniadania w mieście, do czego doszedłem rzetelnie, jedząc w ponad 20 miejscach w Poznaniu. Jeśli jeszcze nie widzieliście rankingu, w którym wszystko przedstawiam czarno na białym, to odsyłam tutaj do tekstu na blogu i tutaj do video na YouTube:

Zobacz ranking śniadań i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Śniadania w Bo. chwalę w zasadzie za wszystko: począwszy od sycących porcji i przyzwoitych cen (maksymalnie 18 PLN za talerz), przez jakość użytych składników, po pomysłowość i niebanalność serwowanych dań. Owszem, w ofercie są zarówno jajecznice, jak i omlety – to taki mus, każda szanująca się śniadaniownia musi mieć je w menu – ale są też rzeczy o wiele bardziej intrygujące i niespotykane. Uwielbiam marynowanego łososia na bułeczkach drożdżowych z jajkami benedyktyńskim i sosem holenderskim (18 PLN). Gruby placek ziemniaczany z szynką, jajkiem w koszulce, szpinakiem i jarmużem oraz kwaśną śmietaną (16 PLN), to także jest hit, którym zajadałem się już kilka razy. Zakochałem się również w domowej brioszce, z bekonem, kaszanką, karmelizowaną cebulką, emulsją ziemniaczaną i ponownie jajkiem w koszulce (18 PLN). Kiedy zaś wiem, że muszę naprawdę solidnie podjeść, to zamawiam śniadanie angielskie (18 PLN) i – uwierzcie mi – zawsze jestem szczęśliwy z tego wyboru.

W ofercie są też śniadania na słodko: jaglanki i granole, za którymi ja nie przepadam – niezależnie kto i gdzie mi je przygotuje. Jestem z tych osób, które zamiast jakichś dżemików i owocków wolą rano zjeść jaja i mięso. Ewentualnie słodycze mogą być po, a nie zamiast nich. Swoją drogą – to będzie ważna informacja – śniadania w Bo. podaje się przez cały dzień, od 7.30 w tygodniu i 9.30 w weekendy. Mówiąc inaczej, możecie zjeść je zarówno wcześnie rano, po południu, jak i wieczorem – i to jest naprawdę super!

Od godz. 12 serwowane są także przystawki, sałatki i dania główne. Muszę przyznać, że mocno poprawiły się one w ciągu ostatniego roku i podobnie jak śniadania są one teraz zarówno smaczne, jak i ciekawe. W ramach starteru możecie zamówić codziennie inną zupę (9 PLN), hummus (13 PLN), śledzia z pieczonymi ziemniakami (14 PLN) czy próbowane przeze mnie pierożki z kaczką konfitowaną (14 PLN) ze szpinakiem i czipsem z pietruszki. Bardzo smaczne, zwłaszcza gdy wspomni się o genialnej emulsji, na której są podane i której bazą jest wywar z kaczki.

Większe wrażenie zrobiło na mnie jednak danie główne. W karcie jest coś dla bezmięsnych (wegańska lasagne a’la bolognese z grillowanym bakłażanem, sosem kalafiorowym i sałatą z rukoli – 25 PLN), rybofilów (filet z piotrosza, puree z zielonego groszku, czarna soczewica z młodymi ziemniakami i szparagami – 28 PLN) oraz dwie pozycje dla mięsożerców. Choć gnocchi z wołowiną i chorizo (26 PLN) zapowiadają się ekstremalnie dobrze, to pewnego dnia skusił mnie wolno pieczony boczek z dzika (30 PLN) z marchwią w sosie z pędów sosny, kaszą bulgur, puree z pieczonej pietruszki i marynowanymi gruszkami.

Jedno danie, a tyle się w nim dzieje! Boczek z dzika to taki lepszy boczek, bo prosto z lasu – serio, czuć różnicę. Marchew jest genialna – to chyba moje ulubione warzywo i w tym wydaniu smakuje obłędnie. Z kolei gruszki wprowadzają tu słodycz i dopełniający potrawę kontrast.

To jednak jeszcze nie koniec, bo po lunchu, obiedzie, czy śniadaniu można się przecież skusić na deser. Po pierwsze, może to być ciasto – raz trafiłem na sernik nowojorski i był to jeden z najlepszych serników nowojorskich w moim życiu. Serio, bez namysłu potrafię wskazać tylko jedno miejsce, w którym jadłem lepszy – Five Elephant na Kreuzbergu w Berlinie, prawdziwa poezja dla podniebienia. Niemniej rarytasem w Bo. nie są ciasta, a… drożdżówka. Coś w rodzaju ciepłej, pulchnej i pachnącej masłem chałki z kruszonką – je się ją rękoma, odrywając po kawałeczku i na dodatek każdy z nich smaruje się pysznym masełkiem. Co więcej, każda drożdżówka jest czymś subtelnie nadziewana – u mnie była to belgijska czekolada i gruszka. Prawdę mówiąc, obyłoby się bez tego, ale w takim przypadku dodaje to tylko całości kolorytu.

W tym momencie powinienem się do czegoś przyczepić, wbić jakąś szpilę i coś skrytykować. Na siłę jednak nie potrafię – w Bo. jest naprawdę bardzo smacznie, a przy tym intrygująco i za uczciwe pieniądze. Wracam co rusz z wywieszonym jęzorem. Czasem można jednak odbić się od drzwi, zwłaszcza w weekendy – fama o świetnych śniadaniach rozniosła się po Poznaniu i lepiej po prostu przed wizytą przedzwonić i zarezerwować stolik.

Wierzę, że tych, którzy jeszcze Bo. nie znali, zachęciłem do sprawdzenia knajpy na własne oczy i kubki smakowe. Ode mnie pięć gwiazdek. Smacznego!

Lokalizacja: Kościuszki 84, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.29/5 (75)
Ja oceniam na...

  • Mnie tam bardzo smakuje 🙂 A ponieważ jest klimat i jest super blisko mojego Wydziału – bywam często. W zasadzie, to chyba najciekawsze miejsce w tej okolicy.

    Ranking śniadań bardzo za!

    • Gdy ja studiowałem obok, to jeszcze nie istnieli. Szkoda, wtedy byłbym stałym klientem! 🙂

  • ZrewolwerowanyKaloryfer

    Byłem podczas „Poznania za pół ceny” i zrobili na mnie ogromne wrażenie. Pan obsługujący był niezwykły miły, ciasta świetne, a jedzenie przyzwoite. Porcje w sam raz, super jedzenie. Dlatego właśnie wróciłem po całej akcji, jakiś miesiąc-dwa później. Zamówione dania były jednak totalną pomyłką. To samo, co jadłem wcześniej i co mnie urzekło, smakowało zupełnie inaczej. Ściślej mówiąc, nie smakowało – porcja większa niż wcześniej, niedoprawione, totalnie bez smaku. Nie zjadłem do końca i choć mógł to być gorszy dzień kucharza, kolejnej szansy niestety nie będzie – mam wrażenie, że świetne dania, których smak idealnie się na początku łączył i były czymś intrygującym, zamieniły się w swoje „spolszczone” wersje, które są po prostu kiepskie w smaku. Świetnym pomysłem latem była też kranówa za darmo, ale i z tego zrezygnowali…

  • Dawid Wachnik

    Byliśmy w niedzielę – ja zamówiłem gnocchi z wołowiną i chorizo, a moja dziewczyna filet z piotrosza. I o ile moje danie nie przypadło mi do gustu z powodu zbyt mocno czosnkowego smaku (na początku nie przeszkadzało, ale przy n-tym kęsie było to już uciążliwe) oraz z powodu wołowiny, która była bardzo gumiasta a jej żucie było mordęgą, o tyle puree z groszku w daniu z rybą było moim zdaniem kapitalne 🙂 O ocenę knajpy nie chcę się pokusić, bo po jednej wizycie mogłaby być nieadekwatna, ale wiem już że jeszcze tam wrócimy – tym razem na śniadanie 🙂 Pozdrawiamy smacznie!

  • Amelie Lanneugrasse

    Dziś byłam na śniadaniu angielskie i broszka…..dla mnie i faceta mega 😀Dobrze że zrobiłam rezerwacje bo sala pełna o 9.30