Wyszukiwarka

Forni Rossi (Poznań)

Pyszna pizza neapolitańska na Naramowicach / Winogradach.

Czasem w życiu jest tak, że czegoś nie rozumiesz. W szkole nie rozumiesz, skąd pani od polskiego niby wie, co Mickiewicz miał na myśli, skoro nie mogła z nim porozmawiać osobiście. No chyba że jednak jest tak stara, na jaką wygląda. Na studiach nie rozumiesz, jakim cudem zdałeś egzamin na tróję, mimo że nic nie powiedziałeś, a kolega ma poprawkę we wrześniu, choć produkował się jak politycy w wymyślaniu obietnic wyborczych i kuł przez całą noc jak górnik na nocnej zmianie. Nie rozumiesz też i nigdy nie zrozumiesz, czemu Twoja dziewczyna, narzeczona lub żona ma rację, skoro jej nie ma, ale rozumiesz, że jeśli jej nie przyznasz, to będziesz mógł jedynie nie rozumieć, czemu znów jesteś singlem.

Obejrzyj videorecenzję z Forni Rossi i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Do listy rzeczy, których się nie rozumie, dołączam decyzję o otworzeniu lokalu z pizzą neapolitańską w Galerii Malta w Poznaniu. No bo wiecie, dobre jedzenie i świątynia konsumpcjonizmu niekoniecznie idą w parze. W galeriach handlowych królują raczej sieciowe fast foody, względnie „restauracje” pokroju Sphinxa i Pizza Hut. I tuż obok drugiego z wymienionych miejsc mniej więcej półtora roku temu otworzyło się Forni Rossi – knajpa, w której można było zjeść jedną z najlepszych pizz w mieście. Ostatnią rzeczą, jaką chciałbym robić, udając się na „coś pysznego”, to szukanie miejsca na wielopoziomowych parkingach i spacer między tymi samymi sklepami co wszędzie.

Wybaczcie, że będę kontynuował wątek „nie rozumienia”, ale nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy. Czemu, do cholery, zainwestowano w tak wielki lokal? Okej, było tam bardzo przestronnie i bardzo ładnie, a widok na Maltę (jezioro, nie galerię) wręcz zapierał dech w piersiach. Tyle że wspomniana Pizza Hut – marka o wiele bardziej rozpoznawalna niż Forni Rossi – mieściła się na dużo mniejszym metrażu. Tak jakby właściciele nowej pizzerii nie bardzo rozumieli, że żeby spłacić czynsz, trzeba to wszystko jeszcze jakoś zapełnić.

W końcu jednak zrozumieli, bo po kilku miesiącach działalności zwinęli interes i w trochę niewyjaśnionych okolicznościach zniknęli z poznańskiego rynku. Zapowiedzieli jednak że wrócą. I kiedy już wszyscy przestali w to wierzyć, a najwięksi fani ich pizzy pogodzili się ze stratą, właściciele przemówili: – Heloł, mamy lokal, otwieramy za dwa tygodnie.

Totalnie nie rozumiem (to już ostatnia rzecz, przysięgam), czemu nie wynajęli tego lokalu w centrum lub na Jeżycach, gdzie o dobrą pizzę trudno (pomijam jednego food trucka, bo to food truck, a mamy piździernik). Co więcej, stwierdzili, że najlepszą lokalizacją na tego typu biznes będzie najbardziej zakorkowana ulica w Poznaniu. Mianowicie, Naramowicka, bliżej skrzyżowania z Serbską niż Różanego Potoku.

screenshot_2016-10-21-21-48-53-01

Tylko tym razem właściciele Forni Rossi mieli cholerną rację. Gdybym rano nie zadzwonił i nie zarezerwował stolika, to w niedzielne popołudnie musiałbym spędzić chwilę w kilkuosobowej kolejce, aż ktoś skończy jeść i zwolni się jakieś miejsce. Nie jestem z tych, którzy lubią czekać, więc pewnie pojechałbym w inne miejsce, trafiając prawdopodobnie na jakieś badziewie. Bo może tego nie rozumiecie (ech, znowu), ale północna część Poznania raczej nie obfituje w dobre knajpy – jest ich raptem kilka, a zapotrzebowanie wydaje się być o wiele większe.

W Forni Rossi na całe szczęście na żadne badziewie nie trafiam. Jest smacznie od początku do końca, a pizza – tak jak przed ponad rokiem – aspiruje do ścisłej czołówki w Poznaniu. Nawiasem mówiąc, ta czołówka wygląda teraz inaczej, bo jest znacznie większy wybór dobrej pizzy w stolicy Wielkopolski. Serio, jeśli chcielibyśmy zrobić sobie tydzień z prawdziwie włoskimi plackami, każdego dnia jedząc w innym miejscu w Poznaniu, raczej nie byłoby problemu i z każdej knajpy wychodzilibyśmy zadowoleni.

Forni Rossi robi jednak to, co mało kto w tym mieście – serwuje pizzę neapolitańską. Dla wielu jest to „jedyna, prawdziwa pizza”. Sam nie podzielam tego zdania – to raczej wzorzec, punkt wyjścia do lepszych i gorszych wariacji. Chamskie, uginające się od składników placki z polskich osiedlowych pizzerii zaliczają się rzecz jasna do tych gorszych.

W pizzy neapolitańskiej chodzi głównie o dobór konkretnych składników, co przede wszystkim weryfikuje się zmysłem smaku. Wizualnie też jednak można dostrzec pewne cechy charakterystyczne. Brzegi są pulchne, wyrośnięte i zarumienione, jednak poza tym ciasto jest cienkie. Sosu pomidorowego nie przykrywa się w całości serem, jak robią to niektóre pizzerie, tylko rwie się mozzarellę na większe kawałki i rozrzuca po powierzchni pizzy. Pozostałe składniki dodaje się z umiarem – tak, aby nie przysłoniły do końca smaku ciasta, sosu i mozzarelli.

screenshot_2016-10-16-17-47-09-02

W Forni Rossi trzymają się tych zasad i ich pizza w stylu neapolitańskim wychodzi naprawdę dobrze. Wprawdzie nie korzystają z pieca opalanego drewnem tylko przypominającego go z wyglądu pieca gazowego, ale wcale nie jest powiedziane, że piec opalany drewnem bywa w każdym przypadku lepszy. Z prostej przyczyny: utrzymanie w nim odpowiedniej temperatury jest trudniejsze, przez co łatwiej o pomyłkę i trudniej o powtarzalność.

Zamawiam margheritę wzmocnioną o salami piccante i gorgonzolę, bo choć lubię prostotę, to wręcz kocham wyraziste smaki, a ta kompozycja zdaje się móc mi je zapewnić. I rzeczywiście, jest intensywnie w każdym gryzie i w każdym odkrojonym przeze mnie kawałku (pizzy neapolitańskiej nie podaje się pokrojonej). Na całe szczęście ostrawe salami piccante i charakterna gorgonzola nie przysłaniają pozostałych smaków jak plażowicze kawałka „swojej ziemi” nad Bałtykiem – mozzarella i sos pomidorowy cały czas dają o sobie znać jak puszczane na tej samej plaży „Ruda tańczy jak szalona”.

screenshot_2016-10-16-17-44-23-01

Mogę jedynie przyczepić się do jakości wędliny i sera pleśniowego. Dokładnie tę samą kompozycję jadłem w knajpie Tomasz i Pomidory, tyle że podano ją na cieńszym, bardziej chrupkim cieście. Użyte tam salami i gorgonzola bardziej mi smakowały, były jeszcze wyrazistsze. Miejsce jednak na uwadze to, że jest to trochę narzekanie na siłę, zupełnie jak Niemiec, który uznaje autostrady w swoim kraju za słabe, bo w Holandii są ciut lepsze. Forni Rossi i tak zaprowadzi Wasze podniebienia tam, gdzie przeżywa się ekstazy, uniesienia i orgazmy. Przynajmniej jeśli mówimy o pizzy.

No właśnie, bo z resztą dań nie jest aż tak kolorowo. No dobra, deser w postaci kremu waniliowego to zniewalający majstersztyk. Tu chrupnie jakieś ciastko, tu kwaśne i słodkie smaki wprowadzą owoce, a samą bazę, czyli tytułowy krem waniliowy, najpierw wyjadałbyś uważnie łyżeczką ze słoika, później wylizywałbyś bardzo, bardzo dokładnie tę samą łyżeczkę, a na koniec spróbował wywrócić wspomniany słoik na drugą stronę, by dokończyć dzieła. Mówiąc inaczej, zamawiasz pizzę i ten deser i wychodzisz z Forni Rossi równie podekscytowany jak za dzieciaka z kina po Toy Story czy Królu Lwie.

screenshot_2016-10-16-17-50-02-01

screenshot_2016-10-16-17-48-57-01

Reszta dań, które wraz z Sonią próbujemy, już jednak tak nie zachwyca. Nie żeby jakieś nam nie smakowało, to byłoby równie okrutnym kłamstwem jak „wysoki” w starym dowodzie osobistym wujka Andrzeja (ma 160 cm w kapeluszu). Po prostu, przy pizzy i kremie waniliowym wystąpił efekt „wow”, a przy innych daniach już nie.

Bruschettę wprawdzie podano niecodziennie, bo na focacci, ale była to po prostu kolejna bruschetta zjedzona we włoskiej knajpie. To samo tyczy się kremu pomidorowego – intensywnego w smaku, choć jak dla mnie aż za bardzo zmiksowanego. Z penne arrabiata mam z kolei ten problem, że po pierwsze łatwo je zrobić w domu, a po drugie to chyba nie jest „moje” danie. Soni też nie, więc przy kolejnej wizycie będzie trzeba sprawdzić jakość makaronów na klasycznym spaghetti aglio oglio – niby też banał do przygotowania we własnej kuchni, ale w Amici Miei już nam kiedyś pokazano, że można to danie wynieść na zupełnie inny, niedostępny dla innego człowieka poziom. Na koniec panna cotta, którą zabił mus wiśniowy – nie przepadam za tym owocem, więc może w tym przypadku o braku „efektu wow” zadecydował gust. Z drugiej strony, bardzo miła i pomocna kelnerka polecała raczej dwa pozostałe desery – tiramisu i wspomniany wcześniej krem waniliowy – więc może powinniśmy jej bardziej zawierzyć.

screenshot_2016-10-16-17-43-15-01

screenshot_2016-10-16-17-45-32-01

screenshot_2016-10-16-17-51-01-01

Forni Rossi jest jednak przede wszystkim pizzerią, w dodatku taką, która aspiruje do najlepszej w Poznaniu i jako pizzerię ją traktujcie, pozostałe dania uznając za tło do pierwszoplanowej postaci, pizzy neapolitańskiej. Tą się nie zawiedziecie, ją będziecie się zajadać jak Azor każdym psim smakołykiem i o niej będziecie opowiadać swoim znajomym. Dość już powiedziałem, rozpisałem się jak nigdy, pewnie już dawno narobiłem Wam smaku. Wiecie już, gdzie zjeść dziś obiad. Smacznego!

Lokalizacja: Naramowicka 92, Poznań | fanpage

Ceny:
* bruschetta – 12 zł
* krem z pomidorów – 10 zł
* pizza – 29 zł
* penne arrabiata – 17 zł
* krem waniliowy – 12 zł
* panna cotta – 12 zł

Smakowitość:

bruschetta 70%
krem z pomidorów 70%
pizza 90%
penne arrabiata 65%
krem waniliowy 90%
panna cotta 50%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: no ja się najadłem po brzegi, ale zjadłem raczej sporo

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.53/5 (47)
Ja oceniam na...

  • Sandra Różnowska

    Tak jak napisałeś, pogodziłam się z faktem, że już nigdy nie jem ich pizzy a tu taka niespodzianka 😉 i jeszcze ten krem waniliowy.. wygląda obłędnie.

    I myślę, że taka zabawna forma recenzji się przyjmie. Styl pisania masz świetny co za tym idzie, wszystko przyjemnie się czyta, niezależnie od długości 😀

    • Dzięki za opinie odnośnie recenzji. Byłem ciekaw, na ile będzie fajnie, a na ile się to nie spodoba. 🙂

  • Kinga Kasprzyk

    Nigdy nie pogodziłam się ze stratą Forni, dlatego z dziką radością udałam się do nich na wyżerkę. Poczułam się nieco jak we wrocławskim Piecu na Szewskiej, chociaż dostali minusa za „zapieczoną” bazylię, bo to dla mnie jeden z największych grzechów głównych. Plusem lokalizacji moim zdaniem jest to, że mam do nich blisko (<3) i w tygodniu nie ma raczej problemu z miejscami – trzeba co prawda wstrzelić się w przerwę między największymi rzutami samochodów, i można zjadać pyszności na obiad 😉

  • lasuchowsky

    Nie wiem o co chodzi ale wrzuciłeś w ten tekst tyle porównać w stylu: heheszki, że aż za dużo. Jakby takie na siłę… Ale o gustach się nie dyskutuje, czytam Cię oczywiście dalej, a moja uwaga to jedynie moja uwaga, zwykłego czytelnika 😉

    • Dzięki za opinię. Nie ukrywam, że zrobiłem to specjalnie (choć z mojej strony nie na siłę, pisało ki się lekko i przyjemnie), żeby sprawdzić reakcje. 🙂 Ostatnio dość lakoniczne te teksty były i potrzebowałem zmiany – choćby na chwilę.

  • Wydaje mi się, że nie jest aż tak źle i znajdzie się parę miejsc w centrum i na Jeżycach, gdzie da się zjeść przyzwoitą pizzę 😉

    • Bałem się, że ktoś zinterpretuje to zdanie w ten sposób w- w centrum dobra pizza jest, nie ma jej na Jeżycach poza BuffBusem. 🙂

      • A Brocolli nie daje rady?

        • Brocci jest przynajmniej poziom niżej. Daje radę, ale to jednak nie to. 🙂

  • Marta Klara Wojciechowska

    Dobrze zapamiętałam tę pickę, ale ten tekst, plz! Lepiej się czyta na tej stronie krótkie formy wypowiedzi. peace!

  • Ewelina Rój

    Świetna recenzja, bardzo przyjemnie się czyta. Więcej takich ! 🙂

  • Margy

    Byłam dwa razy, zachęcona recenzją. I o ile pizza jest poprawna (nie jest to mój ideał), to makaron, który kosztuje 26zł (pappardelle z kurczakiem i brokułami) to zwykła śmietanowa maczanka z uwaga – 5 plasterkami po 3mm każdy, kurczaka. Rozumiem, że miało być ąę z tym krojeniem kurczaka i brokuła na małe plasterki, ale wyszło drogo i niefajnie. Woda 0,7 10zł 🙁 Lubię jeść na mieście, ale lubię wydawać swoje pieniądze nie czując, że ktoś mnie robi w balona.