Wyszukiwarka

Głupi Kot (Poznań)

Burgery, w których nie mięso jest najważniejsze. I wcale nie ma w tym nic złego.

Być może niektórzy pamiętają, że w czerwcu ubiegłego roku comiesięczne głosowanie na knajpę, którą koniecznie powinienem odwiedzić, wygrał Głupi Kot. Do tej pory było to jedyne niesprawdzone przeze mnie miejsce wcześniej triumfujące w ankiecie. Powód był błahy: właściciele lokalu napisali do mnie, że wkrótce się przenoszą, więc może lepiej poczekać z recenzją, skoro szybko się zdezaktualizuje?

To „wkrótce” chwile jednak trwało. Na tyle długo, że sam o Głupim Kocie zdążyłem zapomnieć i nie zarejestrowałem, kiedy z Wronieckiej przeniósł się na Kościuszki. Z tego, co widzę, stało się to dokładnie 10 stycznia tego roku. Dodatkowe dwa miesiące zajęło mi więc doczłapanie do tego miejsca.

Kiedy to się stało, przywitało mnie dość obszerne menu, w którym prym wiodą burgery i wszelkie inne kanapki oparte na wyjątkowych – mięciutkich, a zarazem z zewnątrz ciut chrupiących – bułeczkach. Serio, gdybym miał robić nową wersję rankingu poznańskich burgerów (starą i w zasadzie wciąż aktualną znajdziecie tutaj), biorąc pod uwagę wyłącznie pieczywo, to Głupi Kot na pewno byłby w nim bardzo wysoko, o ile by go nawet nie wygrał.

Te bułeczki to coś, o czym marzą sandwichożercy z całego świata: zwarte, trzymające się kupy do samego końca, lekko maślane, o wyraźnym smaku, który jednak w żadnym wypadku nie przysłania walorów wszystkich pozostałych składników. Przez swoją uniwersalność pasuje do każdego „wnętrza” – niezależnie od tego, czy między dwoma kawałkami będzie wołowina, same warzywa, czy dżem lub inna Nutella.

W związku z tym, że nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak wyglądającymi bułkami (a przecież sporo burgerów w życiu już zjadłem – choćby po to, by przygotować ten ranking), wnioskuję, że albo pieczone są one na miejscu, albo jakaś piekarnia przygotowuje je wg ścisłego przepisu właścicieli. Innej opcji nie ma.

Co do właścicieli, to chyba jeden z nich jest Cypryjczykiem – na fanpage’u Głupi Kot chwali się prawdziwie cypryjskim hummusem, a i spora ekspozycja sera halloumi w menu świadczy o tym, że coś jest na rzeczy. Hummusu nie spróbowałem, ale może nawet i lepiej – nie jestem fanem tego dania i totalnie nie rozumiem jego fenomenu.

Zajadałem się za to halloumi. Dla pełnego obrazu dodam, że to halloumi ukryło się w burgerze (23 PLN). Poza pysznym, lekko skrzypiącym serem w kanapce znalazło się naturalnie miejsce dla kotleta z mielonej wołowiny, sałaty, pomidora i bekonu. Bekon zawczasu podwoiłem – lubię, gdy bekonu jest dużo i lubię, kiedy fajnie chrupie. Ten nie chrupał, ten był zbyt słabo ugrillowanym kawałkiem boczku. To był pierwszy zawód.

Drugi przyszedł, gdy wgryzłem się w wołowinę – jak dla mnie ciut za mocno wysmażona. Pytanie o stopień nie padło, a szkoda, bo może cieszyłbym się różowiutkim mięskiem w środku. Niemniej w świetle tego, że poza tym wołowina była smaczna i naprawdę soczysta (jak niejeden średnio wysmażony kotlet), to jest to tylko taki techniczny szczegół, nic więcej. To samo zresztą stwierdziłem, gdy dotarło do mnie, że w tym lokalu prawie w ogóle nie korzysta się z jakichkolwiek sosów. Co z tego, skoro ich tu wcale nie potrzeba?

To wszystko prowadzi do prostej konkluzji, że pod względem stylu (stylu, nie poziomu!) Głupi Kot to takie przeciwieństwo Fat Boba. Tam sosu nie brakuje, a wołowina i mięsne dodatki są na wyraźnym pierwszym planie, natomiast tutaj w burgerze dostrzegam harmonię między wszystkimi składnikami. Na pytanie: „Który burger lepszy?”, odpowiadam: „Oczywiście, Fat Bob”. Taka estetyka, taki sznyt, taki klimat siada mi o wiele bardziej, lecz wszystkim hejterom burgerowni z Kramarskiej polecam udać się na Kościuszki – być może tam odnajdą to, czego szukają w bułce z kotletem z mielonej wołowiny. Gdybym teraz tworzył ranking najlepszych burgerów w Poznaniu, to Głupi Kot zdecydowanie by się w nim znalazł i być może namieszałby w pierwszej piątce.

To chyba wystarczająca rekomendacja. Od siebie dodam, że kanapka mojego towarzysza – Special One z halloumi (25 PLN), bekonem, salami, cheddarem, warzywami i w tej samej bułce – wyglądała obłędnie i nie wiem, czy następnym razem bym się na nią jednak nie skusił. Życzę Wam podobnego bólu głowy przy wybieraniu czegoś z menu. Na razie, cześć, smacznego!

Lokalizacja: Kościuszki 70, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.52/5 (29)
Ja oceniam na...