Wyszukiwarka

HATTI (Poznań)

Maciej próbuje przekonać się do kuchni indyjskiej. Podejście 8315646.

Minął niecały rok, odkąd wybrałem się do Taj India – knajpy, którą sami wybraliście w ankiecie, co zobowiązało mnie do jej zrecenzowania. Niestety, nie smakowało mi tam, a z restauracji wychodziłem niezadowolony. Od tego czasu raczej kuchni indyjskiej unikam, więc tym bardziej obawiałem się wizyty w HATTI. Sam bym się do tego lokalu pewnie raczej nie wybrał, ale musiałem, co jest znów zasługą Waszą i Waszych głosów.

Mam problem nie tyle z samą kuchnią indyjską, co z restauracjami indyjskimi. Zawsze jest w nich ciemno i niby nastrojowo, ale jednak trochę przytłaczająco. Zawsze ich menu jest tak obszerne, jak tylko się da – w karcie znajdziecie lekką ręką kilkadziesiąt różnych pozycji. Nic Was w niej jednak nie zaskoczy, bo zawsze są to dokładnie te same dania. Dokładnie, w każdej knajpie można zjeść to samo i nic więcej.

Nigdy w Indiach nie byłem, więc może się nie znam, ale wydaje mi się, że tak wielki kraj – zarówno pod względem liczby mieszkańców, jak i powierzchni – powinien mieć bardziej zróżnicowaną kuchnię niż te kilkadziesiąt pozycji z indyjskich knajp. Oczywiście nie chodzi mi o to, aby restauracje poszerzały swoją ofertę do setek dań, to by było jeszcze gorsze. Chciałbym po prostu, aby się one różniły czymś więcej niż tylko poziomem wykonania.

Już teraz Was zasmucę: HATTI niczym nie zaskakuje. To właśnie taka bardzo typowa, skrojona pod wzorzec restauracja indyjska, w której menu znajdziecie same klasyki. Nie myślcie jednak, że będzie łatwo Wam wybrać swoje zamówienie, bo tych klasyków i tak jest od groma. Co więcej, nie wiedzieć czemu, bogata oferta została poszerzona o kilka, może kilkanaście dań kuchni tajskiej. Przyznam, że nie pierwszy raz spotykam się z takim zabieugiem i przyznam, że trochę go nie rozumiem. Mimo że w kuchniach obu państw pojawia się dużo curry i jeszcze więcej ryżu, to jednak nie widzę zbyt wielu elementów wspólnych. Pod względem smaków Tajlandia to dla mnie całkiem inna bajka niż Indie – bliżej jej choćby do Wietnamu.

Stwierdziłem jednak, że nie ma co iść w Azję Południowo-Wschodnią i zamówiłem dania kuchni indysjkiej. Zacząłem od mango lassi (12 PLN) – klasycznego napoju na bazie jogurtu, który raczej trudno spieprzyć. Może on smakować albo dobrze, albo bardzo dobrze – do tej lepszej oceny zabrakło w HATTI posypki z kardamonu dla przełamania słodkiego smaku mango.

W tym samym czasie, co mango lassi, dostałem też czekadełko – dokładnie takie samo jak w większości indyjskich restauracji. Cienkie, chrupkie pieczywo oraz 3 sosy: jeden ostry, drugi słodki (z tamaryndowca), trzeci miętowy. Tak dla umilenia czasu, choć – trzeba to wyraźnie zaznaczyć – na kolejne dania wcale nie czekałem długo.

Choć początkowo myślałem o samosach, to w ramach przystawki zamówiłem chicken lollipop (15 PLN), czyli indyjską odpowiedź na hot wingsy z KFC. Okej, niektórzy mogą uznać to porównanie za nie na miejscu, ale w gruncie rzeczy skrzydełka z kurczaka w ostrej panierce smakują podobnie (w dużym uproszczeniu). Dokładnie czegoś takiego się spodziewałem, więc mnie to bardzo odpowiadało. Do skrzydełek dołączony był jeszcze łagodzący pikantność sos, prawdopodobnie na bazie kurkumy, który pasował do kurczaka i spełniał swoje zadanie.

Długo głowiłem się nad tym, co wybrać na danie główne – z jednej strony nie chciałem wziąć czegoś, czego nigdy nie jadłem, z drugiej wolałem nie pójść w jakiś banał. Skończyło się na tym, że zamówiłem butter chicken (28 PLN), czyli chyba największy banał, na jaki mogłem się zdecydować. Kurczak w sosie maślano-pomidorowym z całym bogactwem indyjskich przypraw i aromatów.

Do tego dobrałem czosnkowy chlebek naan (14 PLN). Tu ważna uwaga: w cenie każdego dania jest ryż lub zwykłe chlebki naan. Jeśli jednak chcesz jakieś „smakowe”, to musisz za nie zapłacić pełną cenę. Poinformowano mnie o tym przy składaniu zamówienia, więc nie było problemu, ale myślę, że warto to zaznaczyć.

Kurczak – bardzo smaczny i soczysty, sos – boski (nie dziwię się, że tak często ten banał jest zamawiany), do tego chlebki naan w mojej ulubionej wersji. Zjadłem całość z uśmiechem na twarzy i pewnie wylizałbym palcem naczynie, gdyby nie fakt, że w niektórych miejscach trzeba się jednak zachować.

Wyszedłem z HATTI usatysfakcjonowany, choć na pewno nie zbierałem szczęki z podłogi. Jeśli lubicie kuchnię indyjską, to się tu na pewno odnajdziecie. Jeśli nie mieliście okazji próbować dań z tego regionu świata, to być może coś Was tutaj zaskoczy. A jeśli byliście w Indiach i szukacie smaków, które tam poznaliście – tu Wam nie pomogę, ja tego porównania nie mam. W każdym z tych przypadków możecie się jednak wybrać do HATTI i dać mi znać w komentarzach, jak Wam smakowało.

PS Część z Was dobrze główkuje: HATTI to restauracja znajdująca się dokładnie w tym samym miejscu, co jeden z „oddziałów” Radhe Vega – to ten sam właściciel, tyle że bliżej Starego Rynku postanowił mieć restaurację z mięsem.

Lokalizacja: Woźna 13, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.31/5 (32)
Ja oceniam na...