Wyszukiwarka

Juice Drinkers (Poznań)

20130714_163641

Niektóre dzielnice i rejony Poznania mają złą sławę. Każdy żółtodziób, który tu przyjechał wie, że chodzić nocą po Wildzie, Łazarzu czy Jeżycach to średni pomysł. Jak jednak wierzyć tym legendom, gdy wchodząc na Jeżyce wita nas właśnie takie miejsce.

Obejrzyj videorecenzję z Juice Drinkers i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Juice Drinkers nie stoi tu od wczoraj, więc nie jest to recenzja na gwałt. Nawet gdyby przed chwilą było „grand open”, to i tak byśmy przeczekali wrzawę (tak, będzie recenzja Farm Burgera) i poszli na spokojnie, gdy emocje opadną. Można by więc pomyśleć, że Sokopijcy mają już ugruntowaną pozycję i wszędzie o nich głośno. Właśnie nie do końca! Pomimo dużego grona fanów, nie udało mi się znaleźć takiego znajomego, który by tam był i powiedział „Idź w ciemno bracie i jedź wszystko, co Ci pod nos podstawią”. Takich ludzi nie było i choćbym pytał i pytał, znaleźć się nie chcieli. Całkowicie przypadkiem, po części ze względu na humor mojej towarzyszki – a właściwie ochotę na lekki lunch – postanowiliśmy przejść się na ulicę Dąbrowskiego.

20130714_163602

Mekka poznańskich sokopijców to miejsce, które łączy w sobie kulinaria, muzykę i design. Jeżeli jesteście wrażliwi na estetykę, lubicie eksperymenty w kuchni i muzyce, to te miejsce może wam się spodobać. Preciętny cebulaczek spuentowałbym zaś jako „hipsterskie”. Prawdopodobnie z tego powodu część ludzi omija Juice Drinkers.

20130714_163620

Na Dąbrowskiego liczyliśmy początkowo na tartę i sok. Pierwszą pozycję wymienić musieliśmy na kanapkę, przy soku pozostając. I w tym momencie następuje małe zaskoczenie. Ilość kanapek, soków i kombinacji składników wprawia w małe zakłopotanie i człowiek nie wie, z czym tak naprawdę chce się zmierzyć. A kusi wiele.

20130714_164528

Ja postanowiłem powalczyć o władztwo nad moimi kubkami smakowymi z kanapką Felino. Momentalnie wpadła mi w oko z powodu równie bezsensownego połączenia składników co komiksy Joan Cornella. Kto wcisnąłby pod jeden dach Salami Di Felino, gruszkę i miód, wciąż mając nadzieję, że wyjdzie z tego coś smacznego?

20130714_164700

Ci wariaci to zrobili i tak jak lubię się pozytywnie zaskakiwać, tak zrobiłem to kolejny raz. Mam wrażenie, że im bardziej odległe od siebie smaki, tym lepszy efekt końcowy. Połączenie mięs i owoców staje się coraz powszechniejsze i nikt tu już nie mówi o kaczce w jabłkach czy śliwkach. Czekam tylko na moment, w którym wielkie sieciówki podchwycą trend i wypuszczą na rynek fatalne kombinacje.

20130714_164207

Jeżeli chodzi o kwestie soków, to są one… genialnie smaczne i jedyne, co można im zarzucić, to cena. Lokal jednak musi przechowywać wiele owoców w jednym czasie i jeszcze na tym zarobić. Gdyby było taniej, gwarantuje że chodziłbym tam codziennie. Dlaczego? Bo w takim „No Stress”, który wybrałem, znalazły się jabłka, truskawki i imbir. Wszystko zmiksowane na moich oczach, odsączone i przelane wraz z miąższem oraz pianką do plastikowego kubeczka.  Bazowym smakiem soku jest bez wątpienia jabłko, dalej zaś aktywnie walczy między sobą truskawka i charakterystyczny imbir.

Czy warto? Na pewno opłaca się spróbować. Jeżeli mamy jakiegoś eko-bzika, to pewnie podpasuje nam fakt, że wszystko jest takie na miejscu, zdrowo i w ogóle health & fit. Jeżeli stąpacie mocniej po ziemi – po prostu smacznie i orzeźwiająco. Kanapka zaś nie jest może aż tak zapychająca jak ta subwayowa, ale dużo bardziej sycąca i starcza na dłużej bez wydętego brzucha. Smakowicie i ciekawie.

Lokalizacja: Dąbrowskiego 8, Poznań

Cena:
* sok – 7 zł
* kanapka – 8,50 zł

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: drina goni kolejny drin

  • hipsterstwo
    i jebać biedę
    kocham być „przeciętnym cebulaczkiem” <3

  • ps. czemu piszom po angielsku, show yur design???? co to ma znaczyć, nie rozumiem 🙁

  • Oj w porównaniu z wrocławskim Frankie kanapki i soki wyglądają dosyć słabo, chociaż trzeba przyznać, że ceny bardziej ludzkie.