Wyszukiwarka

karaib’ska (Poznań)

Screenshot_2016-07-13-12-20-05-01

Ciekawy food truck z wysokiej jakości jedzeniem i jednym „ale”.

Oglądaliście film „Chef”? Jeśli nie, to polecam. Żadne tam wybitne kino, ale po prostu przyjemny obraz, który ogląda się dla relaksu, nic więcej. No, przy okazji można nabrać sporo apetytu na uliczne jedzenie. Oglądajcie więc z jakąś szamą pod ręką.

W „Chefie” zobaczycie bowiem bardzo dużo street foodu, w sumie o to w tym filmie chodzi. Prym wiodą kubańskie kanapki, które wyglądają tak apetycznie, że od razu chce się je zjeść. Niestety, w Poznaniu żadne z miejsc nie oferuje czegoś w tym rodzaju…

Pod koniec zeszłego roku pojawiła się karaib’ska i początkowo sądziłem, że food truck ten powstał trochę na fali tego filmu. W końcu oglądając go, pewnie wielu osobom przeszło przez myśl, żeby otworzyć swoją przyczepę z ulicznym żarciem. Nic bardziej mylnego.

Karaib’ska przez długi czas jeździła tylko po eventach i dopiero od trwającego sezonu truck stoi w stałym miejscu, na KonterART przy samej Warcie – trudno o bardziej „karaibską” lokalizację w Poznaniu.

Dopiero na miejscu dowiaduję się, o co tutaj tak naprawdę chodzi. Z profilu na Facebooku wynika bowiem niewiele – ta kwestia jest na pewno do poprawy, bo dokopanie się do informacji, co tutaj właściwie można zjeść graniczy z cudem.

W każdym razie, nikt tu się na „Chefie” nie wzoruje. Za całym pomysłem stoi pasja, miłość i prawdziwa historia. Karaib’ską prowadzi Polak z żoną z Barbadosu. Nie serwują kanapek, tylko tortille „po karaibsku” – tak, jak to się robi na wyspie, z której pochodzi właścicielka.

Co to oznacza? Że placki wypełnia się farszem z ciecierzycy duszonej w mleku kokosowym, ziemniaczanym curry, salsy ogórkowej i pikantnym sosie prosto z Barbadosu. Do tego mięcho: kurczak, wołowina albo krewetki (świeże przyjeżdżają w czwartki, najlepiej więc zamawiać je w ten dzień). Jest też opcja Surf’n’Turf (z krową i owocami morza) i właśnie na nią się decyduję.

Gdy dostaję swoje zawiniątko w łapę, od razu zauważam, dlaczego karaib’ska nie publikuje zdjęć swojego jedzenia w social mediach – jest ono totalnie niefotogeniczne. Choć w dużej mierze je się oczami, to nigdy nie skreślam szamy tylko dlatego, że źle się prezentuje. Z brzydkiego kaczątka może nie zawsze wyrasta piękna księżniczka, ale przy odpowiednich zabiegach można z niego przygotować całkiem smaczną kaczkę po pekińsku.

Screenshot_2016-07-13-12-22-42-01

I tak jest w tym przypadku. Krewetki przyrządzono doskonale, tak samo szarpaną, wspaniale doprawioną wołowinę. Generalnie „przyprawy” to słowo klucz w tej kompozycji – curry czuć przy każdym kęsie i pali dość mocno, mimo że proszę o wariant „średnio-ostry” (podejrzewam że ten po prostu „ostry” to już konkretny ogień). Za sprawą ziemniaków i mięsa, którego nie poskąpiono (zarówno krewet i wołowiny – stosunek jednego do drugiego to uczciwe pół na pół, obecne w zasadzie w każdym gryzie) jedna taka tortilla to naprawdę sycące danie, którym można się najeść na długie godziny.

No dobra, po ugryzieniu wygląda jeszcze gorzej.
No dobra, po ugryzieniu wygląda jeszcze gorzej.

Jest tylko jedno „ale”. Całość rzeczywiście smakuje świetnie, mięso to rewelacja, a przy okazji człowiek zapycha się na długie godziny, co też jest sporym atutem. Niemniej, trudno mi sobie wyobrazić, że jem to ponownie. Choćby dlatego, ze food truck otwiera się w okolicach 15, a częściej bliżej 16, kiedy ja już jestem zazwyczaj po obiedzie. Gdybym siedział na KonterART ze znajomymi, pił piwo i złapałby mnie głód, to pewnie bym sobie tortillę z karaib’skiej zamówił. Tyle że częściej bawię się kilka metrów niżej i jednak z grillem przy boku.

Druga sprawa, że choć jest to super produkt z wysokiej jakości składników, to od jego spróbowania kilka tygodni temu, ani razu nie przyszła mnie na niego ochota. Wiecie, zjadłem, z zadowoloną miną, z ręką na sercu polecę każdemu, kto szuka ciekawego i dobrego street foodu, ale na listę „chciałbym to jeść przynajmniej raz w miesiącu” nie wpisuję. To nie jest tak do końca „mój” smak.

Screenshot_2016-06-23-22-00-36-01

Ale tutaj mówimy już o gustach. Jeśli nie spróbujecie, to się nie dowiecie, czy nie zostaniecie prawdziwymi wyznawcami tortilli z Barbadosu. A nuż ją pokochacie? Warto się o tym przekonać!

Lokalizacja: Ewangelicka, Poznań (KontenerART) | fanpage

Cena: 24 zł

Smakowitość 85%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: masa i siła!