Wyszukiwarka

Khao San Thai Street Food (Poznań)

Chyba nic mnie tak nie cieszy, jak dobra knajpka z kuchnią azjatycką w tym mieście.

Bo, mając teraz warszawską perspektywę, wciąż jej w Poznaniu mało – zarówno w wydaniu na każdą kieszeń, jak i bardziej premium; zarówno w wersji chińskiej czy japońskiej, jak i wietnamskiej czy tajskiej. Coś się jednak w tym temacie zaczyna zmieniać – w ostatnich tygodniach otworzyło się trochę Azji w stolicy Wielkopolski.

Wśród nowości znalazło się Khao San z Polanki, niewielka restauracyjka z kuchnią tajską – coś, czego do tej pory chyba najbardziej w Poznaniu brakowało. Wprawdzie pad thaia czy zupę tom yum ma co drugi azjatycki lokal w tym mieście, ale nie było chyba jeszcze knajpki, która specjalizowałaby się tylko i wyłącznie w kuchni tajskiej, a przy tym oferowała dania w przystępnych cenach. Najbliższy temu był lubiany przeze mnie Fast Wok z Pasażu Apollo, ale tam pojawiały się jednak potrawy z Chin, Indonezji czy Japonii.

Khao San samo sobie narzuca sztywniejsze ramy – zjemy tu jedynie Tajlandię, co podkreśla nie tylko menu, ale i wystrój lokalu. Sama karta nie należy do rozbudowanych, za co jestem dozgonnie wdzięczny właścicielom – pomijając słabe jedzenie, nic nie irytuje mnie w azjatyckich knajpach bardziej niż przedzieranie się przez złożoną ze stu kilkudziesięciu pozycji ofertę.

Tutaj znajdziecie klasyki, które w każdej tajskiej knajpie być muszą: zupy tom yum i tom kha, pad thai czy curry. Właśnie na nie stawiam przy swojej pierwszej i jedynej jak dotąd wizycie. W następnej kolejności skuszę się na pewno na dania rzadziej w Polsce spotykane. W menu widzę sporo rzeczy, których jeszcze nie jadłem, więc moja ciekawość tym bardziej wzrasta.

Zupa tom yum (19 PLN) była dokładnie tym, czego się spodziewałem. Chili dało mi w kość – mój wewnętrzny pikantnościometr wykazał na skali ostrości przyjemne piekiełko, od którego pot spływa po skroniach, a włosy są mokre, ale które przy okazji nie przysłania innych smaków. Do gustu nie przypadły mi jedynie duże krewetki podane w całości w skorupkach. Trudno wyławia się je palcami z gorącej zupy, by jednym ruchem ręki wykręcić z nich wszystko, co niejadalne. Być może właśnie tak podaje się zupę tom yum w Tajlandii, ani trochę by mnie to w sumie nie zdziwiło, niemniej nie zmienia to w żaden sposób wygody jedzenia.

O ile w powyższym przypadku miałem się jeszcze do czego przyczepić, o tyle pad thai smakował mi niemal w 100%. No, może jedynie w miejsce posypki ze zmielonych (drobno posiekanych?) orzeszków wolałbym większe kawałki. Poza tym jednak wszystko tutaj grało – makaron ugotowano w punkt, a słodkawego sosu było na tyle dużo, że danie nie było za suche i na tyle mało, by nie posądzić go o zbytnią wyrazistość i chęć zdominowania nie tylko tego jednego talerza, ale i całego świata. Serio, w Poznaniu lepszy pad thai jadłem tylko w Raju na Śródce, ale ten też wydaje mi się świetny. Próbowałem z kurczakiem (29 PLN), jajkiem, kiełkami fasoli mung i tofu.

Przed wizytą w Khao San trochę bałem się, że będzie to taki tani tajski bar, który celowo mocno spolszcza dania. Jak to mówi Radek Kotarski: nic bardziej mylnego. Nikt tu nie chodzi na skróty i nie zgadza się na kompromisy typu niskiej jakości zamienniki dobrych produktów. Trzymam kciuki za to, żeby tak zostało i żeby również inne dania z karty okazały się równie smaczne, co pad thai. Za jakiś czas tutaj wrócę, by to zweryfikować.

Lokalizacja: Katowicka 53c/110, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.57/5 (69)
Ja oceniam na...