Wyszukiwarka

Łapu Papu (Poznań)

Parę lat temu byli pierwszą burgerownią, od niedawna w nowym miejscu.

Mam do Łapu Papu spory sentyment. To tutaj po raz pierwszy przekonałem się, że burger może być czymś więcej niż średniej jakośći kanapką z McDonald’s lub Burger Kinga. I to po wizycie w tym lokalu blog z miejsca, w którym opisuje się czipsy i mrożonki, powoli przeistaczał się w ocenianie knajp, z dużym naciskiem na street food.

W międzyczasie Łapu Papu zaczęło rozwijać swoją markę. Na Półwiejskiej otworzył się punkt z zapiekankami, a na Starym Rynku miejsce ze skrzydełkami i żeberkami. Ten drugi jakiś czas temu został zamknięty, podobnie jak „matecznik” na Garbarach. Specjalności obu z tych miejsc zostały przeniesione do nowego grill baru na Wronieckiej.

Mamy tam więc burgery, skrzydełka i żeberka. Ale to nie wszystko. Zjecie tam też tortille z kurczakiem lub pulled porkiem, burrito, nachosy czy frytki w bardziej wypasionych odsłonach, a także wypijecie piwo. Jest w czym wybierać!

Przy pierwszej wizycie stawiam na burgera, Brunch Munch z jajem sadzonym i bekonem – uwielbiam to połączenie. Niestety, odnośnie bugsa mam dwa spore zarzuty. Po pierwsze, jajo mogło zostać lepiej przygotowane, na moje ulubione pół-miękko – wtedy przy jednym z pierwszych gryzów żółtko fantastycznie się rozlewa. Po drugie, wołowina jest tak mocno doprawiona pieprzem, że w połowie bułki w zasadzie nie czuję żadnego innego smaku. Strasznie mnie to odrzuca i nie pomaga nawet idealnie chrupiący bekon. Muszę tu jednak zaznaczyć, że przy trzeciej wizycie znajomy, Mariusz Głuch, zamawia burgera i tym razem wszystko z mięsem jest w porządku – przepieprzoną wołowinę w moim przypadku traktuję więc jako wypadek przy pracy.

Screenshot_2016-07-12-21-50-11-01

Wracając do pierwszego spotkania z nowym Łapu Papu, do burgera dobieram frytki. Ale nie jakieś tam byle frytki, tylko CHILI FRIES zapieczone z serem i czymś w rodzaju chili con carne. Brawo za pomysł, takiego podejścia brakuje mi trochę w poznańskim street foodzie – czekam, aż ktoś wpadnie na to, że frytki można podać jeszcze na gazylion innych sposobów. Za wykonanie również należą się propsy – wjeżdża jak złoto i jest sycące, jak na – było, nie było – przekąskę za 11 PLN. Jedna uwaga: dajcie więcej sera! Najlepiej tak 3 razy więcej i niech się ciągnie jak oszalały. Wtedy dam maksymalną notę.

Screenshot_2016-07-12-21-51-03-01

Druga wizyta przebiega błyskawicznie. Wchodzę, zamawiam fresh rolla z pulled porkiem, jem i wychodzę. Wieprzowinka smaczna i soczysta – powiedziałbym, że pod tym względem poziom ciut niższy niż w Wyczesanych Porkach. Wszystko zawinięte w tortillę, z dużą ilością warzyw i kapką wybranego przeze mnie sosu (jaki konkretnie, nie pamiętam, ale decyzja należy do zamawiajacego), jest rzeczywiście „fresh”. Jedyne, co mi do końca nie gra, to cena – 17 PLN to trochę sporo jak na takiego zawijańca, nawet jeśli podaje się go z czasochłonnym w przygotowaniu pulled porkiem. We wspomnianych Wyczesanych Porkach mamy kanapkę z większą ilością mięsiwa za 2 złote mniej.

Screenshot_2016-07-13-15-10-44-02

Za trzecim razem jest najlepiej. Nie kręcę nosem, nie mam żadnych uwag i nie przyczepiam się do dosłownie niczego. Proszę o pół funta żeberek (16 PLN) i domową ice tea (6 PLN). Herbatka jest prawdziwym sztosiwem – nie za słodka, nie za cierpka, chłodzi jak trzeba. Żeberka wieprzowe w sosie BBQ? Tego się nie da spieprzyć, chyba że ktoś o nich zapomni. Smakują doskonale, nie są ani przypalone, ani za tłuste czy za suche – takie w sam raz. Jem je, aż się uszy trzęsą! Do żeberek dorzucone są marchewki i seler naciowy pocięte w julienki z dodatkowym dipem (wybieram blue cheese) – chyba po to, żeby było ciut zdrowiej. Jako przegryzka do mięsiwa sprawdza się jednak znakomicie.

Screenshot_2016-08-08-18-54-30-02

Jeśli więc chcecie odwiedzić Łapu Papu w nowej lokalizacji, to nastawcie się na żeberka – te są naprawdę porządnie przygotowane i za niewielkie pieniądze albo na chili fries, bo to spory fun zjeść frytki w takiej formie. Fresh roll mnie nie przekonał, głównie cenowo, a burgery – no cóż… To już nie to, co parę lat temu, kiedy było tylko Łapu Papu i Food Patrol. W najbliższej okolicy Wronieckiej można zjeść o wiele lepsze burgery w przynajmniej dwóch miejscach. Ba, jedno z nich jest uznawane za króla Poznania w tym temacie.

Screenshot_2016-08-08-18-56-32-01

Zatem trochę plusów, trochę minusów, ale generalnie nowy punkt ze sporym potencjałem – fajnie się w nim siedzi, z chęcią wpadnę jeszcze nie raz i nie dwa na żeberka, ale w kwestii bugsów warto podgonić konkurencję nowymi recepturami. Coś mi się wydaję, że samo nie wyrzucanie połowy pieprzniczki na wołowinę nie wystarczy.

Lokalizacja: Wroniecka 18, Poznań | fanpage

Ceny:
* Brunch Munch – 15 zł
* Chili Fries – 11 zł
* Fresh Roll – 17 zł
* pół funta żeberek – 16 zł
* domowa ice tea – 6 zł

Smakowitość:

Brunch Munch 30%
Chili Fries 80%
Fresh Roll 70%
żeberka 85%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: najesz się głodomorze

 

Ocena Ogólna

Przeciętna knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
3.54/5 (24)
Ja oceniam na...

  • Ina

    Cóż, my się niestety zawiedliśmy. Mój uwielbiany sos orzeszkowy ostatnio bardziej przypominał coś jakby miodowy, skrzydełka z kurczaka na dodatek były stare?odgrzewane? cholera wie, ale były straszne w smaku i doprowadziły do niestrawności. I dip z niebieskiego sera, który kochałam stracił swój smak. Burgery też jakby słabiej. Z miłośników niestety staliśmy się osobami, które przez dłuższy czas raczej będą to miejsce omijać.

  • Cerbin

    Pozostaje pozazdrościć pozytywnych wrażeń. Przy dwóch wizytach w nowej lokalizacji plusów nie zobaczyłem praktycznie żadnych poza większym, przestronniejszym lokalem. Chili fries być może dawały radę, jednakże porcja zwykłych frytek jaka do mnie dotarła okazała się mała, z pomieszaniem niedopieczonych oraz przypalonych, a przy tym przesiąknięta tłuszczem na wskroś – nie dało się tego jeść, za to śmiało można było wyżąć. Za drugim razem wybraliśmy się z trójką znajomych, niestety nie udało się nawet zamówić – po bezowocnym oczekiwaniu ok. 10 minut przy kontuarze i nieskutecznych próbach zwrócenia na siebie uwagi po prostu poszliśmy gdzie indziej. Z uwag pozostaje jeszcze brak dostępnego menu – nazwy burgerów na ścianie wyglądają fajnie, jednak byłoby miło mieć możliwość przeczytania ich składu. W mojej opinii lokal nie umywa się poziomem do tego na Garbarach. Szkoda.

    • Co do menu, też na to zwróciłem uwagę, ale zapomniałem wspomnieć o tym w recenzji – o ileż byłoby łatwiej, gdyby przy nazwach burgerów byłby podany ich skład. Strasznie przeciąga to proces zamawiania.