Wyszukiwarka

Mały Cesarz (Poznań)

Proszę Was o jedno: nie popełniajcie mojego błędu.

Był poniedziałek, a ja siedziałem cały dzień w domu. Musiałem popracować, pokończyć teksty, pomontować filmy i nie chciałem tracić czasu, zarówno na posiłek na mieście, jak i na przygotowanie obiadu w domu. Wniosek był jeden: trzeba coś zamówić.

Niestety, był poniedziałek. A w poniedziałek nie funkcjonuje moja ulubiona Warung Sumatra, z której zamawiam dość regularnie: jedzenie raz jest lepsze, raz gorsze, niemal zawsze trzyma jednak niezły poziom. W tej sytuacji miałem mało sprawdzonych miejscówek dowożących do mojego mieszkania na samym końcu Piątkowa. W zasadzie do wyboru miałem albo pizzę, albo pizzę. Nie zdecydowałem się na żadną z nich.

I to był błąd.

Chyba jakiś diabeł podkusił mnie do zamówienia czegoś z Małego Cesarza. Lubię kuchnię azjatycką i miałem na nią ochotę, nic nie poradzę. Niestety to, co otrzymałem, nie dość, że nie grzeszyło walorami smakowymi, to jeszcze zafundowało mi turbo zgagę.

Zamówiłem dwa dania. Kurczaka po seczuańsku (19,50 PLN) i wieprzowinę chop suey (20 PLN). Pierwsze danie było dość pikantne, ale poza tym w smaku płaskie i bez wyrazu. Wiecie, z każdym kęsem czułem, że to, co jem, jest ostre i nic poza tym. I to mimo tego, że nie był to ogień, od którego łzy same napływają do oczodołów. Kurczak był twardy, a warzywa prawdopodobnie pochodziły z mrożonki – choć na to dowodów nie mam, po prostu smakowały nijako. Do tego lekko rozgotowany ryż i mnóstwo kleistego sosu. Zero smaku.

Wieprzowina chop suey nie była niestety lepsza. Mięso podobnie twarde, jakby na woku spędziło o wiele więcej minut, niż powinno. Sosu tym razem mniej – gdyby porównać do tego, co działo się w kurczaku po syczuańsku, to może powiedzieć, że wręcz nie ma go wcale. Sam nie wiem, czy to gorzej, czy lepiej. Danie w ogóle nie ma też smaku – czuć gdzieniegdzie imbir i to by było na tyle.

Strasznie to wszystko smutne. Kuchnia azjatycka to przecież smaki wyraziste, pełne ciekawych przypraw – generalnie w każdej potrawie coś się dzieje. A tu nic, zero, null. Jakby te dania zostały przygotowane z najtańszych składników i celowo wyprute ze smaku.

Nie wiem, może to ja najadłem się za dużo „dobrej Azji” w ostatnim czasie i taki spolszczony „chińczyk” nie robi już na mnie wrażenia, może mam za wysokie wymagania i wyciągam błędne wnioski. Ale fakt jest taki, że w zbliżonej cenie można zjeść w Poznaniu smaczniej i lepiej i cały czas mówimy tutaj o kuchni azjatyckiej. Niestety nie w dowozie, a przynajmniej nie w poniedziałki na Piątkowie.

Co więcej, dawno nie miałem tak bardzo męczącej zgagi jak po tym posiłku. Nie wiem, co tam było dodane, ale mój organizm pierwszy raz tak zareagował na jedzenie z tych produktów i z tego regionu świata. Aczkolwiek to pewnie subiektywne odczucie, nie sugerujcie się nim. Skupcie się na walorach smakowych, a raczej ich braku.

Jakbyście jeszcze się nie domyślili: Małego Cesarza nie polecam. Jeśli masz ochotę na kuchnie azjatycką z dowozem i jest to jedyna istniejąca opcja, to już lepiej obejść się ze smakiem. Bo nawet jeśli już zamówisz i spróbujesz, to i tak odkryjesz, że smaku w tym nie ma wcale.

Lokalizacja: Obornicka 312, al. Solidarności 51, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Okropna knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
2.05/5 (122)
Ja oceniam na...

  • Mateusz Szamborski

    Od kiedy nauczyłem się jako tako podstawowego Kurczaka Kung Pao to nie mam za bardzo ochoty na zamawianie chińszczyzny. W większości lokali smakuje do kitu, a naprawdę niewiele wysiłku (i pieniędzy) potrzeba, żeby lepszy smak spreparować w domu.

    • Masz jakiś przepis? Akurat w ten dzień raczej bym z niego nie skorzystał, ale może przyda się kiedy indziej. 🙂

    • Maciej Blackstar Lisiak

      Podpinam się pod pytanie o przepis 😀

    • też poprosiłbym o przepis 🙂

  • Ostatnio miałem dylemat czy zamówić pizze czy pizze, a może coś innego? Chwile przeglądałem pyszne pl – a jako że mieszkamy w tym samym rejonie na górze strony rzucil mi sie w oko Maly Cesarz, już prawie zamówiłem tam, ale jednak wybrałem pizzę.. Uff!