Wyszukiwarka

Mamasitas (Poznań)

Zostaliśmy zaproszenie do stosunkowo młodej knajpy na Taczaka. Okazuje się, że w Poznaniu jest nowy faworyt wśród lokali serwujących meksykańską kuchnię.

Właścicielem Mamasitas jest Kolumbijczyk, który ogromną wagę przykłada do świeżości składników (choć – nie ukrywajmy – nie wszystko zimą, w polskim klimacie, takie może być – część niestety musi pochodzić z mrożenia) oraz tego, by meksykańska kuchnia w Poznaniu jak najbardziej przypominała tę z Meksyku.

Te zapewnienia słyszymy parę dni wcześniej. Na miejscu powitani zostajemy dwoma miskami nachosów, które – a jakże – przygotowywane są na miejscu. Do tego dostajemy cztery salsy: ranchera (ma być pikantna, ale nie jest), serową (całkiem smaczną), fresca (pokrojone warzywa z papryczką jalapeno, ma moc) oraz guacamole (również przygotowywane na miejscu – w zależności od „twardości” awokado, jakie Mamasitas ma na stanie, kelnerzy robią je na oczach klienta).

DSC_0100

Następnie – przystawki. Otrzymujemy talerz pełen starterów, żeby spróbować jak najwięcej z nich. Większość z nich smakuje podobnie. Różnią się czasem formą podania, rodzajem mięsa lub pojedynczymi składnikami. Dla przykładu houston rollsy to na dobrą sprawę wrap pocięty na mniejsze kawałki. Podobne sprzedawano kiedyś w Pizzy Hut – te z Mamasitas odróżnia zdecydowanie bardziej meksykańskie nadzienie.

DSC_0105

Tostadę wyróżniają trzy rzeczy: chrupka tortilla, pasta z fasoli pinto i kwaśna śmietana. Je się to dość trudno – na placku jest tyle składników, że wszystko szybko spada na talerz. Ale to nic, bo smakuje naprawdę dobrze, choć taka pasta z fasoli pinto początkowo mnie odrzuca. Później, gdy człowiek się do niej przyzwyczai, zaczyna ją akceptować, by z każdym kolejnym kęsem bardziej doceniać jej smak. Najfajniejsza jest śmietana, która fantastycznie kontrastuje z resztą dania.

Najlepiej smakuje mi jednak potato skins – ziemniaki pieczone w mundurkach wypełnione serem, posiekanym, grillowanym bekonem i polane kwaśną śmietaną. Uwielbiam bekon i kocham ziemniaki. A ta śmietana – jak już wspominałem – fantastycznie kontrastuje ze wszystkim, co nie kwaśne. Dla mnie najlepsza z przystawek.

Nie przyćmiewa jej nawet quesadilla – moje ulubione danie z kuchni meksykańskiej. Tutaj z jednej strony rewelacyjne, bo jest świetny placek i dużo pysznego sera, z drugiej rozczarowuje, bo… serio, pieczarki? Ostatnia z rzeczy, którą chciałbym i której spodziewałbym się w quesadilli. Ale cóż… Moi współtowarzysze mieli pewnie odmienne zdanie.

DSC_0114

Zanim dam im jednak dojść do głosu, powiem o moim głównym daniu i jednej ze specjalności Mamasitas – fajitas z wołowiną z łopatki przyprawioną na sposób Tex-Mex. Po pierwsze: porcja jest ogromna – ledwo ją kończę, a w zasadzie zostawiam trochę warzyw (mix papryk, cebula, czosnek – nic więcej nie trzeba). Po drugie: smakuje nieziemsko. Wołowina doskonale przyprawiona – trochę coś w stylu barbecue, trochę nie do końca. Mógłbym to jeść i jeść, aż pękłbym jak ten Wawelski po fortelu tego Dratewki.

Dla niewtajemniczonych: je się to w ten sposób, że bierze się tortillę, smaruje guacamole, nakłada na to mięso i warzywa z żeliwnego naczynia, posypuje serem, by na koniec dodać kleks kwaśnej śmietany (jak ja ją kocham!). Całość razem komponuje się wybornie – na samą myśl o tych smakach, aż mi ślinka cieknie. Nie chcę dłużej wspominać tego rewelacyjnego fajitas – boję się, że zapaskudzę klawiaturę – więc pozwólcie, że będę zmierzał do końca.

DSC_0148

DSC_0150

Wszystkie te pyszności – bo wszystko, co dziś jem, określiłbym mianem „przysmaku” – popijam najpierw Margaritas Especial (świetne, kwaśne, pełne alkoholu) i importowaną z Meksyku colą Jarritos. Napój z procentami wypada lepiej – warto zainwestować w niego parę złotych więcej.

Wychodzę najedzony i z uszczęśliwionym podniebieniem. Wrócę na pewno – zaproszę rodzinę, przyjaciół i urządzę fiestę z fajitas, potato skins i margaritas. Zrobicie podobnie, amigos?

MruMru

[MruMru]

Czasami jedzenie serwowane w restauracjach jest przygotowywane pod publiczkę – ma mniej smaku, żeby smakowało wszystkim. W Mammasitas jedzenie jest wyraźne, aromatyczne, dopieszczone w każdym względzie. A ja kocham takie jedzenie. Kolorowe, bogate w smaku, dobrze doprawione. Jeśli nie sięgam po sól w restauracji – jest dobrze. Zanim jednak przejdę do opowiadania o każdym daniu po kolei – TEN KLIMAT! Siedzieliśmy tam około 2 godziny i w ogóle tego nie poczułam. Czułam się jak w miejscu szczęśliwości i radości – serio. Było gwarno, miło, przyjaźnie. Kelner też robił dobrą robotę, świetnie się nami zaopiekował, a dla mnie to ważne, wiedzieć, że kelner wie o mojej obecności i daje mi odczuć, że się o mnie troszczy. Wiecie o co chodzi? Czułam się wspaniale, tym bardziej, że miałam porównanie na świeżo – przeczytajcie recenzję z Nowej Sytuacji

Tak jak rednacz pisał – zaczęliśmy od nachosów z sosami. Nachosy jak nachosy, ale czuć, że robione na miejscu. Sosy super, najlepsze guacamole (jak robię sama to nie jest takie dobre) i sos serowy. Ale ranchera, mimo że nie pikantna, też dobra. Gorzej z tą ostatnią, bo ja po prostu nie przepadam za smakiem świeżej kolendry, jest taka… dziwna. Nachosów dostajemy „dosypkę”, tak szybko zeszły.

DSC_0102

Wjechały kolejne przystawki. Spróbowałam quesadilli, houston rolls, potato skins i papas rellanas. W quesadilli pieczarki, ser i cebula. I najlepsze jest to, że te trzy składniki robią swoją robotę. Ja tam pieczarki lubię i nie narzekam. Jest fajnie, jest syto, jest smacznie. rednacz, nie marudź. Houston rolls smakuje prawie jak quesadilla, z tym, że w środku jest kurczak. Bardzo dobre, szczególnie jak się posłucha rady kelnera i pomoczy to w sosie ranchera. rednacz ma rację co do ziemniaków – potato skins wymiatają. Ziemniak i bekon? To nie może się nie udać! Podobnie z papas rellanas, z tym że tam zamiast bekonu jest mięcho, takie jak np. w chilli con carne. Bardzo smakowite. Pasta z fasoli zasmakowała mi od razu. Panowie sobie marudzili, a ja sobie ją jadłam. Jak któryś raz z kolei powiedziałam, że bardzo dobre, to spróbowali jeszcze raz i też im zasmakowało. To taka esencja fasoli, zaskakująco dobra!

DSC_0112

DSC_0115

Najważniejsze było danie główne – Pimiento Relleno. Papryka smażona w cieście piwnym, wypełniona mieloną wołowiną, przyprawioną w stylu Tex-Mex. Do tego sos i ser. I najważniejsze – w środku były orzechy i rodzynki. Nawet nie wiecie, jakie to było genialne połączenie. Do tego trochę ryżu na czerwono. Porcja jest ogromna, a papryka w cieście z tym mięsem to niezły zapychacz. Zjadłam połowę porcji, nie byłam w stanie zjeść ani kęsa więcej, bo chyba bym pękła (a wczesniej przecież obżarłam się nachosami i przystawkami). Mięso było świetnie przyprawione, mocno słone. Tex-mex to przyprawy bazujące na sproszkowanej papryce, mielonym kminie, czosnku w proszku i tym podobnych. Poprosiłam o nr 2 w czterostopniowej skali ostrości, z powodzeniem mogłabym zjeść nr trzy, bo dwójka była mocno łagodna. Orzechy i rodzynki w mięsie to była poezja. Najpierw nie wiedziałam, że tam będą, nie czytałam karty, więc było to dla mnie (bardzo pozytywne) zaskoczenie. Jak będziecie w Mamasitas, koniecznie spróbujcie tej potrawy.

DSC_0131

DSC_0130

Wszystko zapijałam Margeritą de fresas, czyli z truskawkami. Pyszna, słodziutka i z wyczuwalnym alkoholem. Później jeszcze piłam Caipirihna – bardzo mocne, więc chyba się domyślacie, że mi smakowało…

DSC_0123

Już podczas jedzenia zapowiadałam, że do Mamasitas wrócę, na pewno zabiorę rodzinę, trzeba promować gastronomiczne perełki Poznania.

Kiziu

[Kiziu]

Moi przedmówcy tak się rozpisali, że nie zostawili mi wiele pola do popisu, ale ja mam tak, że lubię gadać, więc dorzucę swoją skromną opinię na temat Mamasitas. I będzie ona bardzo pozytywna.

Zaczęliśmy od dwóch, a w zasadzie jeżeli liczyć dokładkę, to trzech misek nachosów z czterema sosami. Z sosów zdecydowanym faworytem jest serowy (majstersztyk), za nim plasuje się salsa ranchera, która jest delikatnie pikantna.

Nachosy były tylko bardzo drobną zakąską, a prawdziwe budowanie masy zaczęło się, gdy na stole pojawiły się przystawki z prawdziwego zdarzenia. Papas Rellenas, choć naprawdę smaczne, nie do końca spełniły moje oczekiwania. Niby wszystko fajnie, ale miałem wrażenie, że mój egzemplarz za mało miał w sobie „jadu”. Houston Rolls natomiast robiły robotę bezbłędnie. To jest zdecydowanie mój typ przystawki. Porządnie przyprawione mięso, do tego dwa w miarę wyraziste warzywa w postaci papryki i fasoli i sery, które urozmaicają całość. Nie było mi dane spróbować Potato Skins, a Tostadę opiszę za chwilę, gdyż była ona częścią mojego dania głównego.

DSC_0106

Jako osobną przystawkę przyniesiono nam Quesadillę. I po raz kolejny była to uczta dla zmysłu smaku i żołądka. Nie zamierzam tu robić za jakiś niesamowity autorytet w kwestii quesadilli, ale ta przyrządzona jest wyśmienicie. Tortilla była delikatnie chrupiąca, ale idealnie trzymała wnętrze, które tworzyło monolit ze względu na odpowiednią ilość oraz optymalne rozpuszczenie się serów. Do tego dodatki z górnej półki i oto powstaje bardzo smaczna, meksykańska przekąska. Czas na danie główne.

DSC_0119

Mamasitas Special to nic innego jak zestaw trzech chyba najbardziej popularnych meksykańskich dań. Mamy dwie Enchillady z kurczakiem, dwa Tacos z wołowiną oraz Tostadę, o której mówiłem wcześniej. Do tego trochę kulka meksykańskiego ryżu, trochę puree z fasoli i sałatka, której nie zjadłem. WEGEALERT: Mamasitas Special można zamówić również w wersji wegetariańskiej.

DSC_0137

DSC_0139

DSC_0140

Wielką zaletą Mamasitas jest ich mięso, a może nawet bardziej niż mięso sposób jego doprawiania. Do wołowiny i kurczaka stosowane są dwie różne marynaty i zestawy przypraw. Czuć to przy każdym kęsie. W Enchilladach poczujemy wspaniały aromat autorskiej marynaty. Drób jest soczysty i rozpływa się w ustach. Nie jest może tak wyrazisty jak wołowina, jednak nie brakuje mu smaku. Zawinięty w kukurydzianą tortille i zapieczony z serem smakuje wyśmienicie. W Tacos mamy natomiast mieloną wołowinę przyprawioną w sposób znacznie ostrzejszy. Wyczuć można głównie chilli, czosnek i słodką paprykę. Jest to połączenie, które gwarantuje doskonałe doznania smakowe. Do tego chrupiąca tortilla i wszechobecny ser. To się nie może nie udać. Najmniej zachwytu z całego dania głównego zachowałem dla Tostady. Pewnie dlatego, że nie ma w niej mięsa…

Lokalizacja: Taczaka 24, Poznań | fanpage

Ceny:
* nachos – 5,90 zł
* papas rellenas – 9,90 zł
* tostada – 7 zł
* quesadilla – 8 zł
* potato skins – 7,90 zł
* houston rolls – 8,90 zł
* fajitas z wołowiną – 29,90 zł
* pimiento rellano z wołowiną – 17,90 zł
* mamasitas special – 27,90 zł
* margarita – 17,90 zł
* caipirinha – 18 zł

Smakowitość:

nachosy 85%
tostada 75%
potato skins 90%
nachosy 85%
quesadilla 78%
houston rollsy 78%
fajitas 95%
papas rellenas 82%
pimiento rellano 95%
enchiladas 90%
tacos 90%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: pyszności!

Wszystkie zdjęcia wykonał Szymon Kiżewski

.

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
3.57/5 (67)
Ja oceniam na...

  • ola

    Najsmaczniejsza kuchnia meksykańska tuż po The Mexican,. Duża różnorodność smaków, w jakiś dzień podczas mojej wizyty posiłek umilał Pan grający na gitarze. Potato skins – mój faworyt, warto też spróbować domowych frytek, obowiązkowo fajitas z sosem ranchera i śmietaną , mimo to domawiam zawsze więcej placków, Quesadilla z kurczakiem – pyszności. Całość zapijam meksykańska mandarynkową oranżadą.