Wyszukiwarka

MIKOYA (Poznań)

Poznań polską stolicą ramenu.

Na Krysiewicza do Yetztu kolejki ustawiają się jeszcze przed otwarciem, a bez rezerwacji trudno o wolny stolik. Z kolei na Jeżycach prawdziwą furorę robi Ramen-Ya. To jednak nie koniec dobrego ramenu w Poznaniu. Parę tygodni temu otworzyła się MIKOYA – jedyny w swoim rodzaju ramen bar, unikalny na skalę ogólnopolską.

Zobacz videorecenzję i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Co ciekawe, to drugi lokal właścicieli Yetztu. Co jeszcze ciekawsze, zlokalizowany jest po sąsiedzku, dosłownie tuż obok. Bliskość obu knajp to nie przypadek: po pierwsze, łatwiej jest zapanować nad oboma biznesami, jeśli znajdują się one obok siebie; po drugie, gdy ktoś się odbije od drzwi Yetztu, może poszukać szczęścia w MIKOYA – póki co o stolik łatwiej, choć przypuszczam, że wkrótce się to zmieni.

Tam również możemy zjeść szalenie dobry ramen. Na tym podobieństwa się jednak kończą, a MIKOYA to żadne Yetztu-bis. Z wierzchu wszystko wygląda podobnie – to samo danie i ci sami właściciele, wysoka jakość jedzenia i dbałość o szczegóły – ale gdy już się ciut bardziej zagłębimy – rzucimy okiem na menu i weźmiemy pierwszy łyk zupy – to okaże się, że MIKOYA to jednak nieco inna bajka.

W Yetztu podaje się bowiem ramen w wersji nieco zeuropeizowanej. Okej, w menu znajdziecie rameny shio i shoyu, czyli japońskie klasyki, ale to rameny Yetztu Special – kamo, yakitori, tahintu czy spicy wonton – robią prawdziwą furorę. Opierają się one na bardziej wyrazistych i mocniej podkręconych smakach, wiele się w nich dzieje, są bardzo kolorowe – uwielbiam to podejście, bardzo mi one smakują i chętnie na nie wracam.

Jak się jednak okazuje, ramen w Japonii nie do końca tak wygląda. Jest bardziej stonowany, delikatniejszy – nie gorszy, nie lepszy, ale po prostu ciut inny i mniej krzykliwy. MIKOYA jest właśnie próbą przeniesienia takiej bardziej tradycyjnej odsłony ramenu. Ma być tak, że jak przyjedzie tu zakochany po uszy w ramenie Japończyk, to poczuje się jak w domu.

Oczywiście, trudno mi to zweryfikować. W Japonii nigdy nie byłem i nie znam żadnego mieszkańca tego kraju, więc muszę polegać wyłącznie na swoich zmysłach i intuicji. Jedno i drugie podpowiadają mi, że chyba faktycznie się to udało. A już na pewno wyszło wyraźne odróżnienie się od Yetztu. Nawet jeśli człowiek był w pierwszym ramen barze w Poznaniu sto razy, to póki nie przekroczy progu MIKOYA, nie wie kompletnie czego się spodziewać.

W układaniu menu pomógł autor bloga Japończyk gotuje. To o tyle istotne, gdyż ludzie z całego świata nie tylko różnią się kolorem skóry, oczu i włosów, ale także kubkami smakowymi. Skoro ma być więc jak w Japonii, to przy opracowywaniu receptur musi uczestniczyć ktoś, kto czuje smaki jak Japończyk. Dla mnie to zrozumiałe.

Co więc się w tym menu znalazło? Dwa rameny – jeden klarowny, drugi wcale. Odpowiednio assari tori-shiro i kotteri buta-uma. Ten pierwszy ponoć idealnie nadaje się na pierwszy raz, ale przy mojej wizycie niestety nie jest dostępny. Ups, skończył się, czasem się zdarza.

Rzucam się więc na głęboką wodę, czyli na ramen kotteri buta-uma (26 PLN) oparty na bulionie na bazie kaeshi (w skrócie: połączenie kilku rodzajów sosu sojowego oraz esencji z owoców morza). W smaku mocno mięsny, lekko tłustawy i bardzo głęboki – coś zupełnie innego niż w Yetztu i innych odwiedzonych przeze mnie do tej pory ramen barach. Czy lepszego? Cóż, tu już rozstrzygają gusta – mnie bardzo smakowało, ale jednak wolę ostre, sezamowe nuty tahintu czy słodkawy posmak yakitori z sąsiedniego lokalu.

W podstawowej wersji tego ramenu jest oczywiście makaron (warto zaznaczyć, że inny niż w Yetztu, wydawał mi się bardziej sprężysty), rzodkiewka, szczypiorek, glony nori oraz marynowana wieprzowina chashu. Zupę można jednak „wzmocnić” o dodatkową porcję makaronu (+3 PLN), więcej mięsa (+5 PLN) czy jajko (+3 PLN). Ja bez tego ostatniego nie wyobrażam sobie ramenu, więc je dobieram. Nie gardzę też większą ilością mięsa. Z 26 PLN robi się 34 PLN, ale nie żałuję.

Do zupy można domówić też tzw. zestawy. To może być onigiri (5 PLN), to może być sałatka (7 PLN), ale też mięso chashu z ryżem (10 PLN) lub – mój faworyt – torimeshi (10 PLN), czyli ryż z panierowanym mięsem z udek kurczaka. Ostatni z wymienionych dodatków naprawdę świetnie smakuje, a wspomniany ryż można wykorzystać do zrobienia sobie „risotto” – wsypujemy go do bulionu, jak już wyjemy cały makaron. W ten sposób możemy się naprawdę konkretnie najeść.

Torimeshi można zamówić też w formie całego, pełnoprawnego dania (22 PLN). W tej samej cenie w menu znajdziecie też japońskie curry, na które ostrze sobie ząbki i jeśli wrócę do MIKOYA, to właśnie na nie. Na deser mogę polecić lody o smaku zielonej herbaty matcha (8 PLN) oraz lody shoyu (też 8 PLN), czyli lody śmietankowe z sojową posypką.

Krótka piłka. Warto? No pewnie, że warto. W MIKOYA zjadłem wyśmienity, doskonale przygotowany ramen. Tak jak pisałem już wcześniej: bardziej przekonuje mnie estetyka i smaki Yetztu, ale nie wynika to z wyższej lub niższej jakości ramenów, a wszystko rozbija się po prostu o gusta. Polecam spróbować samemu i przekonać się na własne kubki smakowe. Albo się zakochacie i będziecie chcieli tu wracać jak najczęściej, albo zjecie bardzo smaczny obiad i następnym razem po prostu udacie się na ramen po sąsiedzku.

Mówiąc inaczej, sytuacja win-win. Nie zawiedziecie się. Ode mnie maksimum, pięć gwiazdek na pięć.

Lokalizacja: Krysiewicza 6b, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.53/5 (19)
Ja oceniam na...