Wyszukiwarka

Ming Wok (Poznań)

Choć smak nie powala, to niskie ceny sprawiają, że będę tu wracał.

Knajpy z kuchnią wschodnioazjatycką w Polsce (zazwyczaj chińsko-wietnamsko-tajską) dzielą się na 3 typy. Pierwszy to tani bar w stylu lat 90. – serwuje się w nich paskudne jedzenie, ale za to w dużych porcjach i za śmieszne pieniądze. Coś jak Orient Express na Mickiewicza w Poznaniu. Drugi typ to „oj, jacy my jesteśmy prawdziwi” – wyższe ceny, mniejsze porcje i znacznie smaczniejsze dania, choć wciąż lekko zeuropeizowane, nie oszukujmy się. A trzeci rodzaj to zwyczajne „coś pomiędzy”. Za szamę zapłacisz wciąż niewiele, choć też nie śmiesznie mało, porcje dalej są duże, a smak to takie „okej” z przebłyskami.

I właśnie do tego trzeciego typu należy Ming Wok. Takie idealne „coś pomiędzy”.

Lokalizacja tej nowej knajpki może być niektórym znana – jeszcze tutaj niedawno mieściła się Jugoslavia, całkiem niezłe miejsce z jedzeniem z Bałkanów. Początkowo sądziłem, że wybór tego miejsca był nie do końca przemyślany, bo po pierwsze jest ono pechowe, a po drugie kawałek dalej, w Pasażu Apollo, znajdziemy punkt o podobnym profilu – Thai Fast Wok.

Rzeczywistość pokazuje jednak, że chyba aż tak źle nie będzie. W Ming Woku nie dość, że jest chyba ciut taniej, to jeszcze w menu znajdują się raczej inne dania niż u konkurencji.

Przy pierwszej wizycie zamawiam zupę pho. Jej niska cena (10 PLN) sugeruje mi, że albo będzie beznadziejna, albo podadzą ją w niewielkim naczyniu. Myliłem się. I to mocno. Zupa jest naprawdę sporych rozmiar, a w związku z tym, że pływa w niej mnóstwo makaronu i sporo mięsa wołowego, to na lunch absolutnie wystarczy. Co więcej, pod względem smaku, pho z Ming Woka daje radę – jasne, bulion prędzej nazwałbym rosołem z kolendrą i daleko mu do korzennych aromatów pho z Raju, ale za tę cenę naprawdę nie ma sensu kręcić nosem. Tym bardziej że zupę możemy sobie dowolnie doprawić czosnkiem, papryczką chili i/lub ostrym sosem sambal. Jeśli nie przesadzimy w żadną ze stron, wyjdzie nam całkiem konkretne pho, którym możemy zaspokoić ciut mniejszy głód. W dodatku za dyszkę.

Screenshot_2016-06-27-12-48-50-01

Na drugie danie zamawiam jedną ze specjalności lokalu – przynajmniej tak mi ją sprzedaje kelnerka – żeberka po chińsku. Podaje je się na gorącym półmisku w pikantnym sosie sojowym, a na osobnym talerzu dołączony jest ryż z surówką. Smakuje to dobrze, żeberka nie są ani przesuszone, ani zbyt tłuste, a całe danie rzeczywiście jest lekko ostre – mniej więcej w jego połowie orientuje się, że czoło mam mokre od potu. Co najfajniejsze, pikantność sosu nie zasłania innych smaków. Niemniej, tych żeberek nie nazwałbym niczym wyjątkowym – jem je ze smakiem, ale przy następnej wizycie z chęcią zamówiłbym coś innego.

Screenshot_2016-06-17-17-51-34-01

IMG_20160618_112721

Po paru dniach mam ku temu sposobność, gdyż barowa pogoda psuje mi plan odwiedzenia któregoś z food trucków właśnie na rzecz Ming Woka. Tym razem zaczynam od trzech mini-pierożków ha cao z krewetkami – taka przystawka. Delikatne ciasto i naprawdę smaczny farsz dopełnia sos sojowy. Jeśli miałbym jednak porównywać, to pierożki z Para Baru smakują mi bardziej, tyle że to mimo wszystko trochę inna bajka. W ramach starteru będą jednak jak znalazł, zwłaszcza że kosztują grosze (8 PLN).

Screenshot_2016-06-20-21-26-10-01

Po tak miłym początku przychodzi czas na coś większego: wołowinę po tajsku ze smażonymi warzywami, trawą cytrynową i mleczkiem kokosowym w pikantnym sosie. Mówiąc wprost, jest to po prostu czerwone curry. I znów: trudno mówić o rewelacji, ale trudno też się do czegoś przyczepić. Wołowina nie jest gumowa, tylko w miarę soczysta, a sos zaskakuje fajnym kokosowym posmakiem, przy okazji mając całkiem przyjemny stopień ostrości. W dodatku jest to naprawdę spora porcja i idzie się nią naprawdę mocno najeść.

Screenshot_2016-06-20-21-30-12-01

Screenshot_2016-06-20-21-28-08-01

Zatem Ming Wok to nie miejsce, o którym powiem: „Odwiedź, teraz, zaraz, już!”. To lokal, w którym zjemy chinsko-wietnamsko-tajskie żarcie w przyzwoitej cenie i nie tylko zapełnimy nim swoje żołądki, ale jeszcze towarzyszyć nam będzie uśmiech na twarzy spowodowany całkiem niezłym smakiem. Gdybym miał porównać Ming Woka do podobnych miejsc z Poznania – tj. do Thanh Ha na Szamarzewskiego i wspomniane wcześniej Thai Fast Wok – to chyba właśnie tutaj najbardziej mi smakuje jedzenie. Taki nowy faworyt na mapie stolicy Wielkopolski w tym segmencie.

Lokalizacja: Ratajczaka 18, Poznań | fanpage

Ceny:
* pho – 10 zł
* żeberka – 20 zł
* pierożki – 8 zł
* wołowina – 19 zł

Smakowitość:

pho 75%
żeberka 70%
pierożki 75%
wołowina 75%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: sycące dania, syty ja

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
3.21/5 (47)
Ja oceniam na...

  • Wygląda bardzo podobnie do lokalu w mojej dzielnicy gdzie mieszkam 😀 Wrażenia podobne :]

  • Zdzisław Inkognicjusz

    Byłem dzisiaj, smacznie, przyjemnie, wygodnie (kanapy i fotele). Nie jest to jeden z tych obskurnych chińczyków, ale też nie taki, w którym martwimy się, czy aby na pewno dobrze się ubraliśmy i nasz telefon nie jest zbyt stary. Może nie jest to jedzenie pokroju Raju, ale jest naprawdę smacznie. Brakowało mi takiego lokalu w Poznaniu, bo ten na Szamarzewskiego nie wzbudza mojego zaufania.

    • Możesz jeszcze sprawdzić Ognisty Wok i Thai Fast Wok w Pasażu Apollo. Są recenzje na blogu. 🙂

      • Zdzisław Inkognicjusz

        To moja druga połówka bardzo lubi chińczyki i jak już się do jakiegoś przekona, to do czasu wtopy pewnie nie odpuści, a sam nie mam ochoty na testowanie takiego żarcia. Skorzystam jak Ming Wok coś odwali 🙂

  • ola

    Fajna alternatywa , zbliżone menu do fast woka. Na plus to, że lokal jest dłużej otwarty. Zupka tajska z kurczakiem smaczna, ma chyba więcej kurczaka niż ta z fast woka. Sajgonki , kurczak z ryzem , przyzwoite. Wnętrze miłe dla oka, obsługa pomocna . Warto zajrzeć.

  • Magda

    pad thai średnie. A na moją uwagę że nie powinno w nim być brokuła marchwi papryki i grzybów mun Pani powiedziała że taka jest koncepcja kucharza.