Wyszukiwarka

Moaburger (Poznań)

20151214_125247

Nowozelandzkie burgery trafiły na stałe do Poznania. Nie mogłem nie spróbować.

Idę tam w parę dni po otwarciu. Wraz ze mną są ludzie, którzy na burgerach w tym mieście zjedli zęby: J-Mac przez bardzo długi czas trzymał rękę na pulsie, odwiedzając regularnie większości poznańskich burgerowni, z kolei Pjotr w zeszłym roku przez parę miesięcy prowadził Burgeratora – trucka z najlepszymi (w tamtym czasie) burgerami w stolicy Wielkopolski (aż pojawił się Fat Bob). Eksperci są, jestem ja, można jeść.

20151214_131243

Moaburger przywędrował do Poznania z Krakowa. Dwa i pół roku temu byłem na miejscu osobiście i wsunąłem Surf’N’Turf – burgera z krewetkami. I choć wtedy trochę się rozczarowałem, to na tyle czułem respekt do tej burgerowni, że bardzo ucieszyłem się na wieść, że otwierają, tuż pod moim nosem, trzeci lokal w Polsce (drugi mieści się we Wrocławiu).

20151214_123608

Tym razem kuszę się jednak na bardziej klasyczną kompozycję: BBQ z 200 g mięsa wołowego, boczkiem, sosem barbecue, sałatą, ogórkiem, pomidorem, czerwoną cebulą, sosem pomidorowym i majonezem. Przyjemność ta kosztuje mnie 20 zł – jak na standardy poznańskie, wykreowane przez tańsze burgerownie pokroju Food Patrol czy Łapu Papu, dość drogo, jak na realia ogólnopolskie raczej normalnie.

20151214_123339

Na samym początku warto zaznaczyć, że nikt nie pyta w Moa o stopień wysmażenia mięsa. Niektórym może zapalić się lampka ostrzegawcza, ale na całe szczęście wołowinę smaży się tu standardowo na urocze, różowiutkie medium. To całkiem dobre podejście. Nie rozumiem ludzi, którzy lubią jeść krowę wysmażoną na wiór.

Przypatrzcie się dokładnie.
Przypatrzcie się dokładnie.
Dokładniej!
Dokładniej!

Co więcej, sama wołowina jest dobrej jakości. Odpowiednio doprawiona, wyraźnie czuć jej smak i to ona dominuje w burgerze. Mocno uzupełniają je sosy – BBQ smakuje inaczej niż w większości burgerowni, jest lekko słodkawy i brak mu cięższych posmaków, żadnej alkoholowej nuty whiskey, nic z tych rzeczy. Warzywa są świeże, jest ich całkiem sporo i ładnie wyglądają. Grają raczej role drugoplanowe, ale bez nich ten burger na pewno nie byłby taki sam. Tak jak i bez bekonu, który moim zdaniem jest tu ciut zbyt słabo wyeksponowany – a szkoda, bo chrupie całkiem nieźle.

20151214_125022

20151214_125054

20151214_125049

Burgery podawane są w charakterystycznych, płaskich bułkach – doskonale one trzymają wszystko w ryzach, nie rozpadają się i smakują całkiem dobrze. Może nie tak rewelacyjnie jak w Fat Bobie, Drukarni czy Wyczesanych Porkach, ale dalej je się ją z przyjemnością. Zastosowanie takich, a nie innych bułek powoduje, że w odróżnieniu od większości innych burgerowni, burgery z Moa nie są za wysokie, za to mają dużą średnicę. Taka cecha wyróżniająca markę.

20151214_125027

20151214_125059

1

Do burgera domawiam ostre łódeczki, czyli w zasadzie grube frytki mocno posypane ostrą przyprawą. Usmażone są idealnie – chrupkie na zewnątrz, miękkie w środku. Ostatnio mam szczęście do miejsc z dobrymi frytkami. Mało tego, w Moa są one rzeczywiście pikantnie – płakać nie płaczę, ale bez popijania nie daję rady. Do frytek można dobrać sos – wybór jest spory, ja decyduję się na słodkie chili. Na propsie.

20151214_124849(1)

20151214_125740

Krakowski Moaburger zalicza udaną, ogólnopolską ekspansję. We Wrocławiu zdobył wiernych fanów i wierzę, że podobny los czeka go w Poznaniu. Na tę chwilę jest to dla mnie obok Zuomu i niekwestionowanego lidera, Fat Boba, czołówka burgerowni w stolicy Wielkopolski. Świetne kompozycje, własny styl i dobre podejście do wołowiny – to wszystko sprawia, że z chęcią tu wrócę. Może po to, by spróbować burgerów z kurczakiem lub jagnięciną, skoro już wiem, że z krową radzą sobie nadzwyczaj dobrze? A może pozazdroszczę Janowi i zmierzę się z Mamutem?

No właśnie, Johnny, jak po Twoim starciu z tym wielkoludem?

J-Mac

[J-Mac]

No cóż, jeśli w karcie jest burger oznaczony jako wyzwanie, to ja jestem tym, który podejmie tę rękawicę. Ślubowałem przecież, że żaden burger mnie nie pokona – i jak dotąd żadnemu się nie udało. Aczkolwiek Mamut to bardzo poważny gracz.

W skubanym jest dobre 400g samego wołu, do tego bekon, obowiązkowe czerwona cebula, ser, pomidor i sałata, mniej obowiązkowy, aczkolwiek zawsze mile widziany ananas i kolega z innej bajki, czyli burak. Całość ogromna. Jedyną rzeczą o podobnych rozmiarach jaką jadłem to był specjalny burger od Pjotra. Największy singiel w Poznaniu.

Wielki, ale totalnie niefotogeniczny.
Wielki, ale totalnie niefotogeniczny.
To mi przypomina.
To mi przypomina.
Ugryziony też niezaapetycznie wygląda.
Ugryziony też niezaapetycznie wygląda.

Prawdopodobnie  też jeden z najlepszych. Wołowina świetna, lekko pieprzna i wysmażona jak trzeba – chociaż, co smuci, nikt mnie nie pytał jak ma być zrobiona. Dodatki komponują się rewelacyjnie, ale nie próbują przejąć całości – za co przy takiej ilości należą się oklaski. Nie zmieniłbym w nim nic.

I powiem wam, że to naprawdę syty burger. Po nim do końca dnia jadłem już tylko symbolicznie.

pjotr

[Pjotr]

Długo czekałem i się doczekałem – Moa było jednym z miejsc z mojej listy „must eat”. Omijając wszelkie kwestie lokalu czy obsługi, które są fajne, muszę potwierdzić opinię Maćka i stwierdzam, że są to dobre burgery. Poprawne, klasyczne, bez udziwnień w którąś stronę.

Jeśli ktoś powie: „Nie jadłem nigdy burgera” (WTF?!) i chce spróbować, to jest to odpowiedniejsze miejsce niż wspomniane ZUOM czy Fat Bob. Prosta sezamowa bułka, o wielkości ułatwiającej jedzenie i zapewniającej względną czystość otoczenia, fajne soczyste mięso w dużej gramaturze i nienachalne dodatki.

Ten ser. :3
Ten ser. :3

W promieniu 300 metrów mamy 3 burgerownie i ta zdecydowanie przoduje, jednak jak najdzie was ochota na krewetki, to lepiej wybierzcie się na Długą 11 do Burger House’a, tam jest lepsza opcja. Ale na klasyka czy jagnięcinę uderzcie do Moa.

Zgłodniałeś? Kliknij w baner i zamów jedzenie z dostawą do domu.

Lokalizacja: Półwiejska 14, Poznań | fanpage

Ceny:
* BBQ – 20 zł
* ogniste łódeczki – 8 zł
* Mamouth – 28 zł
* Classic + Cheese – 18 zł

Smakowitość:

BBQ 90%
ogniste łódeczki 85%
Mammoth 90%
Classic + Cheese 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: nowozelandzki