Wyszukiwarka

Modra (Poznań)

Autorska kuchnia ludowa. Co się za nią kryje? Jedno z kulinarnych objawień, miejsce absolutnie wyjątkowe.

To taka knajpa, do której zaprowadzasz przyjezdnych z innych miast. Stawiam ją w jednym szeregu z Rajem, YetzTu czy Zuomem – lokalami mocno się wyróżniającymi i wybijającymi się na tle innych punktów na gastronomicznej mapie Pozanania.

Modra to robi jednak inaczej. Nie kusi wystrojem jak Zuom, ani egzotycznymi potrawami. Stawia na dania polskie, lokalne i ludowe. Karta krótka, złożona dosłownie z kilku pozycji i zmieniająca się codziennie. I co najlepsze, nie oznacza to, że w Modrej trudno o powtarzalność – większość potraw przewija się co chwilę, najwyżej w lekko zmodyfikowanym kształcie.

20151113_150929

20151113_143324

20151113_145407

Bardzo często w menu jest kaczka w pyzie – można powiedzieć, że to taka specjalność zakładu. Podaje ją się wraz z sosem wiśniowym, suszonymi wiśniami, migdałami i modrą kapustą. Mięso jest „poszarpane”, soczyste i wprost rozpływające się w ustach. Doskonale komponuje się zarówno ze słodkawym sosem wiśniowym, chrupiącymi migdałami, jak i modrą kapustą. Pyza sama w sobie jest sporych rozmiarów i wspaniale nasiąka sosem, dzięki czemu można zapomnieć o nietaktowym wylizywaniu talerzyka. W tym daniu zaskakuje wszystko: forma podania, kaczka sama w sobie, jak i fakt, że w zasadzie są to doskonale znane, „nasze” smaki. Sformułowanie „kuchnia ludowa” nie było dla mnie zachęcające, dopóki nie spróbowałem tego dania – to coś jedynego w swoim rodzaju, wierzcie mi!

20151113_145453

20151113_145446

Inną specjalności Modrej są kulebiaki – to taki duży, pieczony pieróg z farszem, danie pochodzące z Kresów. W ofercie pojawiają się zazwyczaj codziennie i najczęściej w różnych „wariantach smakowych”, tj. z różnymi nadzieniami. Podczas mojej wizyty kulebiaka zamawia mój tata, prosząc o farsz z jagnięciną z Kociug, kaszą pęczak, sałatka modrową, marynowaną dynią i sosem paprykowo-pomidorowym. Na stole nie ląduje jednak cały wielki pieróg, jak pewnie niektórzy by sobie życzyli, a tylko jego część – na tyle duża, że spokojnie można się nią najeść. Spróbowałem od taty kawałek i znów – eksplozja smaków. Moją uwagę zwrócił przede wszystkim obłędny sos i chrupkie ciasto. Przy pierwszej wizycie postawiłbym jednak na kaczkę.

20151113_145428

20151113_145433

W piątki Modra słynie z kolei z pstrąga. Ryba pieczona jest w cieście drożdżowym z sosem tatarskim i marchwią z kminem. Kilka prostych składników, ciekawy sposób podania i fenomenalny efekt. Pstrąg jest bardzo smaczny, ale największe wrażenie robi na mnie sos tatarski, który jest wielokrotnie lepsze od znanej mi wersji „marketowej”. Jestem zachwycony. Moja mama, która zamówiła pstrąga, także.

20151113_145422

20151113_151920(1)

Opowiadając o specjalnościach Modrej, pominąłem moje pierwsze danie, czyli rosół z kury zagrodowej z marchewką, lubczykiem i kluseczkami mięsnymi. I to one są w tej zupie najlepsze. Lana kluska z mięsa? Jem, aż mi się uszy trzęsą. Sam rosół dość tłusty, także pewnie nie dla każdego, ale mi bardzo smakuje i z chęcią zamówię go ponownie, przy następnej wizycie.

20151113_144144

20151113_144117

Tę kończę deserem. „Dziwak”, bo tak się nazywa, to nic innego jak ciasto piernikowe przekładane masą z kaszy manny i chałwy polane syropem śliwkowym. Pierwszy raz z czymś takim się spotykam, więc nazwa jak najbardziej wydaję mi się adekwatną. W smaku jest ciekawe, słodkie, ale nieprzesadnie i inne niż wszystkie ciacha, jakie miałem do tej pory przyjemność jeść. Zjadłbym je z wielką chęcią ponownie. Najlepiej teraz, zaraz, już.

20151113_151339(1)

20151113_151344

Modra mnie oczarowała. W zasadzie wszystkie spróbowane przeze mnie dania, to takie, które mnie zachwyciły do tego stopnia, że mam ochotę je zjeść jeszcze raz, a potem kolejny i następny, aż umrę z przejedzenia. Do tej pory kuchnia ludowa kojarzyła mi się z czymś nieciekawym, mającym swoje momenty. Nawet jednak te momenty były dla mnie oklepanymi tradycyjnymi potrawami, które nijak nie potrafiłyby mnie zaskoczyć. Modra pokazuje, że jednak się da, wystarczy robić to po swojemu. W autorski sposób.

Autorska wersja focacci. Cudo!
Autorska wersja focacci. Cudo!

20151113_151913(1)

Także cudze chwalmy, swoje odkrywajmy. Pójdźcie do Modrej, spróbujcie i zakochajcie się. Przyprowadźcie tu obcokrajowca, który będzie chciał poznać polską kuchnię (nie zapomnijcie przy okazji odwiedzić Na Winklu na Śródce celem pokazania pierogów ruskich i Tylko U Nas, by zobaczył codzienność, czyli kotlety schabowe). Zabierzcie do Modrej swoich dziadków – zwłaszcza jeśli przed drugą wojną światową mieszkali na kresach – którzy tęsknią za smakami z dzieciństwa.

Super lokal, czołówka poznańskiej gastronomii. Tu trzeba przyjść, to trzeba spróbować.

Lokalizacja: Mickiewicza 18/2, Poznań | fanpage

Ceny:
* kaczka w pyzie – 30 zł
* kulebiak z jagnięciną – 28 zł
* pstrąg – 30 zł
* rosół – 12 zł
* dziwak – 12 zł

Smakowitość:

kaczka w pyzie 95%
kulebiak 85%
pstrąg 85%
rosół 75%
dziwak 85%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: daniem głównym się najesz, ale rosół dobrze wchodzi

 

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.57/5 (30)
Ja oceniam na...

  • Anna Kromska

    No i wybrałam się w końcu do Modrej, ostatecznie zachęcona tutejszą recenzją :). Poszłam z ogromnymi oczekiwaniami i nadzieją na kaczkę i trochę się rozczarowałam.

    Kaczki akurat tego dnia nie było (ale był kulebiak, na którego również miałam ochotę), a posiłek, który zjadłam nie należał do najlepszych w moim życiu, choć był smaczny.

    Kulebiaka, którego wybrałam, zjadłam ze smakiem, lecz jagnięcina nie była taka jak oczekiwałam. Spodziewałam się raczej tekstury jak w pulled pork, a pomiędzy ziarenkami pęczaku znalazłam tylko jakieś bliżej nieokreślonego kształtu kawałki chyba mięsa, które wyglądały jakby ktoś posiekał kotleta mielonego, w dodatku mało wyraziste. Na szczęście pęczak był bardzo dobry, sos z wędzonej papryki na którym podano mi kulebiak bardzo mile mnie zaskoczył a ciasto to poezja :). Także sałatka bardzo mi smakowała i pasowała wprost idealnie. W sumie im dłużej o tym myślę, to raczej nie mam specjalnie na co narzekać – z całego dania tylko jagnięcina nawaliła.

    Próbowałam też nowego dania – indyka w sosie pomarańczowym – dosłownie symbolicznie, więc nie będę się o nim wypowiadać, bo prawie nic nie poczułam 😉

    Kosztowałam też soku wiśniowego, gdzieś spod Poznania zdaje się i smakował jak wiśniowy kompot od mamy!

    Panowie z obsługi byli naprawdę przemili, żałowałam że płaciłam kartą i nie miałam jak zostawić napiwku.
    I na pewno jeszcze tam wrócę, bo muszę spróbować tej kaczki 😀

    p.s. przydałaby się jakaś wentylacja w lokalu bo po spędzeniu wczoraj zaledwie 2 godzin wewnątrz jeszcze dziś po południu czułam na kurtce zapach wczorajszego obiadu 😉

    • Co do jagnięciny w kulebiaku – nie wiem, czemu spodziewałaś się takiej tekstury, skoro masz jej zdjęcie w recenzji i nic nie sugeruje konsystencji pulled porka. 😛

      Cieszę się, że w gruncie rzeczy wrażenia pozytywne. 🙂

      • Anna Kromska

        Czemu się spodziewałam? bo tak mi podpowiadała wyobraźnia jako że jestem osobą która zna się troszkę na gotowaniu i kuchniach różnych 😀 przygotowując kulebiak, zrobiłabym coś w stylu pulled porka a nie pociętego mieloniaka 😀
        a na zdjęciu nie widać takich detali jak mięso 🙂

        Wrażenia jak najbardziej pozytywne, oczywiście 🙂
        żałuję też, że nie spróbowałam Dziwaka 🙁