Wyszukiwarka

MOMO (Poznań)

Najlepsze owoce morza to świeże owoce morza.

Wiedzą o tym w MOMO, restauracji ulokowanej przy ulicy Szewskiej w Poznaniu, która szczyci się tym, że dostawy świeżych owoców morza ma codziennie. Jedni powiedzą, że dobry produkt to połowa sukcesy, drudzy, że aż 3/4, ale nie bawmy się w ułamki, tylko przejdźmy do tego, czy za jakością najważniejszych składników idzie poziom w kuchni i na sali, czyli tzw. poziom ogólny.

Moim zdaniem: jak najbardziej. Odwiedzam MOMO średnio kilka razy do roku, zazwyczaj na jakieś wznioślejsze okazje (walentynki, urodziny, absolutorium itd.) i zawsze wychodzę stamtąd zadowolony. Za każdym razem powtarza się też ten sam problem: nie do końca wiem, co wybrać, gdyż karta nie jest aż tak krótka, jakbym tego chciał, tym bardziej że jej w miarę stałą część uzupełnia oferta dnia czy tygodnia. Mało tego, większość dań (jeśli nie wszystkie) zapowiada się pysznie, więc wybór jest jeszcze trudniejszy.

Przez kilka pierwszych wizyt nie miałem problemów z przystawką: kalmary w cieście z dwoma sosami na dwójkę były fantastyczne. Później zaczęły przechodzić one małą przemianę i zaczęto kombinować z panierkami oraz zmniejszono porcję przy niewielkiej obniżce ceny – biorąc pod uwagę, że zrobił się z tego starter dla singla, a nie dla pary, przestało to być aż tak korzystne finansowo. Wciąż jednak jest to bardzo smaczna przystawka i chyba najbezpieczniejsza opcja z menu do zamówienia przy pierwszej wizycie.

Co polecam poza tym? Cóż, na dobrą sprawę trudno powiedzieć, gdyż tak jak wspomniałem wcześniej: menu w MOMO można podzielić na część stałą i część zmieniająca się z dnia na dzień. Tyle że ta stała również się zmienia, choć rzeczywiście nieco rzadziej. Z dań, które miałem okazję próbować przy ostatnich dwóch wizytach (w lutym i w marcu), ostały się ledwie krewetki z patelni z sosem mango z tamaryndowcem, chili i mlekiem kokosowym (42 PLN), które mogę polecić z ręką na sercu.

Co musicie wiedzieć przed odwiedzeniem MOMO? Przede wszystkim to, że zjecie tu naprawdę smaczne danie inspirowane kuchnią włoską lub azjatycką, których motywem przewodnim są owoce morza i – rzadziej – ryby. Są sałatki, są makarony, są steki z tuńczyka (polecam), ryby maślanej czy wołowiny.

Generalnie wydaję mi się, że lepiej wypadają potrawy nawiązujące do kuchni włoskiej, zwłaszcza te bardziej klasyczne. Dania ze sznytem azjatyckim mogłyby być moim zdaniem „ciut bardziej”, co tyczy się zwłaszcza użycia przypraw – odnoszę wrażenie, że kucharz stosuje je zbyt subtelnie. Potwierdza to choćby próbowana prze mnie ostatnio wietnamska kanapka banh mi, która smakowała naprawdę dobrze, ale gdyby miała w sobie więcej ognia i więcej mocy, to na pewno zapamiętałbym bym ją o wiele lepiej.

Ważną informacją dla wielu osób będzie także to, że w MOMO można znaleźć całkiem spory wybór win, a obsługa jest odpowiednio przeszkolona do tego, aby dopasować je do konkretnych dań. Sam wolę jednak piwo i choć tego jest w stałej ofercie zdecydowanie mniej, to cieszy mnie fakt, że mówimy tu o piwach z dobrych, rzemieślniczych browarów, a nie o koncernowych eurolagerach.

Mówiąc w skrócie, jestem bardzo na tak. Miejsce raczej na szczególne okazje, niż na codzienne obiady, chyba że mówimy o lunchu biznesowym – wtedy jak najbardziej. Na dwudaniowy obiad trochę pieniędzy tutaj wydacie, ale jeśli lubicie owoce morza, to mimo wysokich kosztów, jest to bardzo dobry pomysł. W ciepłe dni zachęcam do zajmowania stolików na tarasie umiejscowionym na dachu kamienicy – to chyba mój ulubiony „ogródek” w Poznaniu.

 

Lokalizacja: Szewska 2, Poznań | fanpage

zakres cen: powyżej 50 PLN

 

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.64/5 (44)
Ja oceniam na...

  • espetto

    Ostatnio wszędzie jesteście zapraszani . Nie możliwe jest to aby na 5-6 knajp wszystko wam smakowało , to wygląda po prostu na lizanie **** aby was zapraszali ciągle 🙂

    • Już odpowiadam na tę zarzuty. Wzrost liczby zaproszeń wziął się nie bez powodu: po prostu usiadłem i rozesłałem oferty do wielu restauracji w Poznaniu. Powiedziałem: „Wy nas zapraszacie, my w zamian piszemy recenzję. W 100% subiektywną”. Dużo knajp odpowiedziało i teraz w grafiku mamy parę wizyt-zaproszeń na tydzień w przód.

      Czemu piszemy o tych knajpach dobrze? Bo zapraszają nas dobre knajpy. Po prostu. Zresztą, nie wysyłałem ofert do lokali, o których słyszałem, że są słabe – nie mam czasu jeść słabych rzeczy, wolę jeść te dobre. Właściciele knajp nas zapraszają, bo są pewni, że oferują dobre jedzenie. Gdy ktoś robi tanią masówę to nas nie zaprasza, bo po co mu dobra opinia, skoro z innymi wygrywa np. ceną?

      MOMO jest wprost rewelacyjne, naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić. Ale spójrz na poprzednie recenzje: tekst o Good Time Radio Cafe & Lunch – z którym jesteśmy związani jakby mocniej, bo robimy z nimi konkurs – zawiera przytyk: Chłopowi z Mazur nie smakował zamówiony przez niego sandwich i to napisał. Z kolei przy wpisie o BuffBus Pizza Truck jedzenie wychwaliłem, ale zauważyłem, że wprawdzie jest to związane z wysoką jakością i niepowtarzalnością, ale wciąż jest tak po ludzku drogo.

      Jak dostaniemy coś niedobrego, to o tym napiszemy. Nie ma się co jednak dziwić, że nie zapraszają nas lokale, w których źle karmią – wbrew pozorom właściciele takich miejsc – w przeciwieństwie co pokazują programy Magdy Gessler – o tym wiedzą i zaproszenie nas nie jest w ich interesie.

      Jasne, gdy jesteśmy zaproszeni, to mogą się dla nas postarać lepiej niż dla szarego klienta. Na chodzenie po knajpach incognito jednak nas po pierwsze nie stać (przynajmniej na razie), a po drugie trochę na to już chyba za późno. Mnie niestety coraz częściej rozpoznają.

      Podsumowując: nie liżemy dupy. Pewien konkurencyjny blog ma (miał?) hasło przewodnie: „Karm dobrze albo giń”. My się podpisujemy i żałujemy, że konkurencja wpadła na to wcześniej.

    • Marcin Kot

      Dodam do tego co Maciej napisał – serio uważasz, że jeden/dwa posiłki w tygodniu to coś dla czego warto by lizać d*** i tracić wiarygodność? Mamy do siebie trochę szacunku.

  • Marta Lew

    Byłam kilkakrotnie raz super raz totalnie bez szału, zupa bez smaku, mule więcej zamkniętych niż otwartych mało przypraw, kiedyś mieli super makaron z truflami poezja ale już go nie ma w menu, na kelnerkę trzeba długo czekać, a rozmowy między kucharzem i obsługa słychać w całej restauracji..,