Wyszukiwarka

NAGRODY IM. ZŁOTEGO PRZEWODU POKARMOWEGO ZA ROK 2014

NAGRODY

Ladies and Gentelman, Mesdames et Messieurs, Panie i Panowie; przed Wami trzecia odsłona nagród, im. Złotego przewodu pokarmowego, przyznawana przez blog Wygrywam z Anoreksją. Co może szokować, ale i powinno cieszyć, w tym roku nie będzie rankingu fast foodów, bo mając do wyboru tyle slow foodowego jedzenia, głupotą jest wycieczka do McDonald’s, czy innego KFC po inne kanapki niż Drwal czy Podwójny McRoyal. A zatem, zapraszam do najbardziej subiektywnego rankingu w roku 2014.

Ranking przedstawi 10 burgerów, które najbardziej smakowały mi w zeszłym roku, w kolejności przedstawiającej ponowną chęć ich zjedzenia. Ocena jaką wystawiałem niegdyś nie jest tu jedynym czynnikiem decydującym o obecności, ale z całą pewnością, jakieś przełożenie na miejsce ma. Co ciekawe, z roku na rok na podium robi się coraz gęściej od ocen wyrażających absolutny kunszt w burgerowej sztuce – a to naprawdę ogromny plus, zwłaszcza dla nas, konsumentów. A zatem, nie przedłużając, zaczynamy.

MIEJSCE III (7)

Polimmus (Łapu Papu)
Garbary 47

Tak jak i w zeszłym roku, to alma matter Poznańskiej scen slow foodowej otwiera nasze zestawienie. Co nieco martwi – Łapu dość mocno zwolniło jeśli chodzi o nowe propozycje, ale gdy już się ukazują, są one raczej przemyślane, dobrze skomponowane i generalnie smaczne. Polimmus taki właśnie jest. No i ma czerwoną cebulkę. A to zawsze jakiś argument, żeby po niego wrócić.

MIEJSCE III (10)

BurlesKrowa (Święta Krowa)
Kwiatowa 1, Kościelna 9

Święta Krowa w tym roku głównie traciła moją miłość do siebie. Coś mi ciągle w niej nie pasowało (pomijam już niedaną Tokio Krowę). Odnosiłem wrażenie, że mięso nie smakuje mi tak jak wcześniej, ale przy BurlesKrowie potrafiłem o tym zapomnieć. Ciekawa, udana i nieszablonowa kompozycja – ich najlepsze dzieło w tym roku. Oby kolejny był lepszy, bo częstotliwość premier mają oszałamiającą.

MIEJSCE III (4)

Bull Et (Food Patrol)
Piekary 1, Park Handlowy Franowo, OFF Garbary

Największy gracz na rynku burgerów w stolicy Wielkopolski też parokrotnie kazał mi wątpić w sens wracania do siebie, tym niemniej zmodyfikowany BBQ podszedł mi bardzo mocno. Niby klasycznie, ale podmień cebulę na marmoladę z niej, sałatę na rukolę, a Twoje akcje momentalnie idą w górę. To była dobra buła. Zdecydowanie.

MIEJSCE III (1)

Szparagowa Słodycz (Malko)
Kościuszki

Po tym jak Malko w zeszłym roku szturmem wdarło się na listę i zaznaczyło swoją obecność w mieście, w tym roku mogli zająć się ugruntowaniem swojej pozycji. Szparagowa Słodycz – to świetny mix sezonowych szparagów, truskawek, pestek z dyni i mięsa, okraszony zapadającym w pamięć sosem. Do wyboru była również wersja z serem zamiast mięsa, ale kto by ją jadł?

MIEJSCE III (6)

Akwitania (Food Patrol)
Piekary 1, Park Handlowy Franowo, OFF Garbary

Czyli jak dowiedzieć się, że można słynąć z suszonych śliwek (dzięki komentującym rzecz jasna). Poza tymi nieszczęsnymi – acz smacznymi – śliwkami,w burgerze znalazły się: wołowina i hiszpańskie chorizo. No i sos miodowo-musztardowy, który kocham bardzo mocno. Całość wyszła świetnie, z dokładnym rozłożeniem akcentów. Chociaż gdyby to ode mnie zależało – dałbym więcej kiełby i nazwał Corrida.

MIEJSCE III (5)

Miód Malina (Burger House)
Długa 11

Dom rewolwerowców, postanowił trochę z nas zażartować i zamiast kolejnego pogromcy z Dzikiego Zachodu, dać nam trochę miłości w rytmie disco. Z tym że burger był naprawdę rewelacyjny. Słodko-kwaśny, z przednią wołowiną i kilkoma innymi wartymi uwagi akcentami. Potwierdzenie teorii, że do mięsa najlepiej pasują owoce.

MIEJSCE III (3)

Włoski Deal (Malko)
Kościuszki

Ściągam na siebie wyrok, ale wierzcie mi, im dalej w tym rankingu, tym trudniej o dokonanie wyboru miejsc. Włoski Deal był genialny. Jeśli słowo przepych miałoby oddać jakiegokolwiek burgera, to właśnie jego. Szynka parmeńska z melonem – jest. Mozzarella – jest. Spore ilości świetnego mięsa – są. Całość zasługująca na najwyższe oceny. Wracałbym do niego regularnie jak do Ojca Chrzestnego. Czemu poza podium? No właśnie…

MIEJSCE III

Ja-Jo (Malko)
Kościuszki

Ponieważ najniższy stopień podium zajmuje najlepszy śniadaniowy i antykacowy burger w mieście. Burgery z jajkiem, bekonem i BBQ zawsze kojarzyły mi się z tymi dwoma wydarzeniami. Jako śniadaniowe i na „dzień po”. Z tym że w Malko naprawdę zrobiony jest on po mistrzowsku. Poza tym, skoro śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia, to warto, żeby było ono porządne. A ten burger jest porządny. Jest ogromy i genialny.

MIEJSCE III (2)

Tuco Ramirez (Burger House)
Długa 11

Burger, w którym mięso powiedziało najwięcej. A jadłem go na polędwicy. Gdyby nie ona, ocena pewnie byłaby niższa, ale to ona właśnie podniosła go na poziom, na którym się znalazł. Pesto, rukolę i kozi ser pamiętam jak przez mgłę. Mięso pamiętam, jakbym jadł je dziś rano. Taką robotę robi najbardziej szlachetna część krowy zamknięta w postaci 150-gramowego kotleta w bułce. Wysmażona na medium. Pamiętajcie drogie dzieci – do polędwicy to z szacunkiem.

MIEJSCE III (11)

Prawdziwy Meksyk (Malko)
Kościuszki

Każda placówka z burgerami powinna mieć jakąś pozycję z nachosami. Malko ambitnie podjęło to zagadnienie i niech mnie kule biją, jeśli nie był to najlepszy burger jakiego jadłem w 2014. Poza mięsem i nacho – kukurydza, pasta z czerwonej fasoli, hand made sos. Rewelacyjny w każdym calu i każdym gryzie. Był tak dobry, że zjadłem jednego po drugim i to bez wahania. Dla mnie absolutny zwycięzca i lider 2014. Tak się robi Meksykańskie burgery drodzy państwo.

***

A teraz nagrody specjalne. Tym razem bez „karnych kutasów”, ale wiedzcie, że miałem ochotę przyznać ich minimum 2 i to za poszczególne dania. Ale, przejdźmy do pozytywnych wyróżnień:

BuffBus Pizza Truck i Suszone Pomidory

Za poważną konkurencję dla najlepszej pizzy w Poznaniu (czy wciąż?). Wreszcie pojawiły się lokale, gdzie serwuje się prawdziwe włoskie placki. 

Good Time Radio Cafe & Lunch

Rewelacyjne śniadania (kanapka Red Hot Chili Peppers i tatar z łososia!), świetny klimat. Lubię to.

Racja Mięsa

Za stworzenie lokalu, do którego chce się wracać. Za najlepszy tatar jaki kiedykolwiek jadłem. Za miłość do mięsa.

Burgerator

Bo chociaż nie wypada nam ich recenzować, to naprawdę dają genialne burgery. I – powiem to głośno – są najlepsi w mieście. No i zrobili z nami to.