Wyszukiwarka

NAGRODY im. ZŁOTEGO PRZEWODU POKARMOWEGO ZA ROK 2017 – Poznań

…czyli najlepsze knajpy w Poznaniu w minionym roku!

Jak je wybrałem? W prosty sposób. Sprawdziłem – na podstawie recenzji i zestawień, wyróżnień w podsumowaniach miesiąca oraz zdjęć dodanych na Instagramie – jakie knajpy odwiedziłem w 2017 roku. Spośród nich wybrałem te, które najlepiej zapamiętałem i w których mi najbardziej smakowało.

Odrzuciłem jedynie zwycięzce zestawienia z 2015 roku – YetzTu na Krysiewicza – oraz zwycięzce rankingu z 2016 rokuRaj na Śródce. Już przed rokiem postanowiłem, że prestiżową Nagrodę im. Złotego Przewodu Pokarmowego można zdobyć tylko raz.

Kryteria proste jak budowa cepa, ranking w 100% subiektywny. Zaczynamy!

Liczba dań zjedzonych w Poznaniu w 2017
876

Zobacz video podsumowanie i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Knajpy, które były blisko, ale jednak nie załapały się do czołowej piętnastki (kolejność alfabetyczna): Bufet Truck, Burgs Chef, Kuchnia PoWolność, M Onigiri & Sweets, MOMO, Mikoya, Pizza Naturalna, Sakana, Shrimp House.

15. Kolorowa

27 grudnia 21

zakres cen: do 10 PLN

Latem to do tej lodziarni stoi najdłuższa kolejka i mnie to wcale nie dziwi. W Kolorowej zjecie największe, najciekawsze, a także najlepsze lody w Poznaniu. Kiedy w minionym roku przechodziłem obok lokalu i w ofercie był mój ulubiony smak – banan z karmelem i herbatnikiem w czekoladzie – to ZAWSZE zatrzymywałem się, stawałem w kolejce i brałem przynajmniej jedną porcję. Kolorowa swoją dominującą pozycję na rynku lodziarni w Poznaniu utrzymuje od kilku lat i jestem bardzo ciekawy, czy w 2018 roku nie dojdzie do jakiegoś przetasowania, choć na razie nic na to nie wskazuje.

14. FALLA

Wawrzyniaka 19 | fanpage

Tak jak nie jestem fanem tego typu jedzenia, tak FALLA w 2017 roku w końcu mnie do siebie w pełni przekonała. Bo wiecie, to knajpka niezmiernie w Poznaniu popularna, a ja przez długi czas nie mogłem pojąć dlaczego. Choć tutejsze falafele na talerzach wciąż nie są dla mnie niczym super, to doceniam resztę menu, w tym doskonałą szakszukę czy fantastyczne wrapy, które w minionym roku doczekały się nawet własnego lokalu. A, no i jeszcze jest ręka Fatimy, czyli coś dla tych, którzy przy pierwszej wizycie nie wiedzą, na co się zdecydować – na tym talerzu jest wszystko!

13. Fudge Filosophy

Długa 9 | fanpage

zakres cen: 10-20 PLN

Miejsce, które odwiedzałem względnie rzadko, ale za to bardzo konkretnie. Staram się nie jeść za dużo ekstremalnych słodyczy, a z takich przecież słynie Fudge Filosophy, więc sobie je po prostu dawkuję. Trudno mi też wskazać jakiegoś faworyta z menu – lubię tutejszy sernik oreo, świetne są fadże, a szejki ze zdjęcia to spełnienie marzeń dla największych wielbicieli wszystkiego, co z cukru. Jeśli się do nich zaliczasz, to musisz zapamiętać ten adres.

12. UP in SMOKE BBQ

fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Jedyny food truck w tym zestawieniu i zarazem najlepszy food truck, jaki jeździ(ł) po ulicach Poznania. Obecnie, w styczniu, nigdzie go niestety nie znajdziecie, ale jestem pewny, że na wiosnę znów się pojawi. Mam nadzieję, że się nie mylę, bo to właśnie UP in SMOKE BBQ ma w ofercie najlepsze żeberka ze smokera w mieście. Co poza tym w menu? Choćby świetne kanapki z karkówką w różnych, często wręcz zjawiskowych kompozycjach. Nic tylko wyczekiwać nowego foodtruckowego sezonu!

11. 3 Kapary

Jarochowskiego 8 | fanpage

fot. Mariusz Głuch

Moja ulubiona knajpka włoska w Poznaniu. Nie prowadzą jej Włosi, brakuje jej klimatu któregokolwiek z włoskich regionów, a jednak to tutaj wracałem w 2017 roku najchętniej. Głównie za sprawą świetnej pizzy oraz naprawdę bardzo dobrych makaronów. A tak przy okazji, jeśli macie ochotę na pizzę, a cierpicie na jakieś nietolerancję pokarmowe, które pizzę wykluczają z jadłospisu, to polecam Pizzę Naturalną – równie smaczną, ale łatwostrawną dla bezglutenowców czy bezlaktozowców.

10. Warzywniak

Żydowska 11 | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Jedno z moich tegorocznych odkryć. Zachwycałem się nim z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że w Warzywniaku zjadłem po raz pierwszy falafela, który nie to, że mi smakował. Ja o nim myślałem po kilku tygodniach od zjedzenia! Taki był smaczny i wyjątkowy. Jak się później dowiedziałem to z dość prostego powodu: kucharz w Warzywniaku nie posiłkował się żadnym przepisem przy jego przygotowaniu, tylko doprawił go po swojemu, co wyszło temu falafelowi na dobre. Druga rzecz godna zachwytu to tutejszy sernik, kremowy do wszelkich akceptowalnych granic. Mówiąc inaczej, ścisła topka serników w Poznaniu. A już tak poza konkursem – w sensie, poza wrażeniami czysto smakowymi – w Warzywniaku panuje tak przyjazna i życzliwa atmosfera, że gdybym mógł, to wracałbym do niego może nie dzień w dzień, ale tak raz w tygodniu przynajmniej!

9. Ministerstwo Browaru + Minister Cafe

Ratajczaka 34, Wroniecka 16 | fanpage

Jeśli w 2017 szedłem do miasta napić się piwa, to najczęściej lądowałem w Ministerstwie Browaru. To jest niepodważalny fakt numer jeden i dotyczy tak lokalu przy Ratajczaka, jak i rozbudowanego w minionym roku pubu przy Wronieckiej. Kiedy z kolei chciałem popracować w kawiarni, to najczęściej wybierałem Minister Cafe i to jest niepodważalny fakt numer dwa. Niepodważalnym faktem numer trzy jest to, że we wszystkich tych trzech miejscach zjecie naprawdę dobre burgery w przyzwoitej cenie (koniecznie z dodatkiem frytek z batatów), a za niepodważalny fakt numer cztery można uznać to, że w weekendy w Minister Cafe serwowane są obłędne śniadania. Mówię serio, znam parę z Wrocławia, która do Poznania przyjeżdża właśnie na nie. O tak, wszystkie te trzy miejscówki zdecydowanie zaliczyłbym do moich ulubionych w stolicy Wielkopolski w 2017 roku.

8. inna piekarnia

Ratajczaka 39 | fanpage

zakres cen: 10-20 PLN

Kolejne z moich największych tegorocznych odkryć. Piekarnia inna niż wszystkie, bo na naprawdę wysokim poziomie – zwłaszcza jeśli chodzi o słodkości, choć takie gotowe kanapki też mają wybitne. Gdybym miał jednak wskazać jedną rzecz, dla której warto odwiedzić to miejsce, to byłby to croissant. Niby zwykły croissant, ale najlepszy jaki jadłem. Doskonale maślany i pełny smaku, dzięki czemu kiedy go jemy, świat wokół nas na chwilę jakby się zatrzymywał. Być może piątak za croissanta to dużo, ale dla mnie to był najlepiej wydane 5 zł w ubiegłym roku. Oczywiście, to nie wszystko, co inna piekarnia ma do zaoferowania: jak już się zakochacie w croissantach, to spróbujcie francuskich makaroników – dotąd sądziłem, że za nimi nie przepadam, ale te smakowały dla mnie wybornie. Na, nomen omen, deser polecam takie ekskluzywne ciacho jak to ze zdjęcia. Kosztuje 15 złotych, czyli tyle, ile w niektórych miejscach obiad, ale jak już raz spróbujecie, to będziecie tu na nie przychodzić co tydzień. Może nawet chcielibyście częściej, ale trochę Wam głupio tyć w tak przyjemny sposób.

7. bardzo

Żydowska 29 | fanpage

zakres cen: 10-20 PLN

Pisałem przed chwilą, że w Minister Cafe przesiedziałem najwięcej czasu przed laptopem, popijając herbatkę i zajadając się ciastkiem, ale w 2018 tym miejscem będzie prawdopodobnie bardzo. Na tę chwilę jest to chyba moja ulubiona kawiarnia w Poznaniu, nie tylko ze względu na doskonałe kanapki śniadaniowe z jajkiem i karmelizowanym bekonem i nie tylko ze względu na doskonały wybór herbat, ale i za sprawą panujących w niej ciszy i spokoju. No dobra, jeszcze serniki. Nie zapominajmy o sernikach. Tym bardziej że należą one do grona najlepszych w mieście, a ten z pistacją i białą czekoladą to prawdziwy sernikowy majstersztyk. Mówię to ja, sernikolog stosowany.

6. Południe

Mickiewicza 24a/2 | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak lubię tę knajpkę! Ba, sam tego o sobie nie wiedziałem, dopóki nie poszedłem raz na spontanie do Południa i nie zamówiłem makaronu nirwana z rwaną wołowiną. To było jedno z najlepszych dań, jakie jadłem w ubiegłym roku, a przy tym tak zwyczajne i niezwyczajne zarazem. Zwyczajne, bo to przecież prosta pasta z sosem ostrygowym na azjatycką modłę. Niezwyczajne, bo jednak makaron z Południa – robiony na miejscu, przy Mickiewicza, w kuchni tuż nad Manekinem, do którego wciąż ustawiają się kolejki. To złoto wśród makaronów całego świata! Mówiłem to wielokrotnie, ale pozwólcie, że powtórzę: taki makaron to mógłbym jeść świeżo ugotowany, bez żadnych dodatków i też bym się nim zachwycał. Ale prawda jest taka, że to nie za kluski kocham Południe. Okej, to również jeden z powodów mojej miłości do tego miejsca, ale nie jedyny. Uwielbiam panujący tutaj klimat, uwielbiam to, że czasem ktoś tu tańczy tango między stolikami, uwielbiam to, że z tej knajpki bije prawdziwość i życzliwość do gości. Uwielbiam tak bardzo, że tak 2-3 razy w tygodniu patrzę sobie na Facebooku, co Południe dziś i wczoraj miało w menu, mimo że przecież siedzę 300 km od jeżyckiego grajdołka w Warszawie.

5. Bo.

Kościuszki 84 | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Lokal, który w 2017 polubiłem jeszcze mocniej, gdyż w 2016 doceniałem go w zasadzie tylko za śniadania. W minionym roku dalej się nimi zajadałem – ba, uznałem je w swoim rankingu za najlepsze w mieście – ale przekonałem się także do popołudniowej karty. W ciągu tych dwunastu miesięcy zmieniała się ona dwa czy trzy razy, lecz do Bo. regularnie wracałem i za każdym razem znajdywałem coś dla siebie. Boczek z dzika? Świetna robota. Pierogi ruskie z wędzonym twarogiem i jamon serrano? Ja, Wielki Fan Pierogów Ruskich, bardzo je doceniłem. Panna cotta z pieczonej marchwi? Nigdy bym na coś takiego nie wpadł! A, i najważniejsze: odniosłem wrażenie, że każde następne menu w Bo. jest lepsze, więc aż boję się pomyśleć, jakie pyszności wprowadzą w 2018. Jeśli tendencje się utrzymają, to w przyszłym roku podium murowane!

4. Fat Bob Burger

Kramarska 21| fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

O tym, że burgery od Fat Boba są najlepsze w Poznaniu, wiedziałem już od dawna. W 2017 moje wnioski poszły o krok dalej: jadłem już buły z wołowiną w wielu miastach w naszym kraju i powoli coraz bardziej wydaję mi się, że lokal z kramarskiej serwuje wręcz najlepsze hambugsy w Polsce. Tutaj wszystko się zgadza: jakość produktu, umiejętności na kuchni oraz świetnie dopasowane kompozycje. Nic mnie tak nie urzekło jak jedna z ostatnich, sezonowych propozycji, czyli „3x boczek” z chrupkim bekonem, pieczonym boczkiem oraz majonezem boczkowym. Brzmi jak spełnienie marzeń każdego bekonologa stosowanego, które w dodatku podrasowano kontrastującym z mięsno-słoną całością salsą mango plus kiwi.

3. SteakHouse EVIL

Wojskowa 4 (City Park) | fanpage

zakres cen: powyżej 50 PLN

Kolejna z otwartych w 2017 roku miejscówek, która z miejsca podbiła moje serce, podniebienie oraz żołądek. Zjadłem tutaj najlepszy stek w Poznaniu w ciągu kilku ostatnich lat i najlepszy w tym roku w ogóle, ex aequo z wyśmienitym bistecca alla fiorentina konsumowanym we Florencji. Ekipa Evila sama sezonuje wołowinę i w dodatku wie, jak to robić. Co więcej, steki również grillowane są przez osoby, które znają się na rzeczy. Jeśli więc prosisz o medium rare, jest to medium rare. Wszystko to w połączeniu z wysokiej klasy mięsem prowadzi do niezapomnianych wrażeń smakowych. Serio, ostatnio w Evilu jadłem w sierpniu i cały czas z łatwością przywołuje wspomnienia tego posiłku. W 2018 roku życzę sobie więc częstszych powrotów do tego lokalu, a za Evila trzymam kciuki i kibicuję mocno w ekspansji. Przydałby się taki steakhouse w Warszawie…

2. Meat us

Żydowska 26 | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

W zeszłym roku chwaliłem Meat us za cudowne kanapki z szarpanym mięsem z azjatyckim sznytem. W tym dochodzą do nich jeszcze fantastyczne sandwiche inspirowane amerykańskimi klasykami takimi jak BLT, philly cheesesteak, czy reuben. Ostatnia z wymienionych kanapek to także dowód na to, że to właśnie w Meat us zjecie najlepsze pastrami w Poznaniu i kto wie, może i nawet w całej Polsce. Wcześniej równie pyszne jadłem tylko w berlińskim Mogg., co już powinno wystarczyć za rekomendacje. Co ciekawe, właścicielem Meat us jest człowiek odpowiedzialny również za Fat Boba. Można więc powiedzieć, że w kwestii kanapek zawłaszczył sobie cały Poznań – w jego lokalach zjecie zarówno najlepsze burgery, jak i najlepsze sandwiche jako takie. Cóż, od zawsze powtarzam, że Macieje wiedzą, co dobre.

1. ośla ławka

Taczaka 23 | fanpage

zakres cen: powyżej 50 PLN

Dwa lata temu wygrało YetzTu, w zeszłym roku wygrał Raj, w tym trochę wyższa półka, w dodatku nie mająca żadnych konotacji ze światowym street foodem. Podobnie jednak jak w dwóch wyżej wymienionych knajpach, w oślej ławce ceni się dobry jakościowo produkt, ceni się prawdziwość i zwyczajne bycie fair wobec gości restauracji. Do tego dochodzi jednak niesłychany talent Krzysztofa Łapawy do tworzenia wybitnych i szalenie pomysłowych dań. Mizeria, którą zjadłem tutaj we wrześniu, to był prawdziwy majstersztyk. Trzy różne rodzaje ogórka (surowy, prasowany z cukrem i marynowany w jalapeno) pływało w przygotowanej z trzech rodzajów mleka (krowie, owcze i kozie) śmietanie. Albo taka spolonizowana carbonara – nie w ordynarny sposób poprzez dodanie śmietany, a z użyciem lanych klusek zamiast spaghetti i oscypka w miejsce parmezanu. No i te desery – wyobrażam sobie, że przychodzę tylko na nie. Czekolada z czekoladą na czekoladzie oraz „chleb z masłem” to właśnie te dwie pozycje, dla których warto wybrać się do oślej ławki w dwie osoby, by w połowie konsumpcji wymienić między sobą talerzyki. Kto śledzi moje poczynania uważniej, ten wie, że jestem tym miejscem zachwycony od dawna. Cieszy mnie to, że w końcu mogłem uhonorować je tytułem najlepszej knajpy roku. Mam nadzieję, że w 2018 nie będzie brakować w oślej ławce klientów. Telefony w dłonie i rezerwujcie stoliki!

Gdzie się to wszystko mieści? Spójrzcie na mapkę:

Nie chcesz przegapić kolejnych artykułów, zestawień i recenzji i być informowany o nich w pierwszej kolejności? Zapisz się na Żarłoczną Listę. Zapisy poniżej: