Wyszukiwarka

Ośla Ławka (Poznań)

Pod względem kulinarnym chyba najciekawsze miejsce w Poznaniu.

Bo jeśli chodzi o koncept samego lokalu – nie kuchni, tylko bardziej przestrzeni i wystroju – to można mieć mieszane uczucia. Mnie się bardzo podoba, bo szkolne ławki i krzesła, bo napoje nalewane do naczyń znanych z lekcji chemii, bo liczne akcenty i mrugnięcia okiem. Z drugiej strony, część z Was odniesie wrażenie, że można było pójść bardziej „na całość”, dodać coś jeszcze, postawić „kropkę nad i” i tak dalej.

Zobacz videorecenzję i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Patrząc na to, co dzieje się w menu, wszystko staje się jasne: cała para idzie w jedzenie. Krzyś Łapawa, szef Oślej Ławki, codziennie wzbija się na wyżyny ludzkiej kreatywności. Serio, nikt w Poznaniu nie robi takich rzeczy, co on. Ba, podejrzewam, że w całej Polsce lista jego konkurentów byłaby bardzo krótka.

Spójrzcie tylko na przystawkę, którą zjadłem podczas ostatniej wizyty. Niby zwykła mizeria, a tak naprawdę najbardziej zaskakujący starter, jaki jadłem w tym roku. W przygotowanej z 3 rodzajów mleka śmietanie (krowie, owcze i kozie) „pływają” 3 rodzaje, pokrojonych w plastry ogórków. Ogórek surowy, czyli klasyczny smak mizerii, ogórek marynowany w jalapeno, a więc przyjemnie pikantny, oraz ogórek prasowany z cukrem, zatem słodki. Do tego dochodzi coś w rodzaju dżemu z ogórków oraz spirulina. Nie dość, że całość smakuje doskonale, nie dość, że każdy kęs zwyczajnie intryguje, to jeszcze wciąż zastanawiasz się, jak na to wszystko, na te połączenia, marynowanie czy prasowanie, można było wpaść. Jeśli interesuje Was nowoczesna kuchnia, to mizerię Krzysia Łapawy po prostu musicie spróbować. To jest coś niesamowitego!

Może się jednak zdarzyć, że w dzień Waszej wizyty mizerii nie znajdziecie w menu. To zmienia się bowiem codziennie i choć w większości są w nim dania powracające – te sprawdzone i najsmaczniejsze – to jednak nie ma chyba pozycji, która by wracała do karty każdego dnia.

Ale nie ma co płakać i obrażać się, gdy potrawy przez Was wymarzonej zabraknie. Za sterami Oślej Ławki siedzi szalenie utalentowany facet, który nie tylko tryska kreatywnością i posiada niezbędne umiejętności, ale też nie oszukuje, nie kantuje, jest prawdziwy, jak tylko się da i co za tym idzie, korzysta ze składników najwyższej jakości, nie idąc na żadne kompromisy. Mówiąc inaczej, materiał, z którego rzeźbi swoje arcydzieła, to jest rzemiosło najwyższej próby i za to trzeba to miejsce bardzo szanować.

Jeśli nie mizeria, to może lane kluski podane z podgardlem, parmezanem i żółtkiem jaja? To już danie główne, nie przystawka, i słusznie domyślacie się, że to nic innego, jak tradycyjna carbonara. Mocno pieprzna, co – przyznam – momentami mi przeszkadzało, ale z kolei solidne doprawienie nie przeszkadza w tym, by nazwać ją najlepszą carbonarą w mieście. Lane kluski to potęga!

Kiedyś stałym punktem w menu był glazurowany boczek. Kawał Najlepszej Części Świni na słodko podany z różnymi dodatkami, w zależności od sezonu. Z tego, co widzę, co jakiś czas powraca do menu i jeśli uda Wam się na niego załapać, to nie wahajcie się ni chwili – będziecie na pewno zadowoleni.

W Oślej Ławce jadłem też świetne śledzie, wybitne oscypki i fantastyczne krówki, często pijąc przy tym dobre piwo rzemieślnicze. Nigdy nie spotkał mnie jakiś fuck up, nigdy nie trafiłem na coś niesmacznego, źle przygotowanego, a tym bardziej odrzucającego. Zdarzyło się dłużej czekać na zamówione danie (choć ostatnio obsłużono mnie błyskawicznie), co mogło trochę denerwować, ale smak wszystko wynagradzał.

Na Taczaka dostaniemy więc doskonałe i zaskakujące jedzenie w adekwatnej cenie podane w nieco luźniejszej, nie tak spiętej i „ę, ą” atmosferze, która zazwyczaj kojarzy się nam z nowoczesną kuchnią od najlepszych szefów kuchni. W takiej Oślej Ławce wcale nie siedzi się za karę!

AKTUALIZACJA (27.12.2017)

Na początku 2017 roku obiecałem sobie, że muszę w ciągu tych 12 miesięcy przynajmniej 3-krotnie odwiedzić ośla ławka w Poznaniu. Jest to bowiem restauracja tak wyjątkowa, że zasługuje na to, bym odwiedzał ją częściej.

Pierwszy raz był w styczniu, drugi we wrześniu – o obu razach pisałem już wcześniej. Trzeci miał miejsce na początku grudnia i znów zostałem rzucony na kolana. Ba, odniosłem wrażenie, że z każdą następną wizytą w oślej ławce jedzenie smakowało jeszcze lepiej i było jeszcze ciekawsze. Za każdym razem, gdy myślałem, że wszystko już widziałem i wszystko już jadłem, Krzysztof Łapawa, szef tego lokalu, mnie czymś zaskakiwał.

Zaczęło się jak u Hitchcocka, trzęsieniem ziemi, czyli półgęskiem z kiszonym czosnkiem niedźwiedzim, miodem od Kulmy, kasztanami i brukselką (28 PLN). Można powiedzieć, że to taka wariacja nt. carpaccio. Nie mniejszym hitem okazała się zupa z suszonych borowików, ziemniaków, piklowanych grzybów i dymką (26 PLN) – mocno intensywny wywar, którym zalano m.in. pyszne puree.

Na drugie zajadałem się bardzo smacznymi, ale nie aż tak zaskakującymi bitkami wołowymi z wędzoną śliwką, śliwowicą, domową musztardą, kaszą oraz sałatką z ogórka świętokrzyskiego (72 PLN). Obok fantastyczne danie jadła Sonia – lane kluski z wędzonym boczkiem, oscypkiem od Wojtka Komperdy, pieprzem młotkowym i żółtkiem (34 PLN) – coś w rodzaju carbonary, tylko takiej na wypasie. Z kolei mój tata nie mógł przestać zachwycać się kalafiorem na palonym maśle z bułką tartą, waniliowym miso, kandyzowaną cytryną i rozmarynem (36 PLN). Mało tego, zachwyca się tym daniem cały czas, wspominając je co drugi dzień. Musiało być chyba naprawdę fenomenalne.

Zwieńczeniem tego pięknego posiłku były desery, które zaskoczyły nas chyba najbardziej. Czekolada z czekoladą na czekoladzie (28 PLN) to – jak można się domyślić – 3 rodzaje czekolady w 3 różnych formach. „Chleb z masłem” (24 PLN)? Ogromna i przepyszna niespodzianka. Nie powiem, czym dokładnie był ten deser – zamówcie go tak jak ja w ciemno i również bądźcie zaskoczeni.

Jeśli jeszcze nie byliście w oślej ławce, to koniecznie to nadróbcie w 2018 roku. Zjecie tam wybitne, niezwykle intrygujące dania przyrządzone zawsze z bardzo dobrych produktów. Nagród im. Złotego Przewodu Pokarmowego za rok 2017 jeszcze nie przyznałem, ale ośla ławka będzie w tym roku na pewno bardzo wysoko.

Lokalizacja: Taczaka 23, Poznań | fanpage

zakres cen: 30-50 PLN

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.63/5 (52)
Ja oceniam na...

  • Anna Kuskiewicz

    Jeśli nie sądziłeś, że cokolwiek z pigwy może być smaczne to nie piłeś herbaty z konfiturą z pigwy! Ta konfiutura to jeden z niewielu powodów, dla których zawsze oczekuje zimy 😀

    • A czy ta konfitura jest smaczna sama w sobie, czy tylko z herbatą? :>

      • Anna Kuskiewicz

        Konfiutura z pigwy to zbyt cenny towar, by mama pozwalała wyjadać ze słoczika 🙁 Ale kawałki pigwy jakie zostają pod koniec picia herbaty w kubku są pyszne! :3

  • Zielone wygląda mega! Zupełnie jak ciasto mech 😀

  • Stern

    A nalewka pigwowa i wino z pigwy? Pyszności 😀

  • Joanna Kopel

    W marcu z boczkiem mus z szałwi – wg mnie smakowo jest to kiepskie zestawienie. W daniu współjedzącej koper włoski był zamrożony na twardy lód. Plus mało entuzjastyczna, gdzieśmająca kelnerka. To był mój pierwszy obiad w Oślej Ławce i raczej ostatni