Wyszukiwarka

Pa’brie’ka (Łapu Papu, Poznań)

Lokalizacja: Garbary 47, Poznań
Cena: 13 zł (+5/9 za mięso x2/x3)

Burger z ciekawym wnętrzem jest ciekawym burgerem – to jasne. Lubimy jeść, wolimy ciekawe burgery. Pa’brie’ka była więc obowiązkowym checkpointem pierwszych urodzin w Łapu Papu.

Jako że godzina wczesna, a dzień długi, oczywistym wyborem była wersja trypel. 3 kawałki mięsa to jeszcze nie szczyt moich możliwości, ale i tak utrudnia pojedynek (pierwsza ulega bułka). Jednak tym, na czym się skupimy, to cała otoczka, która tuli mięsko niczym matka bobasa. Ser brie, ser kremowy, sałata, smażona papryka, smażona czerwona cebula, papryczki jalapeno, ketchup.

Ale zacznę od mięsa, bo to Ono jest sercem. Zastrzeżeń mam kilka. Pierwsze z nich to chrząstki – zastanawia mnie co, jak i dlaczego. Skąd chrząstki znajdują się w czystej wołowinie? Okazuje się, że taka super to Ona nie jest. Druga rzecz to stopień wysmażenia mięsa. Przy składaniu zamówienia nikt nie pyta, jakie ma być. Ja dostałem wysmażone, inni chyba też. Konkurencja radzi sobie z tym, robiąc grubszy kotlet o mniejszej średnicy. Budzi to problem wypadania dodatków, no ale coś za coś.

Właśnie, jeśli chodzi o dodatki, są trochę za delikatne. Byłem zajarany dodaniem smażonej papryki, ale wyszła delikatnie gorzka. Papryczki jalapeno też nie potrafiły przegryźć delikatności brie i serka kremowego. Całości nie ratowała nawet ta ukochana czerwona cebulka.

Opcja ogólnie godna polecenia, ale osobiście mi bardziej smakowała Lazurka. Do flagowego produktu Łapu Papu trochę mu brakuje. Na miano sztosa jednak trzeba zasłużyć. Minusik dorzucę także za bułkę, której dolna połowa praktycznie anihiluje w połowie buły (acz ten problem dotyka 80% światowych burgerów).

Czy jeszcze do niego wrócę? Myślę, że tak, ale przerwa się przyda.

Współczynnik ‚zwycięstwa z anoreksją’: soki spływają po łokciach