Wyszukiwarka

Pierożak Pierogarnia (Poznań)

Jedne z najlepszych pierogów w Poznaniu.

Na Wrocławskiej jakiś czas temu otworzył się bar. Bar nie byle jaki, bo z pierogami. A jak wiadomo wszyscy pierogi kochają, a tym, którzy ich nie lubią, raczej się w życiu nie ufa. No bo kto to widział kręcić nosem na pierogi! Pierogi to świętość, a ruskie wielbi się mimo nazwy.

Ale już dość śmieszkowania. Pierożak Pierogarnia to rzeczywiście bar, a nie żadna tam restauracja. W środku jest parno i gorąco, a pierogi podawane są na plastikowych talerzykach wraz z plastikowymi sztućcami. Mówiąc wprost, miejsce średnio nadaje się na randkę, a raczej kierowane jest do osób, które chcą zjeść w pośpiechu za niewielkie pieniądze lub wziąć coś na wynos.

Całą tę stołówkową otoczkę wzbogaca otwarta kuchnia – na własne oczy widzimy, jak pracownicy uwijają się z lepieniem pierogów. To zawsze dodatkowy atut dla knajpy, jeśli klient może podejrzeć, jak powstaje jego danie.

Kolejna rzecz: pierogi zamawiamy na sztuki i płacimy za nie od każdego egzemplarza. Możemy oczywiście poprosić o kilkanaście ruskich i zakończyć temat, ale przynajmniej przy pierwszej wizycie polecam popuścić wodze fantazji i zamówić wszystko. Albo prawie wszystko.

Sam decyduję się na ruskie, mięsne, postne, zielone, poznańskie i z cielęciną. Razem 12 sztuk, za które płacę 16,60 PLN (są małe różnice w cenie za sztukę w zależności od rodzaju). W sumie to chyba nie dużo.

Tym bardziej, że pierogi są świetne. Ciasto jest takie, jak lubię – delikatne, ale nie za cienkie. Babcia Krysia robi lepsze, w Na Winklu robią lepsze, ale to również nie ma sobie równych. Tak właśnie powinny smakować pierogi!

Nadzienie też generalnie na plus. Do ruskich mam zawsze najwięcej uwag, a jestem z nich bardzo zadowolony, choć do perfekcji nieco brakuje – jak na mój gust ociupinkę za dużo tutaj twarogu. Mięsnych, tak jak nie lubię, tak tutaj wciągam je w trymiga. Dobrze doprawiony mix wieprzowo-indyczo-kurczakowy. Postne to nic innego jak kapuściano-grzybowe, czyli wigilijny klasyk, w którym dobrze utrzymano balans między jednym i drugim składnikiem a przyprawami – nic mnie tak nie irytuje, jak pieprzniczka, która rozsypała się nad farszem do pierogów.

Zielone to malutki hit – połączenie szpinaku, fety i prażonych orzechów robi swoje. Nieco zawodzą pierogi z cielęciną – ot, droższa, może nieco smaczniejsza wersja mięsnych. Za to poznańskie, czyli z pieczoną kaczką, są jednym z moich faworytów i przy następnym podejściu do Pierożaka prawdopodobnie zamówię ich nieco więcej.

W menu są także pierogi na słodko, pierogi orientalne (soczewica, marchew, ciecierzyca, imbir, czosnek, chilli, masło orzechowe), zupy z kołdunami (zazwyczaj jest to rosół, ale zdarza się też barszcz, jak w dzień moich odwiedzin), duży pieróg smażony (czeburek), a także różne słodkości. Generalnie jest w czym wybierać.

Warto przełamać początkową niechęć do Pierożaka. Przyznam się, że przez dość „parną” atmosferę opuściłem lokal przy pierwszym podejściu po jakichś 2 minutach, nie składając zamówienia. Wróciłem dopiero po kilku tygodniach i zjadłem jedne z lepszych pierogów w mieście. Zatem jeśli kiedyś będziecie głodni w okolicach Wrocławskiej, to zajdźcie tu koniecznie.

Lokalizacja: Wrocławska 23, Poznań | fanpage

zakres cen: 10-20 PLN

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.05/5 (74)
Ja oceniam na...

  • Ambre Addict

    No cóż… Byłam parę dni po otwarciu i panująca dezorganizacja i chaos sprawiły, że 5-minutowe oczekiwanie na pierogi (zamówiłam po jednym z każdego rodzaju) zamieniło się w ponad 30 minut, w trakcie których dwukrotnie upominałam się o swoje zamówienie, a którego i tak nigdy nie otrzymałam – pieniądze oczywiście zwrócono. Koleżanki miały więcej szczęścia, ich zamówienia zostały zrealizowane – jedna zamówiła zestaw ruskich – druga też skusiła się na mix. Dane mi było spróbować ruskich i było to doświadczenie porównywalne do zanurzenia języka w solniczce. Tona soli, trochę twarogu, zero pieprzu, ziemniaków czy cebulki. Jeśli chodzi o mix – znajoma bardzo narzekała na ciasto gotowane w przesolonej wodzie i mdłe farsze. W tym przypadku obsługa również dała ciała – pierogi o tych samych nadzieniach się powtarzały, więc nie dane było jej spróbować wszystkich rodzajów, które zamówiła.

    Możliwe, że obsługa już okrzepła i nie mota się po kuchni jak bezgłowe kurczaki, ale smak tego co mi podano, zniechęcił mnie na tyle, że ciężko będzie mi ponownie zaufać Pierożakowi.

    • Myślę, że to była faktycznie dezorganizacja po otwarciu. Przy mojej wizycie wszystko szło sprawnie, a ludzi nie brakowało – nikt nie czekał na zamówienie dłużej niż 10 minut. 🙂 Na sól jestem wyczulony, bo prawie nie solę, więc na pewno bym zauważył, gdyby coś było przesolone. Warto dać drugą szansę. 😉

  • Taćciana Upiarečkina

    Byliśmy z chłopakiem z 10 dni temu i wyszliśmy strasznie rozczarowani. Ja zamówiłam orientalne, które miały zero smaku (naprawdę, nawet nie wiem jak oni to zrobili przy takiej ilości składników) plus były strasznie rozgotowane (ciasto było dosłownie mokre i smakowało niedobrze). Chłopak zamówił mięsne, które też były rozgotowane i bez smaku, i powiedział, że nawet te z biedry smakują lepiej.