Wyszukiwarka

Pinta Klepka (Poznań)

pintaklepka

Nie zwalniamy tempa, kontynuując nasz rajd po miejscach w Poznaniu, w których poza napiciem się alkoholu można przyjąć też coś „na drugą nóżkę”. Po odwiedzeniu Pijalni Wódki i Piwa oraz Piwko naprzeciwko zostaliśmy zaproszeni przez Pintą Klepkę.

I jest to lokal zgoła odmienny. Po pierwsze dlatego, że serwuje alkohol z całkiem innej półki cenowej i jakościowej – zamiast taniej wódki i taniego piwa wyroby browaru Pinta lub nie ustępujące, a nawet przewyższające je poziomem. Sam podczas naszej wizyty piję Odsiecz wiedeńską i Czarną dziurę – kto kiedyś spróbował wytworów piwnej rewolucji, ten wie, jak daleko zostawiają one w tyle Żywce, Tyskie i tym podobne.

Pinta Klepka (1 of 37)

Pinta Klepka (4 of 37)

Pinta Klepka (7 of 37)

Do takiego piwa musi być podawane odpowiednie jedzenie. Nie ma tu więc tatarów i gzików znanych z dwóch poprzednich punktów, które odwiedziliśmy. Jest za to ruchome menu, zmieniające się przynajmniej w części średnio raz na dwa tygodnie.

Nam zostaje przedstawione w zasadzie w całości. Zaczynamy od przystawek, na początek próbuję hermelina. Jest to tradycyjna czeska przekąska pod piwo – marynowany w oleju z cebulką i papryką ser camembert. Kilka razy jadłem hermelina w Czechach – ten z Pintej Klepki niewiele im ustępuje. Co najważniejsze, rzeczywiście najlepiej smakuje w towarzystwie piwa.

Pinta Klepka (10 of 37)

Pinta Klepka (11 of 37)

Kolejna rzecz – sałatka z fenkułem i pomarańczą – już mnie nie zachwyca. Bezmięsna zielenina z owocowym wyróżnikiem. Jem, bo jem – sam bym nie zamówił, nawet z ciekawości. Takie sałatki nie są dla mnie. Jakiś wegetarianin miałby jednak dużo radości, bo wszystko przygotowane, jak trzeba.

Następnie zajadam się street foodem prosto z Portugalii. Bifana w wersji DeLux, czyli buła ze schabowym, jajkiem i musztardą. Proste i banalne, ale jakie smaczne! Kotlet jak kotlet, jajko z rozpływającym się żółtkiem, do tego dobra musztarda. W zasadzie, czego chcieć więcej? Czekam, aż któryś food truck podłapie bifanę i zacznie ją serwować u siebie.

Pinta Klepka (17 of 37)

Pinta Klepka (18 of 37)

Pinta Klepka (19 of 37)

I jeszcze jedna przystaweczka: feta z pieca. Wow, nie wiedziałem, że się tak da i że upieczenie kawałka greckiego sera przyniesie jakikolwiek efekt. A jednak – feta nabiera trochę innego smaku. Co więcej, jest to prawdziwa feta, a nie jakieś tańsze wariacje na jej temat. Znów przekąska idealna pod piwo.

Czas na zupy. W ofercie Pintej Klepki są dwie: zawsze jedna wegetariańska, a druga dla mięsożerców. W roli tej pierwszej występuje krem z selera naciowego z jarmużem. Już sama nazwa wskazuje, że nie powinienem spodziewać się czegokolwiek smacznego. I – faktycznie – jest to mdłe i bez wyrazu.

Pinta Klepka (27 of 37)

Pinta Klepka (28 of 37)

Co innego grochówka. Doprawiona, lekka pikantna, pełna mięsa, syta. Tak się to powinno robić. Dawno nie jadłem tak dobrej grochówki.

Na zakończenie degustacji – dania główne. I znów w dwóch wariantach: wege i mięsnym. Tyle że w tym wypadku danie bezmięsne robi robotę. Jest to bowiem spaghetti z oliwkami i rukolą. A do tego jeszcze papryczki chili, skórka cytrynowa i parmezan. Wszystko spaja oliwa, dzięki czemu potrawa nie jest za sucha – jak widać bez ciężkich sosów też się da uzyskać taki efekt.

Pinta Klepka (31 of 37)

Pinta Klepka (32 of 37)

Ostatnie słowa należą do chili con carne – ostrego, gęstego, o wysokim współczynniku „zwycięstwa z anoreksją”. Mam wrażenie, że przypomina to z Muchos Patatos, tyle że tam było jednak słabiej i z mniejszą porcją ognia. Tu pali na tyle, że zamawiam jeszcze jedno piwo. Poza tym, ze wszystkich dań serwowanych w Pintej Klepce, to jest najbardziej syte.

Generalnie wrażenia bardzo pozytywne: bardzo dobre piwo i do tego przynajmniej dobre przystawki. Oczywiście nie licząc tych wegetariańskich. Mięso musi być. Mam rację?

MruMru

[MruMru]

Tak, w Pintej znów zrozumiałam, że jednak mięso to mięso. A jeśli nie mięso, to chociaż charakter. I tak właśnie było z hermelinem, którego jadłam pierwszy raz. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, więc smak był dla mnie zaskoczeniem. Ser przez marynowanie stał się bardziej charakterny, fajnie gorzkawo-paprykowy. Bardzo dobra i syta przystawka.

Z sałatką mam ten sam problem co rednacz. Jest trochę nijaka. Fenkuł, pomarańcza i trochę innych warzywek. To jest dobre, ale właśnie, dla wegetarian. Dla mnie taka sałatka byłaby dobrym dodatkiem do dania mięsnego.

Pinta Klepka (14 of 37)

Pinta Klepka (15 of 37)

Za to pieczona feta – uwielbiam! Często robiłam sobie ją sama – feta, wędzona papryka i do pieca, owinięta w folię aluminiową. Tutaj feta jest bez papryki, ale jest to spory kawał naprawdę dobrego sera. Prawdziwa feta, a nie „serek sałatkowy”.

Pinta Klepka (22 of 37)

Pinta Klepka (24 of 37)

Pinta Klepka (25 of 37)

Bifana jest świetnym odkryciem! Buła, schabowy, jajo i musztarda? 4 razy tak! Pewnie w najbliższym czasie sama sobie taką bułę zrobię. I wbrew temu jak wygląda – wcale nie jest sucha.

Zupy – tu znów, podobnie jak rednacz – smakowała mi grochówka. Nieczęsto ją jem, ale jak już to robię, to oczekuję mocnej w smaku, gęstej, mięsnej grochówy. I taka właśnie była ta. Za to druga zupa w ogóle nie w moim typie, za mało soli, za mało smaku, za mało „tego czegoś”. Ale wiem, że jest typ ludzi, który takie zupy lubią. Dobrze mieć taki wybór w restauracji.

Pinta Klepka (29 of 37)

Pinta Klepka (30 of 37)

Dania główne też mi pasowały. Kocham makarony, szczególnie takie lekkie i świeże. Ten z Pintej, z rukolą, oliwą, oliwkami, skórką cytrynową był genialny. Prosty i dobry. Na chilli con carne złego słowa równie nie powiem – smakowało dokładnie tak samo, jak robię sobie w domu. Props!

Pinta Klepka (35 of 37)

Pinta Klepka (36 of 37)

pjotr

[Pjotr]

Cieszę się, że coraz więcej miejsc ma piwo rzemieślnicze, a jeszcze lepiej jak można tam przegryźć coś konkretniejszego. Maciek przedstawił wam ogólny zarys dostępnych dań. Są i lekkie, i też te konkretniejsze, dzięki czemu możecie sobie dobrać pod konkretne piwo.

Nie chcę się jako kolejny rozpisywać o tym samym, ale powiem Wam tak: hermelin i feta – must have na przegrychę, nawet jak nie jesteście głodni, to nie bierzecie standardowych orzeszków, tylko zamawiacie jeden z serów (no, albo dwa). Ja jako czechofil z pełną rozwagą polecam hermelin, o poprawnej konsystencji, podany z papryczką – o dziwo jeden z lepszych, jakie udało mi się zjeść w Polsce. Najmocniejsza pozycja w poznańskich przekąskach – plasuje się tuż za tatarkiem, zimne nóżki muszą się trząść.

Pinta Klepka (12 of 37)

Pinta Klepka (13 of 37)

Gdybyście jednak musieli wypełnić głód czymś konkretniejszym, a dwa hermeliny nie wystarczą, to pytajcie o grochówkę. Polska kuchnia zawsze najlepsza – gęsta, pachnąca wędzonką, zdecydowanie przed chilli con carne, które zostawiam do oceny przez miłośników meksykańskiej.

Kolejne miejsce do odhaczenia na Jeżycach i wiecie co? Nie zawiedziecie się.

Lokalizacja: Mickiewicza 20, Poznań | fanpage

Ceny:
* hermelin – 12 zł
* sałatka z fekułem – 11 zł
* bifana delux – 11 zł
* pieczona feta – 12 zł
* krem z selera – 9 zł
* grochówka – 9 zł
* spaghetti – 14 zł
* chili con carne – 18 zł

Smakowitość:

hermelin 82%
sałatka 45%
bifana 87%
pieczona feta 80%
krem z selera 30%
grochówka 82%
spaghetti 82%
chili con carne 87%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: piąta klepka!

Prowadzisz restaurację? Zajmujesz się promocją lokalu gastronomicznego? Chcesz zaprosić redakcję Wygrywam z Anoreksją na degustację w celu rzetelnej oceny? Pisz na m.blatkiewicz@maciej.je lub dzwoń pod nr tel. +48 530 794 235 – jesteśmy otwarci na propozycje.