Wyszukiwarka

Shrimp House (Poznań)

Bar krewetkowy na jaki w Poznaniu czekałem!

Wszystko zaczęło się od mojego gastro tripa do Wrocławia. Tam po raz pierwszy trafiłem na Shrimp House – knajpkę, w której podaje się krewetki w kilku, może nawet kilkunastu różnych daniach. W recenzji lokalu pisałem, że bardzo chciałbym podobny bar w Poznaniu. Ani się obejrzałem, a Shrimp House w listopadzie ubiegłego roku zawitał do stolicy Wielkopolski.

Od tego czasu byłem tam kilka razy i spróbowałem prawie wszystkich specjalności punktu z Alei Marcinkowskiego. Recenzję piszę w momencie, gdy ze Shrimp House zrobiła się mała ogólnopolska sieć. Poza lokalami we Wrocławiu i Poznaniu od niedawna jest też jeden w Katowicach, a na jesień zapowiedziano otwarcie kolejnego w Warszawie (póki co krewetki sprzedawane są na Nocnym Markecie).

Na Śląsku i w stolicy nic od Shrimp House nie jadłem, ale w Poznaniu utrzymano wysoki poziom z Wrocławia. Krewetki przyrządzane są w punkt i – w większości przypadków – z ciekawymi lub po prostu smacznymi dodatkami.

Wskazanie ulubionego dania jest dla mnie bardzo trudne, gdyż po prostu mam kilku faworytów. Krewetki w tempurze (29 PLN) potwierdzają pradawną zasadę, że wszystko w tempurze smakuje lepiej, zwłaszcza gdy zamoczy się to w sosie o smaku mango. Z drugiej strony, tak samo panierowane owoce morza w wersji z sosem buffalo (30 PLN) również wypadają przednio, zwłaszcza jeśli lubi się „na ostro” – mnie łezka poleciała, choć trzeba zaznaczyć, że raczej daleko mi do chiliheada.

Bardzo lubię też tutejsze zupy. Pho (20 PLN) w Shrimp House to wciąż jedna z nielicznych klasycznych wietnamskich zup w Poznaniu, która trzyma poziom. Bulion jest wyraźnie korzenny, a oprócz krewetek i ryżowego makaronu pływa w nim naprawdę sporo ziół. Zupa kokosowa (20 PLN) też jest niczego sobie – lekko słodkawa od ananasa, trochę pikantna od curry i całkiem sycąca, bo pełna ryżu, którego na pierwszy rzut oka wcale nie widać.

Prawdziwym hitem jest także curry (30 PLN) – zachwycał się nim sam Robert Makłowicz, a musicie wiedzieć, że ze wszystkich telewizyjnych kulinarnych autorytetów jego szanuję najbardziej. Jeśli przed nim zamówicie zupę kokosową, możecie jednak dojść do wniosku, że wciąż jecie to samo danie, bo curry jest wprawdzie intensywniejsze i pojawiający się w nim batat robi różnicę, to w gruncie rzeczy smakuje bardzo podobnie.

Sonia bardzo lubi krewetki smażone na białym winie z czosnkiem (29 PLN). Serio, co nie jest ze mną w Shrimp House, to zamawia zawsze to danie. Trochę ją rozumiem, bo to taka prosta klasyka, która nigdy się nie znudzi – zwłaszcza jeśli jest dobrze przyrządzona.

Najsłabiej wypada moim zdaniem makaron w sosie pomidorowym (29 PLN). Ot, kluski z krewetkami, całkiem w porządku, ale nic szczególnego. W ofercie jest teraz chyba jeszcze jakaś pasta, ale jej nie próbowałem. Z kolei całkiem spektakularnie prezentuje się szaszłyk z krewetkami (30 PLN), lecz po jego spróbowaniu przychodzi lekkie rozczarowanie, zwłaszcza jeśli zna się inne dania z karty, które są zwyczajnie ciekawsze. Ale co kto lubi.

Największym problemem Shrimp House – rzeczą, na którą najczęściej narzekają klienci, nie tylko ci z Poznania – jest wielkość porcji. Sam jednym daniem raczej się nie najadam (zwłaszcza gdy mówimy tutaj o obiedzie). Do nasycenia potrzebuję półtora porcji, po dwóch czuję się już obżarty. Gdy odwiedzałem Shrimp House z Sonią, często zamawialiśmy 3 dania – po jednym na łeb i jedno dodatkowo na spółę (zazwyczaj zupę kokosową lub pho). Patrząc na komentarze, nie jestem odosobniony w swoich odczuciach. Warto jednak pamiętać, że prawie każde danie można powiększyć – 3 PLN za jedną krewetkę.

Staje się to problemem głównie w zestawieniu z cenami. Za zupy płacimy tu po 20 PLN, za resztę dań +/- 3 dychy. Z jednej strony nie jest to dużo, biorąc pod uwagę, że krewetki nie należą do najtańszych składników, a lokal jakąś marżę na daniu musi mieć. Z drugiej – to jest bardziej bar szybkiej obsługi (choć z bardzo dobrym produktem), a nie restauracja z obsługą stolikową. Sam te ceny akceptuję. Rozumiem, że taniej tak dobrych krewetek nigdzie w Poznaniu nie zjem. Z drugiej strony nie dziwię się, że ktoś nie chce wydawać 40 złotych (półtora porcji, pamiętajcie), by się szybko i smacznie najeść.

Mi pieniędzy na krewetki nie szkoda, a Shrimp House uwielbiam. Nie wszystkie dania mnie zachwycają, ale przeważającą większość mógłbym jeść codziennie. Dlatego też ode mnie maksymalna nota. Aż mi się zamarzyły krewetki buffalo przy pisaniu tego tekstu. Chyba muszę wyjść z domu i spełnić swoją zachciankę!

Lokalizacja: Aleje Marcinkowskiego 16, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.49/5 (84)
Ja oceniam na...