Wyszukiwarka

SteakHouse EVIL (Poznań)

Najlepsze steki w mieście.

Od otwarcia nowego steak house’u w City Parku minęło już kilka (dwa? trzy?) miesięcy. Jeżeli lubicie mięso, to być może już tam byliście, a prawie na pewno widzieliście zdjęcia i filmy z tego miejsca, od których ślinka sama cieknie. Też na nie co chwilę trafiałem, aż musiałem sobie kupić śliniaczek. Co więcej, sami mi podrzucaliście linki z tymi pysznościami i wciąż pytaliście: „Jak to możliwe Macieju, że jeszcze tam nie byłeś?”.

Już byłem. Nie zawiodłem się.

Lokal wbrew moim przypuszczeniom wcale nie jest duży, zmieści się w nim kilkadziesiąt osób i to raczej 50 niż 90. Przynajmniej na oko. Utrzymano go jednak w fajnym stylu, na myśl przywołującym właśnie najlepsze stekownie. Drewno, wytatuowana obsługa, wszechobecne mięso. Klimat zdecydowanie na plus!

Choć stekiem z dodatkami człowiek spokojnie się naje, to warto się chwilę zastanowić nad zamówieniem przystawki. Może niekoniecznie warto myśleć o krążkach cebulowych – te są raczej bez szału. Za to kiełbaski chorizo? No sztos. Fajne, wyraziste, wariant inferno pikantny, choć nie aż tak, jakby wskazywała to nazwa.

A steki? Nawet nie wiem od czego zacząć. W Evilu wykorzystują sezonowe mięso. Dodajmy, że sezonowane „własnoręcznie”, m.in. w lodówkach stojących w lokalu. W ofercie znajdziecie antrykot, rostbef, polędwice, tomahawka, t-bone’a – taką stekową klasykę, moim zdaniem absolutnie wystarczającą (choć i tak przy pierwszej wizycie niedoświadczony w temacie człowiek złapie się za głowę i nie będzie wiedział, co ma wybrać).

W menu podane są ceny za 100 gramów – bardzo tego nie lubię, ale w tym przypadku jest to w pewnym stopniu uzasadnione. To nie jest produkcja masowa, każdy kawałek steku jest inny i tak dalej, i tak dalej. Oczywiście przy zamówieniu mówimy obsłudze, jaki kawał mięsa chcielibyśmy zjeść, więc to nie jest tak jak w smażalniach ryb nad morzem, że nie znamy ceny za jedzenie przed zobaczeniem rachunku – no chyba, że nie potrafimy mnożyć.

Zobacz videorecenzję i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Jeśli zamówimy ponad 200 gramów mięsa, to w cenie mamy również dwa dodatki: grillowane warzywa lub sałatkę oraz ziemniaki z pieca lub frytki. Tutaj warto podkreślić, że zamawianie mniejszych kawałków mięsa zwyczajnie mija się z celem. Podejrzewam więc, że jedynie w skrajnych przypadkach zdarza się, żeby ktoś na te gratisowe dodatki się nie załapał.

Sam zdecydowałem się na 350 gramów rostbefu – to już na tyle duży kawałek wołowiny, że można z nim trochę podziałać. Poprosiłem o wysmażenie go na medium, lecz kelnerka zasugerowała, by było to jednak medium rare. Pracując w steak housie, ma na pewno większe doświadczenie, więc bez wahania się zgodziłem. Ba, to co dostałem, było chyba nawet bliższe zwykłego rare – po otrzymaniu steku zostałem jednak zapytany, czy poziom wysmażenia się zgadza, a ja przytaknąłem. Przełożyłem stek z żeliwnego naczynia (gdyby stopień wysmażenia się lekko nie zgadzał, mógłby niby na tym gorącym półmisku „dojść”) na swój talerz.

Słodki jeżu, jaki to był świetny kawał mięcha! Fajnie zgrillowany i doprawiony z zewnątrz, pięknie czerwony i wyjątkowo smaczny wewnątrz. Jadłem steki w wielu miejscach i żaden z nich mnie tak nie zachwycił. Często było wręcz tak, że mimo odpowiedniego wysmażenia mięso się żuło, żuło i żuło. W Evilu może nie rozpływało się w ustach, ale wchodziło gładko. Do steku domówiłem wyrazisty sos BBQ, ale w żadnym wypadku nie był mi on potrzebny – sam smak mięsa był na tyle satysfakcjonujący, że nie chciałem zabijać go czymkolwiek.

Przy tym steku dodatki wypadają blado. W sensie, to zwykłe grillowane warzywa i zwykłe pieczone ziemniaki, nic więcej. Ale to nie one mają tu zachwycać, więc w zasadzie nie ma tematu.

Popić to wszystko można np. kwaśnym piwem z domieszką śliwki. Ja tak zrobiłem i nie żałuję. W Evilu jest całkiem spory wybór piw rzemieślniczych, a z tego, co zapewniała mnie obsługa, ma się on stale powiększać.

Podczas mojej wizyty, właściciel częstował wszystkich gości nowościami z menu – żeberkami oraz żeberkowym sosem własnym. Miły gest, muszę przyznać, zwłaszcza że rzeczywiście dotyczył on każdego klienta w steak housie, a nie tylko tego, który robił zdjęcia i nagrywał video. W każdym razie, same żeberka mnie zaskoczyły, w smaku bowiem przypominały poliki wołowe. Nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkałem i pewnie kiedyś na nie, tym razem na całą porcję, wrócę.

Powodów do ponownych odwiedzin Evila jest jeszcze kilka. Chociażby taki tatar w menu. Jeśli do jego przygotowania wykorzystują równie smaczne mięso, to klękajcie narody, będzie to jeden z najlepszych tatarów w mieście! Poza tym spróbowałbym stek z polędwicy, zmierzyłbym się z chęcią z t-bone’em… Mam całą masę pomysłów na spędzenie czasu w tym steak housie!

Na to potrzeba jednak odpowiednich funduszy – steki to nie są tanie rzeczy. Porównując cenowo z takim Cammero – jest chyba ciut drożej, za to podobnie jak w Whiskey in the Jar. Przyznam jednak, że ze względu na różne pozycje w menu wszystkich tych miejsc (różne rodzaje mięs, różny sposób liczenia końcowej ceny) trudno w prosty sposób zestawić ze sobą te 3 miejsca. Najlepiej będzie, jeśli sami je porównacie pod kątem Waszych ulubionych kawałków wołowiny.

Pod względem smaku Evil w mojej opinii jednak wygrywa. To właśnie tutaj najbardziej smakowało mi mięso. A o to przecież koniec końców chodzi. Jak wspomniałem: nie mogę się doczekać powrotu do tego lokalu, tylko oprócz pieniędzy muszę znaleźć ten czas. Może pamiętacie, jak pisałem o największym kłamstwie tego bloga?

Lokalizacja: Wojskowa 4, Poznań | fanpage

zakres cen: powyżej 50 PLN

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.81/5 (21)
Ja oceniam na...