Wyszukiwarka

Tango & Cash (Food Patrol, Poznań)

WP_20130720_0027/10 – taką ocenę na Filmwebie dostał tytułowy duet w wykonaniu  Stallone’a i Russella. Tym razem ten duet serwują równie kultowe – przynajmniej w Poznaniu – Food Patrol. I niech to będzie tylko moje wyobrażenie, ale jestem przekonany, że chłopaki inspirowali się tym filmem choć trochę. A dlaczego?  O tym za chwilę.

Film to klasyk kina akcji z zabarwieniem humorystycznym – mariaż średnio pasujących do siebie gliniarzy mających wspólny cel (oczyszczenie nazwisk i temu podobne – wiecie, o co kamą). Tutaj widzę nawet pewne nawiązanie w charakterach burgerów. Łagodniejszy Tango (naprawdę Sly był tym łagodniejszym gliną) i nieco bardziej zadziorny Cash – dla mnie bomba. Za pomysł duży plus dla chłopaków z FP. Jak to wyszło smakowo? Cóż, zacznijmy po kolei. A pierwszy na tapetę idzie…

WP_20130720_004…Tango. Propozycja niczym Sly w filmie – łagodniejsza i mniej klasyczna, za to odważna i mega intrygująca. Wiem, że burgery z owocami to zazwyczaj świetny pomysł, jak chociażby Miósztanas czy Calamity Jane (że o Bolcie z samego FP nie wspomnę), ale cały czas jest to dla mnie pewne zaskoczenie. Tym razem maliny. I po raz kolejny bardzo dobry pomysł, nieco kwaskowe owoce doskonale współgrają z mięsem. To takie dziwne połączenie, coś jak stylizacje Davida Beckhama – zarzekasz się, że byś nie założył, ale fanki szaleją. Pierwszy plan zajęty (z przewagą mięsa), a co na drugim? A tam już warzywa i gorzkawy sos balsamiczny – doskonały kontrast i uzupełnienie całości. Jak dobrze dobrany krawat albo spinki do mankietów. Całość wpakowana w klasyczną bułkę. Bardzo fajna rzecz, wrócę do niego. Wymyślny Tango to naprawdę świetny burger. A jak jego partner?

WP_20130720_006Cash. Z założenia bezczelny typ, dla którego szczytem elegancji jest założenie białej koszuli i sztruksowej marynarki do spranych jeansów. Trochę nieokrzesany, ostry skurczybyk. Jego burgerowe „ja” ma w sobie (podobno) pikantną salsę, ser, sałatę (ehh) i co najważniejsze chipsy tacos! Tacos są ważne, bardzo ważne, dlatego napaliłem się na niego jak szczerbaty na suchary i zaraz po spożyciu jego ziomka rzuciłem się na niego samego. Umówmy się, salsa nie jest ostra, przynajmniej nie dla mnie (a wybitnym chilliheadem nie jestem) – przypomina (tak, znowu to powiem) tę z Mexicany i (znowu się powtarzam) bardzo dobrze! Taki sos najlepiej moim zdaniem komponuje się z tym, co w Cashu jest game changerem, czyli z nachosami / chipsami Tacos / cokolwiek. Chrupią sobie w międzyczasie i dają nam delektować się mięsiwem, które trzyma wszelkie standardy FP, czyli jest świetne. Partner ciekawego Tanga, czyli walący prosto w pysk Cash, przekonał mnie do siebie po całości.

Celowo nie wspominałem o mięsie, ponieważ o wołowinie z FP powiedziane już zostało wszystko, a ta trzyma jej standardy i chłopaki doskonale rozumieją, że burger ma być średnio wysmażony i – co najważniejsze – wiedzą, jak to zrobić. Punkty dla was. Wasz duet, moim zdaniem przebija ten filmowy, chociaż do jednego i drugiego niebawem wrócę. Niemniej ocena jest jedna, bo każdemu z osobna dałbym taką samą.

Cena: 14 zico osobno, w duecie – 24 zł

Lokalizacja: róg ulic Św. Marcin i Piekary, Poznań

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: razem 80%