Wyszukiwarka

WYPAS (Poznań)

Miejsce z wegańską kuchnią, które przekona do siebie mięsożerców.

Jeszcze niedawno sądziłem, że bezmięsny posiłek (zwłaszcza obiad), jest niekompletny. Że się nim nie najem, że będzie brakować mi pewnych smaków i że nie jestem królikiem, by jeść samą sałatę. Jednorazowy WYPAS całkowicie przemodelował moje spojrzenie na temat kuchni wegańskiej i sprawił, że zachciałem jej w większej ilości.

Już pierwszy rzut oka na menu robi na mnie pozytywne wrażenie. Do tej pory sądziłem, że weganie jedzą cieciorkę na przemian z soczewicą, zagryzając wszystko liśćmi i wynalazkami mającymi imitować smak mięsa. Na Jackowskiego dostrzegam jednak starych znajomych: ramen, curry, zupa tom ka – same pyszności, które uwielbiałem już w swoim mięsnym świecie. Oczywiście w wersjach wegańskich. I choć kiedyś na samą myśl bym się wzdrygnął, dziś zamawiam z miną „jak nie sprawdzę, to się nie przekonam”, by jutro robić to już z uśmiechem na ustach.

"Nie ma mięska, ale jest smaczne. Bardzo."
„Nie ma mięska, ale jest smaczne. Bardzo.”

Druga rzecz, którą WYPAS mnie w sobie rozkochał, to wielkość porcji. Wśród wegan też są ludzie, którzy lubią się nawpieprzać do przesady, by oddać się błogiemu stanowi pełnego nasycenia żołądka i jeżycka knajpka jest idealnym dla nich miejscem. Tu nikt nie bawi się w mikroporcje, tu wcale nie trzeba zamawiać trzech dań, by się jako tako najeść – to nie lokal tego typu. Nawet jedno danie potrafi spełnić swój syty obowiązek, a w walce z większym głodem pomoże jakiś deser, ciasto lub przystawka.

WYPAS otrzymuje zatem ode mnie srogi kredyt zaufania już na samym starcie. Tym bardziej cieszy mnie to, z jaką łatwością spłaca go każdym serwowanym dla mnie daniem. Zaczynam od ramenu, który nie tylko oczarowuje mnie swoją wielkością, ale też smakiem. Lekko pikantny, mocno słony, z dużą ilością sezamu i mocno sojowym akcentem. W bulionie dzieje się dużo: pływa w nim trochę warzyw, bardzo smaczny makaron i tofu, które aspiruje do miana „najlepszego w moim życiu”. W skrócie: jest przepysznie.

20160404_141409~2

20160404_141419~2

Nie chcę porównywać tego ramenu do genialnych zup z YetzTu z prostego powodu: tam nigdy nie jadłem wariantu wegetariańskiego. Mięsa mi jakoś szczególnie nie brakowało, bardziej odczułem absencję jajka (koniecznie ugotowane na półmiękko), które jest dla mnie kwintesencją ramenu. I chyba tylko z tego powodu, gdybym miał wybierać miejsce, w którym zjem ramen w normalnych warunkach (a nie w trakcie trwania bezmięsnego miesiąca), koniec końców wybrałbym YetzTu. Ale to jak wybierać między smakołykiem a pysznością – cokolwiek zdecydujesz, będziesz zadowolony.

20160404_141402~2

Moja pierwsza wizyta w WYPASIE wypada w drugie urodziny lokalu. Z tej okazji w knajpie jest pełno balonów, a do każdego zamówienia dorzucany jest tort w gratisie, od firmy. Nie mam o tym zielonego pojęcia i do ramenu dobieram jaglaka – ciasto, które ma w smaku przypominać sernik, tyle że przygotowane jest z kaszy jaglanej. Fanem nie zostanę, sernik to jednak sernik, ale do gustu przypada mi mocno orzechowy spód. Muszę koniecznie kiedyś wybrać się na Jackowskiego na tofurnika – czuję, że tofu w roli sera zagrałoby lepiej niż kasza jaglana.

20160404_140725~2

20160404_140937~2

Tort podjeżdża mi znacznie bardziej. Znajoma mówi mi, że zalatuje trochę kaszką manną i to jest trafne porównanie. Zawsze się tym specyfikiem zajadałem, zatem jestem zadowolony. Aha, chwilę wcześniej próbuję falafela z talerza arabskiego od Pjotra – to pierwszy falafel w życiu, który mi smakuje – uwierzcie mi, to duży komplement.

20160404_140952~2

20160404_141126~2

Po pierwszej wizycie mało mi wrażeń, więc po paru dniach wracam do WYPASU. Baloników już nie ma, jest za to zupa tom ka i tajski talerz. Świadomie zamawiam mniejszą porcję tej pierwszej, bo wiem, że po zjedzeniu dużej nie miałbym miejsca na wszamanie dania głównego. Tom ka wprawdzie nie robi takiego „wow” jak ramen, lecz mimo wszystko wsuwam ją z uśmiechem na ustach. Jest makaron, pomidor, mleczko kokosowe i duuużo kolendry. Nie brakuje tofu (choć to już nie to samo co w ramenie) i „ognia” – ostrość ma jednak odpowiedni stopień.

20160408_172354~2

20160408_172306~2

Talerz tajski wypada dość podobnie – również jest pikantny, również z dużą ilością tofu i również zajadam się nim, aż mi się uszy trzęsą. Tylko jedna rzecz nie daje mi spać po nocach: na cholerę tam ten ogórek? Totalnie mi tu nie pasuje.

20160408_172404~2

20160408_172344~2

W tym samym czasie moja dziewczyna wcina ramen w mniejszej wersji oraz hummus – ten drugi niby jest tylko przystawką, a ma jednak rozmiary zwykłego dania. I właśnie za to tak bardzo cenię WYPAS. Nazwa mówi sama za siebie.

20160408_172251~2

20160408_172425~2

Czy wrócę? Na pewno. Nawet po zakończeniu mojego bezmięsnego wyzwania? Jestem o tym przekonany. W tym miejscu zapomniałem o mięsie, nie brakowało mi go i wcale nie było mi potrzebne do szczęścia. To zapewniły mi całkiem inne, baaardzo smaczne rzeczy. Jeśli nie wierzycie, że bezmięsnie też się da zjeść i smacznie, i syto, przyjdźcie do WYPASU zrewidować swój pogląd. Mówię to ja, zadeklarowany mięsożerca, wielbiciel chrupiącego bekonu i surowego tatara wołowego. Tu jest przepysznie!

ZOBACZ VLOGI Z WYPASU I SUBSKRYBUJ MÓJ KANAŁ NA YOUTUBE

Lokalizacja: Jackowskiego 38, Poznań | fanpage

Ceny:
* ramen – 21 / 14 zł (750 / 250 ml)
* jaglak – 11 zł
* talerz arabski – 25 zł
* tomka – 21 / 14 zł (750 / 250 ml)
* talerz tajski – 25 zł
* hummus – 12 zł

Smakowitość:

ramen 90%
jaglak 50%
tomka 80%
talerz tajski 75%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: niezły wypas!

 

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.51/5 (45)
Ja oceniam na...

  • Ewa Dworczak

    Ja raz jadłam u nich gołąbki. Wzięłam na wynos, porcja wielgachna, po zjedzeniu 1/3 byłam pełna. Tylko po upływie pół godziny znowu byłam głodna, mimo że wcześniej nie byłam w stanie nawet kawałka więcej wcisnąć.

    • No to miałaś jeszcze 2/3 porcji. 😉 Słyszałem, że dania bezmięsne generalnie trawią się szybciej niż mięsne (patrzę po sobie i jest to chyba prawdą).

      • Ewa Dworczak

        No miałam, miałam, ale ja jeść nie lubię (olaboga! naprawdę to napisałam!) i jestem raczej fanką rozwiązania „najeść się i z głowy na parę godzin” niż „dużo małych posiłków”. Raz jeden w życiu najadłam się tak, że myślałam, że wszystko wróci – kaczka po wielkopolsku w Zagrodzie Bamberskiej, ale nie stać mnie na codzienne stołowanie się tam. 😛

        • NIE LUBISZ JEŚĆ?! 🙁

          • Ewa Dworczak

            Heh, tak jakby owszem. 🙂 Ale w moim przypadku chodzi nie tyle o jedzenie jako takie, tylko wadliwy układ pokarmowy. Nie wiem, co jest z nim nie tak, lekarze też nie wiedzą, chyba jest po prostu wrażliwy. Potrafię jakąś konkretną potrawę np. z knajpy zjeść tysiąc razy i jest wszystko dobrze, a za tysiąc pierwszym mi zaszkodzi. Takie losowe bóle żołądka, bo żadnego „patternu” nie znalazłam, a toleruję laktozę (żrę płatki z mlekiem) i gluten (robiłam badania).

  • Optymizm tego posta sprawia, że zaczynam się obawiać, że przejdziesz na złą stronę mocy 😀
    Ja tofu miałam okazję jeść w Chinach naprawdę w różnych kompilacjach i wciąż jestem zdania, że chyba nie ma mowy, żebym się przekonała do tego smaku 😛

    • Nie ma opcji, żebym na nią przeszedł. Kocham mięsko, jego smak i już się zastanawiam nad swoim menu 1 maja. <3

      Co do tofu – bardzo lubię. Nie traktuję jego jednak jako zamiennik mięsa / jajek, tylko po prostu inny produkt. 🙂

    • Naprawdę? 😀 Ja już teraz wiem, że jeżeli kiedykolwiek wyprowadzę się z Chin to za miliardem wariantów tofu będę tęsknić najbardziej 😉

      • Nah, nie jestem nawet w stanie powiedzieć, co mi do końca w nim nie smakuje, ale po prostu nie mogę tego przeżyć. W ogóle to co dawali nam w Chinach do jedzenia, w większości było dla mnie niejadalne i ciułałam cały miesiąc prawie tylko na ryżu 😀
        Ale nie wątpię, że mają też pyszne rzeczy, tylko nie miałam okazji spróbować 😀

  • Ola Ka

    nie wiedziałam gdzie o tym napisać, więc postanowiłam napisać tutaj. musisz spróbować węgierskiej pikantnej kiełbasy ze zbóż! to jedna z najlepszych kiełbas wegańskich ever. znaczy i tak nie radziłabym o niej myśleć jako o kiełbasie (raczej jako o paście na kanapki, bo jest miękka, a suszenie się nie sprawdza raczej), ale jest kozakiem jakich mało. daję słowo harcerza.

    • A gdzie takie coś kupię? 🙂

      • Ola Ka

        ja zamawiałam ze sklepu tofu, jakbyś się skusił to sprawdź jeszcze suszoną sojowinę – pokochasz lub znienawidzisz, ale spróbować warto.

  • Nemesis Nave

    Co do „sernika” – dobrze myślisz, ten z silken tofu jest dużo lepszy niż z jaglanej 🙂

  • Zet

    Generalnie uważam że wolę seks niż filmy porno :-).
    Miałem u siebie kilka dań wege – do momentu kiedy wpadł „zdeklarowany” wegetarianin i szeptem wymruczał: zróbcie mi schabowego bo zdechnę – tylko nie mówcie moim znajomym. (I taka ciekawostka : ci niby wegetarianie przeważnie chodzą grupami – rzadko pojedynczo).
    A ci, którzy twierdzą że wegetarianizm to kultura wschodu albo łżą jak psy, albo po prostu nie doczytali. Tam to jest promil ludności 🙂
    Macieju nie idź tą drogą – tym bardziej, że (z obserwacji ) zdecydowana większość „bezmięsnych” wygląda jak niedożywieni narkomani w ciągu. Sorry – tak to widzę 🙂

    • Nikt nie mówi o stałej zmianie diety. Ot, mały miesięczny wyskok. Do WYPASU będę wracał jednak również wtedy, gdy wrócę do normalnego, mięsnego odżywiania. Tam jest po prostu bardzo smacznie. I tyle. 🙂

      • Zet

        Absolutnie masz rację – też polecam Wypas. Bardziej chodzi mi o uzurpowanie sobie jedynej racji przez wegetarian. Człowiek jest drapieżnikiem i tyle. Ilekroć ktoś pyta: jest coś wegetariańskiego? widzę rekina z filmu „Rybki z ferajny” 🙂

        • A to „uzurpowanie jedynej racji przez wegetarian” to w którym miejscu w tekście? 😉

        • Rosenblaetter

          Mniej więcej tak samo wygląda huczenie przez zadeklarowanych wielbicieli mięsa, że posiłki wegetariańskie są nienaturalne i co najwyżej „modne”, a jedyną racją dyktowaną przez naturę jest jedzenie mięsa co najmniej kilka razy w tygodniu 😉 Nie każdy z nas ma tą samą naturę, by wyszło.
          PS Od razu zdementuję, nie jestem wegetarianką – ale mięso jem rzadko po prostu dlatego, że po posiłkach bezmięsnych czuję się o wiele lepiej, a samo mięso nie powoduje u mnie jakiegoś szczególnego oblizywania.
          A największą zaletą Macieja jest otwarty umysł – mimo bycia fanatykiem mięsożercą docenia każde jedzenie które jest po prostu DOBRE 🙂

  • Alicja

    Byłam tam dzisiaj. Porcje faktycznie spore – wzięłyśmy z koleżanką talerz arabski i choć zjadłam tylko połowę, byłam najedzona (po całym i byłabym obżarta). Bardzo chciałam spróbować falafela i się nie zawiodłam 🙂 Po raz pierwszy jadłam też hummus! Na deser wzięłyśmy jaglankę (tofurnika akurat nie mieli, a chciałyśmy spróbować 🙁 ) Dobrze, że się podzieliłyśmy, bo jakbym miała zjeść cały to bym się zmęczyła. Malinowy (uwielbiam maliny) i baaardzo słodki (moim zdaniem ZA bardzo). Orzechowy spód to moim zdaniem strzał w dziesiątkę.

    Mimo nawet smacznego jedzenia (obiad 7/10, ciasto – 6/10, chociaż nie mam odniesienia do innych tego typu potraw), restauracja nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia – winna jest temu wentylacja, a właściwie jej brak. W środku było tak duszno, że nie dało się wytrzymać, a na dworze brakowało wolnych stolików. Z tego względu zamówiłyśmy na wynos, a wiadomo, że styropianowe pudełko, to -10 do walorów estetycznych, czyli mniejsze zadowolenie z jedzenia.

    Oby się poprawili, bo chciałabym częściej chodzić do wegetariańskich restauracji (niekoniecznie wegańskich) 😉