Wyszukiwarka

Big Adriano (Warszawa)

Pizza, która wygląda jak drożdżówka z owocami i kruszonką, a tak naprawdę pełna jest mięcha i ciągnącej się mozzarelli.

Nie wiem, czy byliście kiedyś w Chicago. Mnie się wprawdzie jeszcze nie udało, ale gdybym miał taką możliwość, to już bym był w lecącym nad Atlantykiem samolocie i myślał o tym, co takiego uda mi się zjeść w najbardziej polskiej metropolii w Stanach Zjednoczonych. Mało tego, możecie sobie nie zdawać sprawy, ale Chicago to jedno z dwóch miast na świecie, od którego nazwano rodzaj pizzy. Drugie to oczywiście Neapol i być może się mylę i jest jeszcze trzecie takie miasto lub nawet czwarte i piąte, ale na pewno tym miastem nie są Hawaje, bo to nie miasto, tylko stan, a w dodatku stan umysłu, bo przecież nie rodzaj pizzy.

Zobacz videorecenzję i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Ta w stylu chicagowskim (nazywana w anglojęzycznej części świata również „deep dish pizza”) to takie przeciwieństwo wspomnianej napolitany: bardzo grube ciasto, kilkucentymetrowe brzegi, mnóstwo ciągnącego się sera w miejsce paru plamek mozzarelli losowo rozlokowanych na placku oraz kilkunastokrotnie dłuższy czas wypieku. Mówiąc inaczej, gdyby ktoś kto nigdy nie jadł i nigdy nie widział pizzy, spojrzał na leżące obok siebie pizzę chicagowską i pizzę neapolitańską, to najprawdopodobniej uznałby, że oba dania nie mają ze sobą nic wspólnego.

Piszę to wszystko dlatego, że w końcu odnalazłem w Polsce lokal, który specjalizuje się w deep dish pizza. To Big Adriano z Warszawy, dokładnie znajdujący się na Ursusie. Złośliwi twierdzą, że to już nie Warszawa, ale mnie udaje się dojechać tam szybko komunikacją miejską, choć rzeczywiście nie w godzinach szczytu, a w czasie kiedy wszystkie korpoludki zasuwają przed komputerami.

Knajpę utrzymano w takim stereotypowym amerykańskim stylu. Są obrusy w kratę, pin-up girls wdzięczą się do gości z każdego kąta, a w telewizji leci CNN. Brakuje jedynie wkurzonego Teksańczyka strzelającego na zmianę z dwóch pistoletów oraz mówiącej z amerykańskim akcentem obsługi jak Mariusz Max Kolonko z Boston, Massachusetts. I choć to wszystko jest przaśne niczym wiejskie festyny z okazji Dnia Chleba lub stoiska z pamiątkami w turystycznych miejscowościach nad Bałtykiem, to jest to przecież przaśność amerykańska, pasująca do „chamskiej” pizzy chicagowskiej, do której ładuje się „wszystkiego wincyj i wincyj”.

Siedząc w takim klimacie, zamawiam pizzę BIG MEAT z kiełbaską wieprzową, bekonem, salami i szynką. Do tego oczywiście sos pomidorowy i ser, bardzo dużo ciągnącego się sera. Jak jednak wcześniej wspomniałem, czas przygotowania pizzy chicagowskiej jest znacznie dłuższy niż pizzy tradycyjnej, waha się między 30 minutami a nawet godziną i jest zależny od jej rozmiaru. Ja odwiedzam Big Adriano w pojedynkę, więc biorę ten najmniejszy, przeznaczony dla jednej osoby, który dociera do stolika zdecydowanie najszybciej.

Pół godziny to jednak na tyle dużo czasu, że mój żołądek składa protest w postaci głośnego burczenia i domawiam przystawkę – proste bagietki czosnkowe zapieczone z serem i podane z sosem pomidorowym. Niby nic wielkiego, ale dzięki niemu oraz czekadełku w postaci… popcornu, czas zlatuje mi szybko i nawet nie myślę o tym, że jeszcze przed chwilą byłem bardzo głodny.

Sama pizza prezentuje się dość zaskakująco. Ba, muszę przyznać, że moje pierwsze wrażenie było negatywne. Jakaś taka mała, wygląda jak drożdżówka z owocami i kruszonką, czy aby na pewno to ta słynna chicagowska deep dish pizza, o której krążą legendy? Cóż, zwątpienie szybko mi przeszło, ale jeśli liczą się dla Was względy wizualne, bo – dajmy na to – chcecie zrobić jakieś ociekające apetycznością zdjęcie na Instagramie, to odwiedźcie Big Adriano w kilka osób i skuście się po prostu na większy placek.

Przechodząc do walorów smakowych, muszę zaznaczyć jedno: to nie jest rzecz dla lubujących się w lekkich daniach. Cztery rodzaje mięsa i dużo mozzarelli dla takich osób może być nie do przejścia. U mnie wręcz odwrotnie: byłem w siódmym niebie. Mniej posmakowało mi drożdżowe ciasto, jak na mój gust trochę zbyt twarde i kruche. Z drugiej strony, takie chyba być po prostu musi, by pizza pod naporem wielu cięższych składników nie rozleciała się jeszcze w czasie pieczenia.

Mimo wszystko jestem zadowolony. W Big Adriano zjadłem smaczną pizzę przygotowaną z uczciwych składników w stylu, w którym nie robi jej nikt inny w Polsce. Cieszyłbym się, gdyby deep dish pizza stała się trochę popularniejsza w naszym kraju, choć z drugiej strony nie jest to raczej danie dla smakoszy. Bardziej sprawdzi się przed, po lub w czasie imprezy. Mnie to odpowiada, takich rzeczy też przecież potrzeba, zatem ode mnie cztery gwiazdki na pięć.

Aha, jeśli przyjdziecie w tygodniu między godziną 12 a 17, to za każdą małą pizzę w stylu chicagowskim zapłacicie 14,95 PLN. To prawie jak za darmo, biorąc pod uwagę fakt, że w normalnym menu moja pizza BIG MEAT kosztowała 10 PLN więcej. W takiej cenie jeszcze bardziej WARTO!

Lokalizacja: Dzieci Warszawy 27a lok. 2, Warszawa | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.2/5 (5)
Ja oceniam na...

  • Michał Szymul

    Z miast to na pewno jest jeszcze pizza nowojorska 🙂