Wyszukiwarka

KUMIN (Warszawa)

Kawałek Turcji i Maghrebu gdzieś na końcu świata.

No dobra, nie na końcu świata, a gdzieś na rubieżach Warszawy. Wprawdzie obok jest Wielka Wyciskarka Do Cytrysów a.k.a. Świątynia Opatrzności Bożej, to odniosłem wrażenie, że mimo to gdzieś tu stolica się właśnie kończy i dalej tylko pola, łąki, lasy…

Mówiąc wprost, zewsząd jest daleko, chyba że mieszka się lub pracuje w licznych okolicznych blokach. Ale nawet jeśli żyje się na jakiejś Białołęce, warto do Kuminu przyjechać.

Mało jest wciąż bowiem restauracji, które w ten sposób zajmują się kuchnią orientalną tego typu. Turcja, Maroko, Maghreb – wszystko z takiej autorskiej i autentycznej strony.

Gdy przed wizytą zajrzałem w menu Kuminu, pomyślałem sobie, że to najprawdopodobniej będzie warszawski odpowiednik Maliki z Gdyni. Nie myliłem się jakoś szczególnie – jest wprawdzie zauważalnie ubożej w kwestii wystroju i nie ma jeszcze tej perfekcji na talerzu, ale podobieństwa są wyraźnie widoczne.

Zamawiam dwie rzeczy: pikantną zupę pomidorową z kuminem i miętą (12 PLN) oraz merquezy (30 PLN) – cienkie kiełbaski jagnięce. Poczęstowano mnie jeszcze talerzem przystawek, w skład którego wchodził grillowany bakłażan, hummus oraz dwie pasty: jedna była z domieszką kawy, druga ze słodkawym posmakiem owocu granatu. Do tego dołączone były jeszcze pity. Razem daje to bardzo ciekawy starter, który warto zamówić na kilka osób – człowiek się tak nie obje, a posmakuje wszystkiego.

W pikantnej zupie pomidorowej z kuminem i miętą wszystko zawiera się w nazwie. Po pierwsze, jest przyjemnie rozgrzewająco i ostro – tak, że czuć wszystkie pozostałe smaki. Po drugie, smak pomidorów tutaj dominuje. Po trzecie, wyraźnie dają o sobie znać również zioła. Ot, bardzo smaczna zupa.

Największe nadzieje wiązałem z merquezami, którymi zajadałem się we wspomnianej wcześniej w Malice i które również w Kuminie mnie nie zawiodły. To po prostu świetnie doprawiona i odpowiednio uformowana jagnięcina. Prawdę mówiąc, mógłbym jeść ją bez żadnych dodatków, ale towarzyszyły jej ryż, mocno ziołowej tabbouleh, kuminowa marchewka oraz pyszny sos na bazie harrisy i jogurtu. Całość smakowała bardzo dobrze, ale pównując z Maliką, wygrywa jednak lokal z Gdyni. Zadecydował o tym jednak drobny szczegół – tam o wiele bardziej do gustu przypadł mi ryż.

Na merquezy z chęcią do tej knajpki na krańcu świata wrócę. I na pomidorową w sumie też. A już najbardziej chciałbym – skoro już i tak pojawiają się wpływy marokańskiej – aby do menu wszedł tadżin. Bo dobry tadżin to na wagę złota jest!

Ale nawet jeśli tadżin nigdy nie znajdzie się w menu, to do Kuminu i tak warto się wybrać. Tylko pamiętajcie, że sam lokal jest naprawdę niewielki, więc o ile w tygodniu jakoś na stolik się na pewno załapiecie, o tyle w weekendy albo rezerwujcie miejsce, albo uzbrójcie się w cierpliwość.

Lokalizacja: Al. Rzeczpospolitej 2A, Warszawa | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.8/5 (10)
Ja oceniam na...