Wyszukiwarka

Powidoki (Warszawa)

Co miesiąc na blogu jest ankieta, w której wybieracie dla mnie miejsca do odwiedzenia w danym miesiącu – po jednym w Poznaniu i w Warszawie. W grudniu w stolicy padło na Powidoki – byłem tam jeszcze przed świętami i bodaj pierwszy raz w życiu tak bardzo rozczarował mnie boczek.

Zanim jednak o tym opowiem, zacznę po kolei: jest to knajpka zlokalizowana na Powiślu w dość ciekawym miejscu, bo w budynku Muzeum nad Wisłą. Byłem już tu wcześniej, przy okazji zwiedzania całkiem interesującej wystawy, ale wtedy piłem tylko herbatę i dopiero biorąc ostatni jej łyk, ogarnąłem, że jestem w lokalu specjalizującym się w szeroko rozumianej kuchni azjatyckiej.

Przy drugiej, już pełnoprawnej, a nie tylko herbacianej wizycie, postawiłem na wstępie na zupę miso (12 PLN). Wprawdzie oferta przystawek skrywa moim zdaniem ciekawsze propozycje (jest tatar wołowy), to jednak tego dnia potrzebowałem czegoś na rozgrzanie. Pod tym względem zupa miso okazała się strzałem w dziesiątkę. Co więcej, smakowała poprawnie i spełniała podstawowe zadanie startera, tj. podkręcała apetyt na więcej.

Tym więcej był wspomniany już wcześniej wolno pieczony boczek (29 PLN) na liściu pachnotki z orzeźwiającym sosem z dymki i imbiru. Do tego takie sobie kimchi oraz ryż. Porcja okazała się całkiem spora – prawdę mówiąc większa niż się tego spodziewałem – co jednak moim zdaniem nie zadziałało na jej korzyść. Dwa, może trzy pierwsze kawałki boczku smakowały jeszcze całkiem w porządku, ale już każdy kolejny prowadził do coraz większego znużenia daniem. Gdyby postawić michę z tym boczkiem na środku stołu i jeść go w kilka osób, dzieląc się w międzyczasie także innymi potrawami, to wtedy moje odczucia byłyby o wiele bardziej pozytywne.

Pełnym rozczarowaniem mogę nazwać deser, czyli krem z matchy z limonką podawany na ciastku (14 PLN). Kolor się zgadza, ale smaku matchy tu nie wyczułem. O wiele mocniej dawały o sobie znać wspomniana limonka, nieszczęsne mandarynki czy kokos. Nie po to zamawiam coś z matchą, żeby ta matcha była przysłonięta czymś innym. Spory zawód.

Po tej jednej wizycie nie jestem raczej zainteresowany powrotem do Powidoków. Może kiedyś, kiedy pójdę do Muzeum nad Wisłą się „dokulturnić”, dam temu lokalowi drugą szansę. Nie żebym zjadł tutaj jakoś strasznie źle, nie chcę w tym momencie przesadzić. Po prostu, nie czuję, żebym zjadł tutaj dobrze. Ani tak, ani tak. Jakoś tak po środku, więc od Macieja lecą trzy gwiazdki na pięć możliwych.

Lokalizacja: Wybrzeże Kościuszkowskie 22, Warszawa | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Przeciętna knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
3/5 (1)
Ja oceniam na...