Wyszukiwarka

Youmiko Vegan Sushi (Warszawa)

Ahahaha, sushi bez ryby! Jakie to głupie! No, nie do końca…

Sushi w Polsce utożsamiane jest z surową rybą. To trochę błędne myślenie. Sushi to forma podania, to posklejany ryż z dodatkami. Najczęściej jest to faktycznie surowa ryba, ale to mogą być również owoce morza, to może być tofu, omlet tamago, grzyby, warzywa, a nawet owoce. Bezrybne sushi nie jest więc głupie. Ba, wręcz przeciwnie – może być bardzo ciekawe!

Zobacz video i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Dowiedziałem się tego w Youmiko Vegan Sushi, 100% wegańskim sushi barze mieszczącym się przy ulicy Hożej w Warszawie. Muszę przyznać, że wybierając się tam, byłem sceptycznie nastawiony. Anna Sudoł z bloga Grochem o Garnek zapewniała mnie jednak, że jest tam bardzo smacznie – uwierzyłem w to, bo jej ostatnia rekomendacja, czyli Vegan Ramen Shop, okazała się strzałem w dziesiątkę.

Moje obawy spowodowane były moimi spotkaniami z bezrybnym sushi w przeszłości. Nie raz jadłem zestawy, w którym pojawiały się wegańskie rolki i w zasadzie zawsze były to zwykłe zapychacze, najczęściej proste hosomaki z ogórkiem. Bałem się, że w Youmiko dostanę tylko takie zapychacze, tylko takie podstawowe rolki z ogórkiem. Na całe szczęście to był tylko nieuzasadniony strach.

Lokal odwiedziłem wraz ze wspomnianą Anią Sudoł. Oboje zamówiliśmy po zestawie degustacyjnym (69 PLN). Każdego dnia taki zestaw może wyglądać inaczej, lecz w tej cenie mamy zapewnioną określone rodzaje rolek i ich liczbę. Różnią się składniki, z których zostaną one wykonane. Ma to swoje plusy, bo sugeruje to nam, że zawsze używa się tu świeżych dodatków i nic tu się nie marnuje, ale ma to też pewne minusy, gdyż np. teraz nie macie pewności, czy dostaniecie te same kompozycje co ja i czy na pewno będzie tak samo smacznie. Niby może być lepiej, ale zawsze może być też gorzej.

Dotyczy to wszystkich zestawów, nie tylko tego degustacyjnego. Każdy zestaw to określona liczba rolek danego typu. Nic więcej, żadnych innych wskazówek. Oczywiście przy składaniu zamówienia możemy poinformować obsługę, że czegoś nie lubimy lub jesteśmy na coś uczuleni. Niemal zawsze jesteśmy jednak zaskakiwani tym, co pojawia się na malutkich talerzykach.

A, właśnie, bo forma podania zestawów jest nieco inna niż ta, do której pewnie zdążyliście się przyzwyczaić. W większości sushi barów w Polsce, gdy zamawiacie określoną liczbę rolek różnych rodzajów, to dostajecie je na raz, na jednym talerzu. Prezentuje się to świetnie, doskonale wygląda na Instagramie, ale jednak skutkuje tym, że często jedzony przez nas produkt nie jest w 100% świeży. Wynika to z ograniczonych mocy przerobowych sushi masterów (przygotowanie kilku rolek chwilę trwa i gdy zrobi się ostatnią, to ta przyszykowana pierwsza może już nie być tak smaczna) oraz tempa naszego jedzenia (jak mamy po kilkanaście lub ponad 20 kawałków różnego sushi na głowę, to trudno zjeść wszystko w 5 minut).

Ktoś powie, że sushi je się na zimno, więc przecież nie wystygnie. Z jednej strony przyznaję rację, z drugiej – nie do końca. Gdy w rolce są jakieś specjały w tempurze, to każda minuta po jej przygotowaniu powoduje, że ta panierka staje się mniej chrupiąca i bardziej sflaczała. Kiedy kolejne rolki przygotowuje się i podaje na bieżąco – tak jak w Youmiko – to okazuje się, że tempura może nie tylko chrupać, ale i być gorąca. Sięgam pamięcią tak daleko, jak potrafię i nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej sushi tak pozytywnie zaskoczyło mnie temperaturą.

Tempura to tylko jeden z przykładów. Argumentów na podawanie rolek na bieżąco jest znacznie więcej. Nie będę się jednak nad nimi rozwodził, bo szkoda Waszego i mojego czasu. Wspomnę tylko o tym, że ryż potrafi nasiąknąć różnymi sokami (z warzyw, grzybów itd.) lub sosami, co czasem jest, a czasem – wręcz przeciwnie – nie jest pożądanym efektem. W telegraficznym skrócie: im świeższe sushi, tym lepsze sushi. Wiedzą o tym w Japonii, gdzie zestawy podaje się właśnie w taki sposób, jak w Youmiko.

Jak już wspominałem wcześniej, strach przed wegańskimi rolkami i hosomakami z ogórkiem okazał się całkowicie nieuzasadniony. Hosomaki wprawdzie się pojawiły, ale były one z marynowaną tykwą i mango – bardzo ciekawe doznanie smakowe, ale – przy całej wizycie w Youmiko – jedno z bardziej standardowych.

Zaczęło się mocno, bo od dwóch nigiri. Jedno było takie sobie, bo z fasolką edamame, która niby jest spoko, ale w gruncie rzeczy nie robi na mnie wrażenia. Za to przy konsumpcji nigiri numer dwa zrobiłem wielkie oczy i krzyknąłbym „wow”, gdybym nie wiedział, że nie mówi się z pełnymi ustami. Na kulce ryżu wdzięczył się marynowany pomidor. Dziś pluję sobie w brodę, bo nie pamiętam dokładnie w czym, ale w mojej pamięci pobrzękują takie wyrazy jak sake i sos sojowy. W smaku był słodko-kwaśny. Rewelacja.

Kiedy myślałem, że po tak mocnym wejściu każda kolejna rolka będzie lekkim rozczarowaniem, przede mną pojawiły się gunkany. W wersji rybnej to rodzaj sushi, w którym na owiniętym glonem ryżu znajdziemy tatar z łososia lub tuńczyka. Tutaj w ich miejsce pojawił się posiekany drobno arbuz (brawa za kunszt kucharza, smakowo nic powalającego) oraz palona kukurydza (jeden wielki zachwyt). Nie mogłem ukryć zdumienia.

Co więcej, to nie był koniec zaskoczeń. W pewnym momencie na stole pojawił się jeszcze „torcik”, czyli – że tak to nazwę – „specjalność zakładu”, prawdopodobnie autorski typ sushi w Youmiko. Ryż owija nie glon, a karmelizowany bakłażan, zaś na nim znajduje się mus z awokado obsypany prażonym wakame. Ania nazwała „torcik” eksplozją smaków i ja się z nią zgadzam w 100%. Dla mnie najlepsza rzecz, jaką zjadłem w lokalu na Hożej.

Z niedowierzaniem patrzyłem też na ostatnią „rolkę”. To inari, czyli sushi w cieniutkim, smażonym tofu. Pierwszy raz się z nim spotkałem i bardzo mi posmakowało. W Youmiko przygotowano nam wariant na słodko z bodajże kandyzowanymi owocami. Taki deser, który bardzo mi przypominał polskie, wielkanocne mazurki bez spodu.

W międzyczasie próbowałem jeszcze uramaków i futomaków – w obu przypadkach pojawiła się wspomniana wcześniej tempura. Raz w panierce była fasola, raz cukinia. Fajne, ciekawe smaki, choć na tle innych rolek wypadły one po prostu okej.

Powtórzę to, co napisałem na początku: wegańskie sushi nie jest głupie, a wręcz przeciwnie – potrafi być bardzo ciekawe. W Youmiko parę razy naprawdę mocno się zaskoczyłem. Dobre jedzenie i świeże produkty bronią się same. Życzyłbym wszystkim sushi barom, zwłaszcza tym nastawionym na ryby, aby nie traktowały wegańskich rolek po macoszemu, tylko wzięły przykład z Youmiko. Tak się je powinno robić.

Na tę chwilę 4 gwiazdki na 5 możliwych. Maksymalna nota możliwa w przyszłości, jeśli odwiedzę lokal po raz drugi. Ania mówiła mi, że w porównaniu do swojej pierwszej wizyty nasza była mniej udana. Czyli może być lepiej. Sprawdzę to za jakiś czas.

Lokalizacja: Hoża 62, Warszawa | fanpage

zakres cen: powyżej 50 PLN

 

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.5/5 (2)
Ja oceniam na...