Wyszukiwarka

10 państw, które odwiedziłbym ze względu na kuchnie

Gdzie bym pojechał, żeby jeść i smakować?

Marzę o podróżach, pewnie jak wielu z Was. W przeciwieństwie do większości społeczeństwa myślenia o miejscu, do którego pojadę, nie zaczynam od tego, co zobaczę i co zwiedzę. Najważniejsze jest to, co zjem. Też tak macie?

W dzisiejszym zestawieniu przytaczam 10 krajów, o których marzę NAJBARDZIEJ. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się odwiedzić je wszystkie. Wprawdzie musiałbym mieć niemało pieniędzy na to wszystko, ale kto nie marzy, tylko myśli realnie, ten marzeń nigdy nie spełnia. Kropka.

Zanim przejdziecie do przeglądania listy mała uwaga: tak, nie ma w tym rankingu Włoch. I już nie chodzi o to, że dwa i pół roku temu byłem w Rzymie – po prostu bardziej od pizzy i makaronów ciekawią mnie rzeczy z krajów, które zamieściłem poniżej.

Mam nadzieję, że rozmarzycie się ze mną!

10. Argentyna

O wołowinie z tego kraju słyszałem same superlatywy. W Polsce nie należy może do najpopularniejszych, ale przechadzając się ulicami Amsterdamu parę miesięcy temu, co krok widziałem kolejny argentyński steakhouse. Krowy to jedno, druga istotna sprawa to asado – tutejsza sztuka grillowania, co bez wątpienia ma wpływ na smak. Do mięs w Argentynie podaje się chimichurri – zielony sos z pietruszki, czosnku, płatków chili, oliwy z oliwek, oregano i octu. Będąc w Buenos Aires z chęcią wybrałbym się też na mecz piłki nożnej, najlepiej derby River Plate z Boca Juniors. Sportowe emocje? Też. Ale w połączeniu z choripan – to takie coś pomiędzy sandwichem a hot dogiem. Wygląda mega smacznie.

1 (Kopiowanie)

9. Indie

Kraj, który najchętniej zjechałbym wzdłuż i wszerz. Po co? Żeby zobaczyć, czy naprawdę w każdym regionie Indii kuchnia wygląda tak samo. Ten kraj ma miliard mieszkańców, jego powierzchnia należy do największych na świecie, a odnoszę wrażenie, że do Europy dociera tylko ułamek bogactwa tej kuchni. Wprawdzie restauracje indyjskie, które odwiedziłem, zawsze zaskakiwały różnorodnością oraz obfitością dań w karcie, to wciąż wydaję mi się, że na to mrowie ludzi to wciąż ZA MAŁO. Ciągle tylko te samosy, chlebki naan, mięsa z pieca tandoori, curry i bardzo aromatyczne przyprawy z kurkumą i cynamonem na czele. W Indiach na pewno jedzą coś jeszcze! Tak samo jestem przekonany, że jedzą tam znacznie ostrzej niż proponują to Europejczykom – z naturalnych względów. Ciekawe jestem, czy dałbym radę tradycyjnie doprawionym potrawom. A jeśli dla Was kuchnia indyjska jest „meh”, zobaczcie koniecznie dwa filmy: „Podróż na sto stóp” i „Smak curry” – zmiana zdania gwarantowana!

2 (Kopiowanie)

8. Francja

Oglądaliście Hannibala? Ten serial z Madsem Mikkelsenem, którego trzeciego sezonu nie da się oglądać. Początki są jednak niezłe. Dr Lecter zabija, a następnie kroi i gotuje ludzi. I na kulinariach zna się doskonale. W niektórych odcinkach Hannibal przygotowywał prawdziwe arcydzieła. I część z nich rodowodem należała właśnie do kuchni francuskiej. W Polsce kojarzy się ona głównie z serami, bagietkami i wina, a nade wszystko ze ślimakami i żabami. Z niczym poza tym. A to ogromny błąd, bo Francja ma jeszcze wiele do zaoferowania, zwłaszcza jeśli mówimy tu o kuchni z najwyższej półki. Także wycieczka nad Loarę jak najbardziej, ale z wypchanym po brzegi portfelem. Bez sytych finansów, nasycę się co najwyżej arabskim kebabem.

3 (Kopiowanie)

7. Gruzja

Sam się sobie dziwię. Nigdy nie ciągnęło mnie na Kaukaz, lecz ostatnio jakoś co raz mocniej. Wbrew pozorom nie jestem najmocniej ciekaw gruzińskiego wina, a słynnych chinkali – to taki rodzaj dużych pierogów, które wizualnie przypominają nieco chińskie dim-sumy. W środku wypełnione są mięsem i… bulionem, co prowadzi do specyficznej techniki jedzenia: najpierw nadgryzamy, wypijamy zupę i wcinamy resztę. Nawiasem mówiąc, zawsze sądziłem, że pierogi to typowo polski wynalazek – okazuje się, że jakieś swoje wariacje na ich temat ma chyba połowa narodów Eurazji. Na co bym jeszcze zwrócił uwagę w Gruzji? Na pewno na chaczapuri – to placek zapiekany z serem, często ozdobiony jajkiem sadzonym, tutejsza pizza. Co jeszcze? Deserowo czurczchela, czyli orzechy laskowe na nitce w zastygłej zalewie z soku z winogron. Aż się oblizałem na samą myśl.

4 (Kopiowanie)

6. Wietnam

Jeśli zapytasz przeciętnego Polaka, z czym kojarzy mu się kuchnia wietnamska, bez wahania odpowie, że z sajgonkami. To jednak nasza, spolszczona nazwa. Wszędzie używa się oryginalnej „nem” lub anglojęzycznej „spring rolls”. To malutkie „krokiety” z papieru ryżowego nadziewane mięsem, owocami morza i/lub warzywami. Można je jeść na surowo lub wcześniej smażone na głębokim tłuszczu. Podaje je się z dipami, w wietnamskich barach w Polsce zazwyczaj jest to sos słodko-kwaśny. Sajgonki jeść uwielbiam: są tanie i smaczne. Zastanawiam się jednak, jak smakują na miejscu, w Wietnamie. W kraju, w którym popularniejsza jest jednak zupa pho – ją odkryłem względnie niedawno. I z miejsca się zakochałem. To w końcu bardzo smaczna, pożywna micha wywaru, w którym pływa sporo makaronu, trochę mięsa, dodatków i nader dużo kolendry, której intensywność można albo znienawidzić, albo wielbić ją pod niebiosa. Jest doskonała, w moim prywatnym rankingu najlepszych zup zajmuje drugie miejsce, tuż za japońskim ramenem. Tak się rozpisałem, a Wietnam na pewno skrywa jeszcze mnóstwo przysmaków (kanapki banh mi!). Cóż, trzeba chyba tam pojechać, by je poznać i spróbować.

5 (Kopiowanie)

5. Tajlandia

Z Wietnamu do Tajlandii nie jest wcale tak daleko, więc może odwiedzę oba kraje za jednym zamachem? Bardzo bym chciał. Zwłaszcza, że podobnie jak kuchnia wietnamska tajska garściami czerpie z chińskiej – wystarczy zobaczyć, na którym miejscu w tym zestawieniu są Chiny, by mieć pewność, że to bardzo dobre konotacje. Poza tym, w Tajlandii czuć też wpływ Indii – curry jest tu więcej niż modne. Główne marzenie? Zjechać kraj wzdłuż i wszerz i znaleźć tego najlepszego pad thaia. W moim prywatnym rankingu póki co wygrywa ten z Raju na Śródce, ale – z całym szacunkiem dla właścicieli – czuję, że na miejscu można zjeść przynajmniej 10 razy lepszego. Poza tym zamierzam w końcu spróbować zupę tom yum i obżerać się owocami morza przez całe dnie. A że słyszałem, że w Tajlandii jedzenie jest raczej tanie, to zamierzam jeść wszystko bez opamiętania – wrócę dwa razy grubszy!

6 (Kopiowanie)

4. Indonezja

Z kuchnią tego kraju miałem do czynienia tylko kilkukrotnie i niemal zawsze miało to miejsce w Warung Sumatrze – skromnym „barze” na poznańskim Piątkowie – gdzie za czasem mi bardzo smakowało, czasem trochę mniej. Indonezja jest naprawdę ogromnym państwem, więc domyślam się, że posiada też bardzo zróżnicowaną kuchnię – to, co jedzą na Sumatrze, może odbiegać od tego, co na co dzień wcina się na Borneo, Jawie, czy Nowej Gwinei. Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałbym zajrzeć na każdą z zamieszkałych wysp (jest ich kilkanaście tysięcy, więc trochę by to zajęło), by spróbować wszystkich tych przysmaków. Plan B zakłada, że odwiedzam tylko najważniejsze punkty Indonezji, na co dzień zajadając się satayami (to taki miejscowy odpowiednik szaszłyka), koniecznie w sosie z orzeszków ziemnych – uwielbiam go chyba równie mocno, co najlepsze wariacje nt. sosu BBQ.

7 (Kopiowanie)

3. USA

A jeśli już o nim mowa, to w tym rankingu nie mogło zabraknąć jego ojczyzny – Stanów Zjednoczonych. Wylądowałbym gdzieś na wschodnim wybrzeżu, wypożyczył auto i przejechał całe USA, zatrzymują się w każdym stanie po kolei. Miałbym problem z Alaską i Hawajami, ale jakoś bym sobie z nim poradził, wierzę. Co bym robił po drodze? Próbował lokalnych specjałów rzecz jasna. Słyszałem, że każdy ze stanów ma swoje wersję steków, burgerów, hot dogów, sandwichy, skrzydełek, żeberek i – w końcu – sosów BBQ. Sprawdziłbym to wszystko i znalazł ten jeden, najlepszy stan, w którym podają najsmaczniejsze żarcie. Zatrzymywałbym się nie tylko w tych „lepszych” knajpach, ale też w sieciowych fast foodach – USA są przecież ich Mekką i jako wielbiciel szybkiej i niezdrowej konsumpcji, popełniłbym ogromny grzech nie zajeżdżając do wszystkich z nich. Przecież nie bez przyczyny stworzyłem już listę sieci, na które czekam w Polsce. No i nie zapominajmy: USA to kraj bekonu, a największy fan chrupiących plastrów z wieprzowego boczku to ja. W Stanach czułbym się więc jak ryba w wodzie!

8 (Kopiowanie)

2. Chiny

Kolejny kraj, który chciałbym zobaczyć CAŁY, choć wiem, że jest niewyobrażalnie OGROMNY. To także ten kraj, którego kuchnia znana jest na całym świecie, ale jak nie mam, w dość spłaszczonej wersji dla ludzi z szeroko pojętego Zachodu. „Chińszczyzna” najpewniej nie ma za wiele wspólnego z tym, co serwuje się w konkretnych regionach Chin. Dania z woka, z ryżem, z makaronem, wszelkiej maści dim-sumy z pierożkami na czele, te wszystkie sosy (słodko-kwaśny love forever), kurczak w cieście, wołowina, wieprzowina, owoce morza… Tego jest taki ogrom, a to tylko na podstawie tego, co jest mi znane – osobie, która nigdy nie wyjechała dalej niż na wakacje do Tunezji. Co tam się musi dziać na miejscu! Koniecznie muszę się wybrać, ale nie po to, by siedzieć na swoich czterech literach w jednej aglomeracji, a ruszyć w tour po całych Chinach smakując tego, co najlepsze! A, i o Tybet też bym zahaczył – tam też jedzą przecież.

9 (Kopiowanie)

1. Japonia

Daleki jestem od fascynacji Krajem Kwitnącej Wiśni (jak ja nie lubię tego zwrotu), mangą, bycia kawaii i tak dalej – totalnie nie mój klimat. Długo też wzbraniałem się przed japońską szamą – przecież jeszcze kilka lat temu nienawidziłem sushi. Jak już je polubiłem, to dalej Japonia mnie kulinarnie nie pociągała – ot, sushi, zielona herbata i to wszystko. Ale później poznałem ramen – kultową japońską zupę na każdą okazję, zacząłem też oglądać relację Krzysztofa Gonciarza ze swojego wyjazdu do Tokio, w której spory nacisk położył na zaprezentowanie japońskiego jedzenia. Dowiedziałem się o istnieniu wołowiny Kobe, o kakuni, o takoyaki, o onigiri, o yakitori i o tych wszystkich cudownych sposobach na konsumpcję mięs, ryb i owoców morza. Doszedłem do wniosku, że spośród wszystkich kuchni orientalnych, kuchnia japońska jest najbliższa francuskiej. Tutaj także jedzenie jest nie tylko przyjemnością, ale i sztuką – taką na najwyższym poziomie, gdzie każdy składnik jest istotny i mocno wpływa na odbiór całości. Właśnie dlatego Japonia jest na pierwszym miejscu tego zestawienia. Totalnie nie interesuje mnie sam kraj i jego kultura, ale kuchnia? Śmiem twierdzić, że jest najlepsza.

10 (Kopiowanie)

To tylko moja lista. Każdy z Was na pewno ma własną. Dajcie znać, która kuchnia Was najbardziej kręci. Coś z tej listy? Może jednak Włochy? A może kuchnia kraju, o którym nawet nie wspomniałem? Piszcie w komentarzach!

  • Owca von Kotaszka

    Polecam włączyć do listy Maroko. Mnogość smaków i połączeń smakowych zaskakuje. Niestety w Polsce nie dają rady tak gotować (chociaż Maghreb w Warszawie całkiem daje rade).

    PS. Sosek z winogron wygrywa cały tekst 😀

    • Dzięki za wskazanie literówki!

      Kuchni marokańskiej nigdy nie dane było mi spróbować. Może kiedyś się uda. 🙂

  • mikolaj

    Fajny artykuł 🙂 Mogę się na pewno zgodzić w przypadku Gruzji, Wietnamu, Indonezji, Chin i USA. Chociaż ze swojej strony ciężko byłoby mi wytypować konkretne państwa, dużo bardziej wolałbym podróżować po małych, trochę odizolowanych miejscach, które wykształciły swoje własne zwyczaje kulinarne, tam moim zdaniem ukryta jest paleta smaków ! W tym roku byłem np. na Azorach i próbowałem ichniej regionalnej kuchni (oparta na wołowinie -ponoć najlepsza w europie i owocach) – Stek wołowy z sosem z marakuji (na bardzo słodko !) rozsadził totalnie wszystkie moje kubki smakowe i do dzisiaj nie mogę się pozbierać po tym jakie to było dobre 😛

    Tak więc ja stawiam nie na konkretny kraj, a na totalną lokalność ! 🙂 A jak pomyślę co takie wysepki Indonezji, Oceanii, Mikronezji/Polinezji, Seszele itp mają do zaoferowania to ciężko mi w miejscu usiedzieć 🙂

    • To mi narobiłeś smaka wołowiną na Azorach! Gdzie oni na tych małych wyspach krowy hodują? 😛

      • mikolaj

        Odpowiedź brzmi : wszędzie ! Mam nawet zdjęcia jak przeganiają krowy z jednego pastwiska na drugie autostradą 🙂 Krowy żyją tam bezstresowo, wcinają zieloną trawę i zadowalają później podniebienia 😀 Ale naprawdę takie małe, odizolowane miejsca mogą zmienić postrzeganie kulinariów 🙂

  • Kasia

    W czasie wakacji byłam w Hiszpanii i chętnie wróciłabym tam, żeby obżerać się paellą (przed wyjazdem szukałam w Internecie najlepszych, najciekawszych miejsc z jedzeniem i niestety nie udało mi się wszystkich odwiedzić :()
    Zgadzam się w sumie z całą listą, bo chciałabym zwiedzić caaaały świat i spróbować jak najwięcej różnych potraw 🙂

    • O tak, paella to przepyszne danie! Jak mi o niej przypomniałaś, to aż zechciałem umieścić Hiszpanię na 11. miejscu. 🙂

  • Kuchni wietnamskiej się trochę obawiam. Jestem dość wybredna jeśli chodzi o kawałki zwierząt, które zjadam (nie tykam podrobów, szyjek, łapek, ozorków i tym podobnych rzeczy, nawet z obgryzaniem kości mam problem), a w Wietnamie z kolei wykorzystują absolutnie wszystko. W jednym z programów kulinarnych widziałam, że z jednego węża potrafią przygotować co najmniej 6 „dań”, w tym jedno to szkielet smażony na głębokim tłuszczu, a drugie to woreczek żółciowy w szocie wódki… Pozostałe kuchnie również mnie fascynują, ale dorzuciłabym do tej listy Bułgarię i Maroko 🙂

    • Tym bardziej wietnamska jest w to mi graj! Ileż emocji przy jedzeniu. 😀

  • Kuchnia chińska <3

    Polecam 😉

  • Naprawdę życzę Ci kulinarnej podróży do Japonii! ich jedzenie jest naprawdę fantastyczne i różnorodne!

  • Zjadłabym wszystko!!!! 🙂

  • Jest Gruzja a nie ma Grecji ? Albo autor zapomniał, albo nie zna się na dobrym jedzeniu!!

    • Zamiast zachęcić mnie do greckiej kuchni, starasz się mnie obrazić. Słabo to świadczy o Bella Mare Corfu. 😉

      • Nie w żadnym wypadku nie staram się nikogo obrazić , po prostu się zdziwiłam dlaczego ?, gruzińska kuchnia taka sobie , a grecka mniami , zobacz na moim blogu na ‚Taste’ mam tam tam parę przykładów kuchni greckiej , gorąco zachęcam i pozdrawiam .( fajny blog !!!)

  • Paulina Czarnecka

    spróbuj kiedyś Serbskiej Pljeskavicy 🙂

  • Byłam we Francji, Gruzji, Tajlandii i Argentynie. Ten ostatni kraj oczarował mnie najbardziej – codziennie przez 10 dni zjadłam 400g steka i wypijałam butelkę wina 375ml – dobrze, że nie byłam tam dłużej bo moj żołądek mógłby tego nie wytrzymać 😀
    Kulinarnie wróciłabym na pewno do Singapuru, Hiszpanii i Etiopii (za injerę – jedno z moich top dań z podróży 🙂 )