Wyszukiwarka

4 mity i 1 fakt o czekoladzie

CZEKO

Dzisiaj, 12 kwietnia, przypada Dzień Czekolady. To idealna data, by rozprawić się z nieprawdziwymi frazesami na jej temat.

Wpis powstał we współpracy ze sklepem Smakowe Inspiracje.

MIT: „Mleczna czekolada to nie czekolada”

Tak mówią „czekoladowi faszyści”, przybierając pozę znawców i osób, które na gorzkiej jak piołun czekoladzie zjadły zęby. Oczywiście wszystko to bzdura, mająca budować wśród odbiorców komunikatu aurę wielkiego autorytetu. Mleczna to czekolada to – jak sama nazwa wskazuje – najprawdziwsza czekolada. Tyle że sięgamy po nią w innych okolicznościach i chcąc zaspokoić inne potrzeby niż w przypadku czekolady gorzkiej. Mleczna czekolada to synonim słodyczy, uwielbiają ją przede wszystkim dzieci i nie ma w tym nic złego. Sam bardzo lubię po nią sięgać, o ile oczywiście nie jest wyrobem czekoladopodobnym – są oczywiście różne dyrektywy, które określają minimalną procentową zawartość kakao, ale głównie chodzi o to, by tabliczka smakowała jak mleczna czekolada, a nie jak coś obrzydliwego.

MIT: „Biała czekolada to podróbka, bo nie zawiera kakao”

Nieprawdą jest, że białą czekoladę produkuje się tylko z cukru, mleka i tłuszczu dziwnego pochodzenia. Najlepsze tabliczki na rynku zawierają do trzydziestu kilku procent masła kakaowego, ale nie dodaje się do nich sproszkowanych ziaren kakaowca. Stąd inny kolor i smak, dla wielu rzeczywiście zbyt słodki. Ale czy to powód, by odbierać jej miano czekolady, zrównując ją z wyrobami czekoladopodobnymi? Nie sądzę.

MIT: „Im więcej procent kakao, tym lepiej”

Istnieje mylne przeświadczenie, że jeśli czekolada ma na etykiecie wysoką procentową zawartość kakao, to będzie ona smaczniejsza i „prawdziwsza”. Idąc tym tokiem rozumowania, można powiedzieć, że spirytus to najszlachetniejszy napój alkoholowy, bo ma największy woltaż. Raczej chodzi o zachowanie odpowiedniego balansu w składzie czekolady – o proporcje między sproszkowanymi ziarnami kakaowca, masłem kakaowym i ew. innymi składnikami, coś w stylu złotego środka. Drugą, niesłychanie ważną rzeczą, o której często się zapomina, jest jakość „budulca”, z którego powstaje czekolada – gdzie i w jakich warunkach rośnie kakaowiec? Skoro pochodzenie składników może być ważne w przypadku kawy, to nic dziwnego, że tak samo jest też w przypadku czekolady. Od razu jednak podpowiem, że nie ma „doskonałego” pochodzenia kakaowca, z którego ziaren powstanie absolutnie najlepsza czekolada.

MIT: „Nie lubię gorzkiej czekolady, bo jest gorzka”

Z zasady nie lubimy gorzkich smaków, chyba że to goryczka w piwie lub mocnym alkoholu. Z racji tego raczej nie przepadamy za gorzką czekoladą – korzystamy z niej przy pieczeniu i wyjmujemy ją z szafki wtedy, gdy chcemy dać znać swoim gościom, że pora już się zbierać. Nie twierdzę, że to coś złego, gdy gorzka czekolada komuś smakuje, ale uogólniając stosunek do niej jest mało przychylny. Co jednak powiecie na to, że gorzka czekolada wcale nie musi gorzko smakować? Że może zaskakiwać nas nieoczywistą słodyczą czy kwaśnymi, lekko owocowymi smakami? Jest tylko jeden warunek: musi być ona wysokiej jakości.

FAKT: „Ważne jest to, jak jesz czekoladę”

Nie je się całej tabliczki gorzkiej czekolady na raz i nie wsuwa jej się jak batona. Polecam ułamać sobie jedną kostkę, potem przełamać ją na pół, a tę połówkę rozdrobnić zębami na jeszcze mniejsze kawałeczki. Następnie delikatnie rozpuszczać ją na podniebieniu. Jeśli czekolada jest wysokiej klasy, początkowy gorzki smak powinny zastąpić inne, często bardzo zaskakujące.

[column]Screenshot_2016-03-11-12-42-13-2[/column][column]Screenshot_2016-03-11-18-24-17-2[/column]

Tę technikę sprawdzałem na różnych czekoladach. W przypadku tych tanich, marketowych nie czułem nic poza czekoladową goryczką. Wpadły mi jednak w ręce tabliczki Original Beans – to jedna z najbardziej cenionych, luksusowych marek czekolad na świecie, polecanych przez kucharzy z restauracji uhonorowanych gwiazdkami Michelin. Brzmi bardzo premium i bardzo górnolotnie, co na mnie samo w sobie raczej nie działa. Produkt musi się jakoś obronić – czekoladzie Original Beans to się udało, poszerzając moje doznania smakowe na nowe horyzonty.

[column]Screenshot_2016-03-11-18-27-26-2[/column][column]Screenshot_2016-03-11-20-05-00-2[/column]

Bajer polega bowiem na tym, że pod marką Original Beans kryje się osiem różnych tabliczek – 5 gorzkich, 2 mleczne i 1 biała – z różnych odmian kakaowca, z różnych krajów i z różnym procentowym udziałem kakao. O ile czekolady mleczne i biała są po prostu doskonale wykwintne, o tyle gorzkie potwierdzają wszystko to, co powiedziałem do tej pory. To nie procentowa zawartość kakao jest istotna, a to gdzie i w jakich warunkach rośnie kakaowiec. Dla przykładu czekolada Cru Virunga (70% kakao) z nasion rosnących wokół Parku Narodowego Virunga we wschodnim Kongo zaskakuje kwaśno-cytrusowym posmakiem, z kolei w Piura Porcelana z Peru (75% kakao) wyczuwam… malinki. Do tych nut smakowych nie dotarłbym, nie delektując się małymi ilościami czekolady, wolno rozpuszczanych na moim podniebieniu.

[column]Screenshot_2016-03-11-20-01-02-2[/column][column]Screenshot_2016-03-11-19-50-20-2[/column]

Konkurs

Z okazji Dnia Czekolady wraz ze sklepem Smakowe Inspiracje mam dla Was konkurs, w którym do wygrania jest pakiet 8 tabliczek czekolady Original Beans.

Jedyne, co musicie zrobić, to napisać w komentarzach 1 mit lub 1 fakt związany z czekoladą. Mleczną, gorzką, białą, wykwintną, czy tanią – obojętnie. Najciekawszy mit lub fakt zostanie nagrodzony.

W komentarzu KONIECZNIE podajcie swój adres e-mail – na niego wyślę informację o ew. wygranej. Macie czas do piątku, 15 kwietnia, do godz 18.00.

Zwycięzca konkursu

Jest nim autor poniższego komentarza;

konkurs1

I jeszcze coś

Do końca miesiąca wszyscy czytelnicy Wygrywam z Anoreksją otrzymują zniżkę 10% na zakupy w sklepie Smakowe Inspiracje. Wystarczy, że przy składaniu zamówienia wpiszecie w odpowiednią rubrykę kod: WYGRYWAMZANOREKSJA.