Wyszukiwarka

7 grzechów głównych burgerowni

Ostateczne rozwiązanie kwestii burgerowej.

Po przygotowaniu i opublikowaniu rankingu najlepszych burgerowni w Poznaniu mam dość burgerów na przynajmniej pół roku. Wyróżniona ósemka dała mi radość, ale przynajmniej drugie tyle knajp dostarczyło mi zgrzytania zębami. Część negatywnych emocji wyładowałem w szeroko komentowanym tekście „Kebabizacja burgerowni„, dziś dokończam dzieła, wskazując 7 największych wad lokali specjalizujących się w wołowinie w bułce.

Zobacz ranking najlepszych burgerów w Poznaniu i subskrybuj kanał

1. Wszystko robimy sami, choć nie potrafimy.

Istnieje fałszywe przekonanie zakładające, że jeśli knajpa przygotowuje coś sama, od podstaw, to na pewno jest lepsza od tej, która korzysta z gotowców. To okropna bzdura porównywalna do tej, że jeśli włoską knajpę prowadzi Włoch, a wietnamską Wietnamczyk, to na 100% warto do niej iść. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale żeby wyszło coś smacznego, to przygotowując to samemu, nie wystarczą dobre chęci, a niezbędne okazują się umiejętności. W przypadku burgerowni często wychodzi na to, że samodzielnie upieczona bułka psuje smak całej kanapki, a samodzielnie przyszykowany sos BBQ nijak ma się do sosu BBQ i prędzej pasowałaby do niego nazwa „pomidorowa słodycz”. W idealnym świecie kucharze w knajpach wszystko powinni robić sami od podstaw, ale czasem lepiej postawić na sprawdzony gotowiec niż przygotowywać coś, co od takiego gotowca jest kilkukrotnie gorsze. Mówiąc krócej, nie dajcie się omamić hasłom typu „My wszystko robimy sami”, bo nigdy nie jest to wyznacznik jakości.

2. Niczego nie robimy sami.

Nie popadajmy w skrajności. Korzystanie z gotowców to może nic złego, ale jeśli burgerownia w 100% się na nich opiera, to nie widzę większych różnic między nią a sieciowym fast foodem. Biorąc pod uwagę mocno rozwijający się rynek gastronomiczny w Polsce, oczekuję jednak nieco więcej zaangażowania.

3. Najlepsze na świecie są chrupiące bułki.

To jest absolutna plaga wśród burgerowni, która dotyczy, tak na oko, przynajmniej połowy z nich. Ktoś kiedyś sobie ubzdurał, że najlepsze do burgera są chrupiące bułki, więc obie połówki są wrzucane na grilla i trzymane na nim zdecydowanie za długo. Efekt jest taki, że czasem trudno wziąć w łapy hambugsa, bo parzy w ręce, a pieczywo jest suche i rani podniebienie. Więcej o bardzo ważnej, często traktowanej po macoszemu roli bułek w burgerach pisałem w osobnym artykule.

screenshot_2016-09-14-18-24-17-03

4. Tylko u nas 100% wołowiny.

90% burgerowni reklamuje się w ten sposób. Jakby to cokolwiek znaczyło. W sieciowych fast foodach też jest 100% wołowiny i co z tego? Smakuje przecież strasznie. Procentowa zawartość wołowiny w wołowinie mało mówi o jej jakości (okej, gdyby to było 50%, to wtedy tak), o umiejętnościach kucharza, o jej przyprawieniu i w końcu o jej smaku. Głupie hasło reklamowe, za którym nic nie stoi. Wołowina wołowinie nierówna, warto to zapamiętać.

5. Mamy te same kompozycje, co każda inna burgerownia.

W prawie każdej burgerowni zjecie te same burgery. Klasyka, wersję z bekonem i sosem BBQ, serowego, góralskiego, z meksykańskim/włoskim/greckim twistem i na koniec mój ulubieniec, czyli „ale my jesteśmy oryginalni i nieszablonowi” z owocem. Brakuje burgerowni, które mają swój własny styl i unikalne kompozycje. Wszędzie ta sama śpiewka i te same smaki. Wszystko na jedno kopyto, kreatywność gdzieś zaginęła. Wielka szkoda.

6. Jak wysmażyć mięso? Nie musisz odpowiadać. I tak zrobimy to źle.

Fajnie, kiedy w burgerowni pytają mnie, jak wysmażyć mięso. Uważam, że nie muszę o tym pamiętać, składając zamówienie i to w interesie danej knajpy jest, żeby klient wyszedł z niej zadowolony. Jeśli nie pytają, to oczekuje, że mój ulubiony stopień wysmażenia mięsa wyczytają mi z oczu – tak było np. w Moaburger, w którym nigdy mnie nie zawiedli. Gorzej jest wtedy, gdy pytają, ja mówię „średnio” i dostaję burgera mocno wysmażonego, co się niestety zdarza nagminnie. Czasem wynika to wprawdzie z dużego zamieszania w lokalu, ale często jest to zwyczajne niedouczenie pracowników. A już wysmażenie wołowiny na kamień, to prawdziwa zbrodnia.

screenshot_2016-09-11-16-28-32-01

7. I właśnie dlatego jesteśmy najlepsi.

Wydaję mi się, że właściciele i klienci burgerowni są bardzo pewni siebie i swoich upodobań, a przy tym wyrażają swoje opinie w dość agresywny sposób, nie przyjmując na klatę krytyki. Po opublikowaniu przeze mnie rankingu najlepszych burgerów w Poznaniu przyatakowali mnie internetowo m.in. fani Beef Burgera czy Świętej Krowy – burgerowni, o których nie mam najlepszego zdania. Zaobserwowałem ciekawe zjawisko, gdyż ich wypowiedzi w swojej formie przypominały wypowiedzi części kibiców klubów piłkarskich, którzy chcą udowodnić wyższość jednego zespołu nad drugim. Zero przekonujących argumentów, zapatrzenie w swoją ulubioną burgerownię i momentami dość agresywny język. A wszystko to w imię wołowiny w bułce. Nie chodzi o to, że komuś smakuje coś innego i o tym powie, tylko o słownictwo, z którego wręcz wylewa się agresja. Wyluzujcie, ludzie…

A Was co irytuje w burgerowniach? Piszcie w komentarzach!

  • monika

    Mnie najbardziej wkurza nadmiar, wręcz potop sosu. O zgrozo! Czasami jest tak, że nie czujesz nic poza spływającym po japie sosie. W ogóle nie czuć mięska 🙁 Chyba, że to specjalne zabiegi knajp na tzw „mięsko drugiej świeżości” 😛

    • Gdybym miał dodać ósmy grzech to byłyby właśnie złe proporcje – czasem sosu jest za dużo, czasem za mało. 🙂

      • monika

        I nie wiadomo co grosze ;p

        • Dehumanus

          Sosu nigdy za wiele, tym bardziej przy suchym mięsie.

  • Baśka Stróżyk

    Ja sie wczoraj nacielam na Święta Krowe o której niegdys dużo dobrego słyszałam. Mięso było twarde, suche i przepieprzone :/ jedyny plus dla sosu BBQ ale mięso tragedia 🙁

    • Ja się zastanawiam czy ta krowa się tak zepsula czy po prostu wczesniej byly trzy burgerownie w Poznaniu i na tle tamtego rynku buregerów wypadali spoko.

      • No właśnie mięso w Krowie to największa bolączka…

        • Jachuu

          Nie tylko mieso – naciąłem się już przy pierwszej wizycie – z 3-4 lata temu i od tego czasu wracałem parokrotnie bo „a może to tylko zły dzień” – nigdy się nie zrehabilitowali. Ale do meritum – burger na ostro (nie wiem, czy nadal jest w ofercie) miał w sobie coś w stylu sałatki/kapusty. jak mi jej naładowali do buły to wszystko zrobiło się mokre od wody w której leżały warzywa. nic przyjemnego… Szczególnie jak wycieka na spodnie/do koszyczka…

          Druga sprawa to jak piszesz mięso – jest strasznie źle przyprawione…

          A trzecia, nie wiem jak teraz, ale w przeszłości kompozycje nie były najlepiej zbalansowane – pieprzowość mięsa dominowała a dodatków nie było za bardzo czuc…

      • Marek Szpak

        Nie, tam zawsze było źle 😉

      • Marta Tulinska

        Mnie tam poczęstowano zimnym mięsem, a za drugim razem nieobsłużono, chociaż było jeszcze pół godziny do zamknięcia lokalu i nikt nie wyjaśnił dlaczego, tylko było „nie, bo nie”, zgroza.

  • W Szanghaju jest sieć z hot dogami, która ma swietne kompozycje. Jest hot dog koreański, hot dog japonski, hot dog syczuański i hot dog o smaku kaczki po pekińsku. Gdyby tylko gdzies byly takie burgery :c

  • Ina

    A mnie wkurza wręcz niewyobrażalnie pakowanie do wszystkiego czerwonej cebuli. Ja wiem, ma taki ładny kolorek, jest modna i w ogóle, ale ja na ten przykład jej nie znoszę. A chyba tylko raz czy dwa udało mi się „wymienić” czerwoną cebulę na białą. Tak muszę brać burgera bez tego dodatku, a często przez to spada jego cała kompozycja smakowa. Pominę już fakt, że często moje pytanie o taką możliwość jest traktowane przez załogi burgerowni „ja pieprze kobieto czego ty od nas chcesz dziwolągu” i to w na tyle dostrzegalny sposób, że wychodzę z takiego lokalu i już nie wracam.

  • Maciej Wnuk

    Przez te sztywne buły mięso smakuje krwią. Z podniebienia.

  • borys

    jesteś moim gastrycznym bratem.

  • Marek Szpak

    2. Niczego nie robimy sami.

    Serio są jakieś burgerownie w Poznaniu, które chwalą się nie robieniem czegoś samemu?

  • Jo Gi

    Polecam Mad Mick w Katowicach. Z sosem nie macie problemu ponieważ w bułce wogole ich nie ma. Dostajesz sześciopak różnych sosów i sam sobie wybierasz kompozycję. 3 stopnie wysmażenia i nie jest to po to żebyś sobie powiedział, a i tak dostaniesz tak jak się akurat wysmaży. Polecam również Burger House w Zielonej Górze. Może nie ma takiej swobody wyboru sosów, ale te burgery usyłają białą drogę wprost do Boga (no przynajmniej kiedy byłem tam ostatnio czyli rok temu). W Poznaniu niestety nie jadłem niczego na mieście. Teraz przynajmniej wiem gdzie nie iść 🙂 Dla tych co nie lubią wołowiny polecam spróbować mięso typu pulled pork. Jest to świetna alternatywa dla klasycznych burgerów. Polecam knajpę Bułkęs również w Katowicach. Mięsko ma postać szarpanej wieprzowiny. Jest miękkie soczyste i pyszne a reszta składników jest fenomenalna i idealnie podkreśla smak świnki.

  • Aleksander K.

    Z przykrością jest czytać jak uważasz że ludzie wypowiadający swoje opinie „w dość agresywny sposób, nie przyjmując na klatę krytyki”. Ostatnim akapitem dowodzisz, że sam takowej krytyki nie przyjmujesz tzw. Hipokryzja. Nieprofesjonalne jest to co zrobiłeś ale być może to ja jestem na tyle „agresywny” by komentować dane sprawy w taki a nie inny sposób. Pozdrawiam i życzę większej pokory do osób Ciebie obserwujących bo oni Cię za coś polubili szkoda by było to zaprzepaścić.

    • Czym innym jest komentarz „uważam inaczej, bo burgerownia XYZ jest naprawdę dobra, gdyż…”, a czym innym „chyba śmieszny jesteś, że nie ma burgerowni XYZ” lub „chyba burgerownie płacą Ci za obecność w tym rankingu”.

      To jest agresywny sposób, nie Twój komentarz. 😉

  • Artur Karpiński

    A ja z kolei nienawidzę miękkich bułek w burgerach. Najlepsze buły były w ś.p. Molly`s Grill (tam gdzie obecnie jest Fajna Ukrajna), bo były to chrupiące ciabatty 🙂

  • Maciej Blackstar Lisiak

    Ostatnimi czasy tyle burgerowni się zepsuło, że chadzam już tylko do Ministerstwa Browaru, bo nigdy mnie nie zawiedli, mają opcję wegetariańską, więc mogę tam zabierać dziewczynę, a i dobre piwo mogę sobie do burgera wybrać. Mój osobisty numer 1. Faktycznie irytujące są sztywne, gorące i chrupiące buły, faktycznie irytujące jest 100% wołowiny i w wielu miejscach nawet nie uzyskałem odpowiedzi z jakiej części krowy jest ta wołowina, no i wysmażenie burgera,to często dowcip w wielu miejscach. Dorzuciłbym jeszcze mały wybór lub kompletny brak napojów do burgera i nie mówię tu o piwie a o dobraniu sobie czegoś innego by go popić.

  • zlotma

    Podawania burgerów w dziwnych koszyczkach, małych miseczkach, wysokich pudełkach – we wszystkim co sprawia, że dostanie się do niego widelcem i nożem (a nie każdy burger da się od razu wziąć w ręce) to prawdziwa gimnastyka. Jeśli krojąc burgera, czuję się jak T-Rex albo zajączek wielkanocny, bo trzeba się do niego przedostawać od góry – to może być mega smaczny, a i tak wyjdę średnio zadowolona.
    W zasadzie ta zasada dotyczy też zupełnie tępych noży! Zgroza 😉

  • Anna Guzik

    Stopień wysmazenia to jest po prostu masakra. W jednej z poznańskich burgerowi zapytałam czy mogę sobie wybrać stopień wysmazenia. Usłyszałam „az tak to nie hehe moge powiedzieć kucharzowi zeby szybciej sciagnal mięso”… Wkurza mnie też zbyt wymyślne kombinowanie i w efekcie spieprzenie całego smaku mieska 🙁