Wyszukiwarka

Co będziemy jedli w 2018 roku?

Najważniejsze kulinarne trendy tego roku.

Ja wiem, jest już połowa lutego, a taki tekst powinien być opublikowany nie później niż na początku stycznia. Kajam się, tak jakoś wyszło, ale tego tematu nie odpuszczę. Zwłaszcza, że zostało nam jeszcze ponad 10 miesięcy 2018 roku. Co w ciągu tych ponad 300 dni będziemy jedli?

Zobacz video podsumowanie i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

1. Azja, wszędzie Azja!

Kuchnia azjatycku jest w natarciu już od kilku lat i nic nie wskazuje na to, żeby trend ten zaczął zanikać. Ba, wręcz przeciwnie – wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że przeszedł on do kolejnej fazy – fazy wyjścia poza duże miasta, które pod względem gastronomii zazwyczaj przędą najlepiej – i nabierze on jeszcze mocniejszego rozpędu. Jak tak dalej pójdzie, to wszyscy Polacy nauczą się jeść pałeczkami.

2. Ale nie tylko ramen i pho.

Drugi trend wynika z pierwszego. Jesteśmy zafascynowani kuchnią chińską, wietnamską, tajską czy japońską – kochamy ramen, nie wyobrażamy sobie miesiąca bez zupy pho, a pad thai to dla nas coś więcej niż kolejne „kluski po azjatycku”. Ta fascynacja prowadzi więc do dalszych poszukiwań i odpowiedzią na nie będzie popularyzacja kuchni indonezyjskiej, malajskiej czy kambodżańskiej. Mówiąc inaczej, w 2018 nie tylko będziemy jeść więcej po azjatycku, ale też szerzej, odkrywając nowe i wcześniej niezbadane smaki.

3. Kebaby wrócą do łask.

Mam wrażenie, że kebaby wśród foodies stały się trochę synonimem kulinarnego obciachu. Kebsa można zjeść już w każdej większej czy mniejszej mieścinie, ale znalezienie tego faktycznie dobrego graniczy z cudem. Sam jedzenia donerów czy durumów obciachem bym nie nazwał, ale zgodzę się z tym, że kebab w Polsce to często bardzo niska jakość oraz po prostu podłe żarcie. Coś się jednak w temacie zaczyna zmieniać i wydaję mi się, że jesteśmy u progu kebabowej rewolucji, podobnej do tej, która kilka dobrych lat temu zmieniła rynek burgerowni. Lepsze mięso, lepsze dodatki, lepsze buły, po prostu lepsze kebaby – to wszystko czeka nas w 2018 roku.

4. Rozkwit dobrej kuchni polskiej.

Lubimy polskie jedzenie, ale często nie mamy gdzie go zjeść na mieście. Bo bary mleczne nie zawsze grzeszą jakością, a pomysły szefów kuchni to nie bajka dla każdego. Szukamy pierogów równie smacznych, co te lepione przez nasze babcie i schabowych równie dobrych, co te klepane w niedzielę przez nasze mamy, a przy tym coraz mniej chce nam się gotować w domu. Zapotrzebowanie jest i pierwsze odpowiedzi na nie już się pojawiają na polskich ulicach. W tym roku przewiduję wysyp knajp z tradycyjnym i jakościowym polskim jedzeniem.

5. Kanapki, zwłaszcza z pastrami.

Boom na burgery się skończył, choć oczywiście wciąż je chętnie pochłaniamy w hurtowych ilościach. To się nie zmieni, jednak otwieranie nowych lokali z burgerami wydaje się być ryzykowne, zwłaszcza w dużych miastach, które bułami z kotletami z mielonej wołowiny już się chyba nasyciły. Co innego pozostałe kanapki. Te z pulled porkiem wprawdzie już okrzepły i nie są tak zaskakujące jak jeszcze dwa lata temu, ale na rynku coraz mocniej rozpychają się sandwiche z pastrami – raz lepszym, raz gorszym, ale krok po kroku zdobywającym serca polskich kanapkożerców. Pastrami pod koniec tego roku będzie wszędzie, gwarantuje Wam to!

6. Piwa rzemieślnicze nie tylko w multitapach.

W zeszłym roku mówiłem to samo – piwa kraftowe przestaną być domeną tylko i wyłącznie multitapów, ale trafią też do wszelkiej maści knajp i restauracji. Rzeczywiście, w 2017 roku piwa rzemieślnicze pojawiały się w kolejnych jedzeniowych miejscówkach i w 2018 to się raczej nie odmieni. Ba, wręcz jeszcze mocniej przyspieszy. Bardzo mnie to cieszy – tak jak da się dobrać wino do potrawy, tak da się to zrobić również z piwem i chciałbym, aby taki food pairing był normą w polskich knajpach.

7. Sieciówki wciąż będą się miały dobrze.

Nie zanosi się na to, aby największe sieci fast foodowe były w odwrocie. Wciąż sobie one świetnie radzą, a kilka nowych pojawiło się w zeszłym roku na polskim rynku. Część się pewnie utrzyma i dalej rozwinie, część zawinie się z podkulonym ogonem, ale sieciówki na pewno z naszego gastronomicznego krajobrazu nie znikną. Warto też wspomnieć o rozwijających się rodzimych i znacznie mniej fast foodowych sieciach, chociażby Shrimp House i Pasibusie, które z miesiąca na miesiąc podbijają kolejne miasta, nie obniżając przy tym poziomu. Bardzo to szanuję.

8. A kolejka do Manekina dalej będzie stać.

Nie słabnąca popularność tej sieci to prawdziwy fenomen. W wielu miastach wciąż przed Manekinem stoi kolejka. Nie byłem tam od lat, już nawet nie pamiętam, co tam jadłem – chyba muszę odstać swoje w kolejce, by ogarnąć, o co cały ten ambaras. Czemu jedni wielbią, czemu inni nienawidzą i czy faktycznie jest za czym czekać.

9. Kuchnia ukraińska – jak nie wystrzeli teraz, to kiedy?

Jeśli ktoś w ostatnim czasie nie zauważył zwiększającej się z miesiąca na miesiąc liczby obywateli Ukrainy pracującej lub nawet osiedlającej się w Polsce, to chyba siedzi w domu odcięty od świata albo przynajmniej nie dostrzega nic ponad czubek swoich butów. Każdy napływ imigrantów oznacza, że coś ci imigranci muszą jeść, a najchętniej jedliby swoje, znane im od lat smaki. W prostej linii prowadzi to do powstawania knajp z rodzimą kuchnią, w tym wypadku ukraińską. Już w 2017 roku trochę takich miejsc się pojawiło, w 2018 będzie ich jeszcze więcej.

10. Śniadania na mieście – coraz popularniejsze.

Coraz chętniej jemy na mieście – to więcej niż pewne. Polska gastronomia od paru lat przeżywa niezły boom i trudno ten fakt w jakikolwiek sposób podważyć. Co więcej, coraz chętniej jemy też na mieście śniadania – zarówno w weekendy, jak i w tygodniu. Jasne, wciąż nie są one popularne jak np. lunche, ale Wasze częste zapytania o to, gdzie warto zjeść poranny posiłek wskazują, że faktycznie lubicie jeść śniadania w knajpach. Wciąż w pewnych kręgach wydaje się to niezłą ekstrawagancją, wciąż wiele osób nie potrafi pojąć, jak można wydać dwadzieścia kilka złotych za sycące i bardzo smaczne śniadanie z kawą lub herbatą, ale to myślenie powoli się zmienia i 2018 rok tylko to potwierdzi.

To moje przewidywania, moje proroctwa. A Wy, jakich trendów kulinarnych spodziewacie się w tym roku? Z chęcią podyskutuję w komentarzach.

Nie chcesz przegapić kolejnych artykułów, zestawień i recenzji i być informowany o nich w pierwszej kolejności? Zapisz się na Żarłoczną Listę. Zapisy poniżej: