Wyszukiwarka

Dlaczego już nie wygrywam z anoreksją?

Tak, zmieniłem nazwę bloga.

Dlaczego już nie wygrywam z anoreksją?

Bo to była zwyczajnie głupia nazwa.

Powstała, kiedy miałem 18 lat w czasie pijackiego wyjazdu do Międzyzdrojów, zainspirowana koszulką z typowego, nadmorskiego straganu. Można było na nim kupić równie śmieszne t-shirty z nadrukami w stylu: „Piwo to moje paliwo”, „Po co chodzić, jak można latać”, „Pie*olę, nie robię” i tak dalej. Jednym słowem: humor najwyższych lotów. „Wygrywam z Anoreksją” to niestety ta sama kategoria.

Im człowiek młodszy, tym człowiek głupszy, więc nazwa została i tak się złożyło, że zrobiła karierę w internecie. Na tle blogów o podobnej tematyce na pewno się wyróżniała i w jakiś sposób przyciągała – jednych bawiła, innych intrygowała, a jeszcze innych oburzała.

Po wielu latach mogę powiedzieć, że to oburzenie było słuszne. Kiedy miałem lat 18, nie uważałem anoreksji za chorobę. Jak już wspomniałem, byłem młody i głupi. Dopiero po jakimś czasie (wyrażanym w latach) doszło do mnie, że tutaj nie ma nic do uważania, bo nie ja o tym decyduję, co jest chorobą, a co nie. Anoreksja jest chorobą psychiczną, na którą cierpi sporo osób (wbrew pozorom nie tylko dziewczyn i kobiet), która może prowadzić do śmierci i która – delikatnie mówiąc – nie jest za fajna i nikomu jej nie życzę.

Wszystko byłoby okej, gdyby za tą nazwą stało nie tylko wpieprzanie dużych ilości jedzenia, ale także historia mojej walki z anoreksją. Wtedy mógłbym opowiedzieć o tym, jak wychodziłem z tej choroby, jak sobie poradziłem, co mi pomogło. Sęk w tym, że ja nigdy anoreksji nie miałem. To od samego początku był głupi żart.

Równie dobrze mógłbym założyć serwis ze śmiesznymi filmikami i nazwać go „Wygrywam z Depresją”. Albo coś, co moim zdaniem jest żenujące, nazywać określeniem „rak”. Albo, nie wiem, śmiać się z tego, że ktoś w wypadku drogowym stracił dwie nogi. Albo że ktoś zaraził się wirusem HIV, boreliozą czy mononukleozą. Dostał udaru, zawału, złamał nogę. Strasznie to moim zdaniem słabe.

To pierwszy, najważniejszy powód. Drugi, połączony z poprzednim, jest mniej istotny i bardziej egoistyczny. Przestałem identyfikować się z frazą „wygrywam z anoreksją”. Irytowało mnie, gdy ktoś skracał nazwę bloga do samego „anoreksja”. Jeszcze bardziej wpieniało, gdy ktoś obcy zaczepiając mnie na ulicy cieszył się, że spotkał „tego od anoreksji” lub ew. „pana Anoreksję”. Sam sobie to nawarzyłem, ale czemu miałbym się na to godzić do końca życia?

Nie przepadałem też za pytaniami. Skąd taka nazwa? Miałeś anoreksję? Jak wyszedłeś z tej choroby? Nie dziwi mnie to, że one padały. Nie dziwi mnie to, że zadawały je również anorektyczki. Odpowiadałem zdawkowo lub wcale, anorektykom radziłem zgłosić się do specjalisty, a przed nielicznymi wywiadami, których udzielałem, zaznaczałem, że nie chcę o tym rozmawiać, bo to już temat wielokrotnie wałkowany.

Mówiąc w skrócie: mój mały rozumek doszedł do tego, że to głupia, szydząca i trochę prostacka nazwa, przez co zaczęła mnie ona irytować.

Dlaczego dopiero teraz?

Dobre pytanie. Zdecydowanie za późno. Zmiana nazwy zaczęła mi chodzić po głowie jakieś 2 lata temu i początkowo jej się zwyczajnie bałem. Co to będzie? Taka wyrobiona marka i nagle – puff! – nie ma? Ludzie przestaną mnie czytać? Jak to wpłynie na pozycjonowanie bloga? Pytań i wątpliwości miałem całe mnóstwo, tym bardziej że było to jeszcze w czasie, kiedy wielu z Was myślało, że Wygrywam z Anoreksją prowadzi wiele osób (szerzej o tym „problemie” pisałem tutaj).

Stwierdziłem jednak, że trzeba działać i do ewentualnej zmiany nazwy przyzwyczajać swoich czytelników stopniowo. Taka strategia.

Kiedy półtora roku temu zakładałem kanał na YouTubie, byłem przekonany, że nie może nazywać się on „Wygrywam z Anoreksją”. Nie miałem żadnej fajnej nazwy, więc pozostałem przy swoim imieniu i nazwisku.

Kiedy ponad rok temu zlecałem stworzenie nowego layoutu strony, chciałem, aby to, kto jest autorem bloga było wyraźnie zaznaczone, stąd takie, a nie inne logo oraz stosowna ramka na stronie głównej bloga.

Kiedy na początku tego roku pisałem o swoich „żarłoczny postanowieniach na najbliższe 12 miesięcy„, jednym z nich była „zmiana nazwy bloga”.

Kiedy w końcu kilka miesięcy temu kupiłem nową domenę, ustaliłem, że przez kilka miesięcy będzie ona przekierowywać do domeny „wygrywamzanoreksja.pl”. Poza tym we wszystkich prowadzonych przeze mnie kanałach social media ustawiłem nową domenę jako główny adres strony.

Kiedy kilka dni temu zmieniłem nazwę profili na Instagramie i Twitterze, domena „wygrywamzanoreksja.pl” zaczęła przekierowywać do nowej domeny, a przy logotypie na blogu pojawił się inny napis niż dotychczasowy. Mało kto to zauważył.

Stopniowe przyzwyczajanie do zmiany nazwy bloga planowałem na kilka miesięcy. Miało się to wydarzyć jeszcze w 2016 roku. Jednak z powodów czysto technicznych (przedłużające się tworzenie nowego layoutu, początkowe problemy z domeną itd.) proces przedłużył się o ponad pół roku.

Teraz trochę żałuję, że to tyle trwało i wydaję mi się, że całe „przyzwyczajanie do zmiany nazwy” było albo za bardzo rozciągnięte w czasie, albo za słabo zaznaczone. Spora część z Was zarejestrowała fakt zrezygnowania z „Wygrywam z Anoreksją”, dopiero gdy dostaliście powiadomienie na Facebooku, które mnie osobiście zaskoczyło – nie tak to miało wyglądać.

Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem – trochę osób z fanpage’a uciekło, trochę wylało swoje żale, trochę pewnie jeszcze ucieknie i trochę ludzi jeszcze ponarzeka, ale trzeba dalej robić swoje.

Dlaczego Maciej je?

Cóż, lubię proste nazwy.

Początkowo chciałem pozostać przy nazwie z kanału na YouTubie – „Maciej Blatkiewicz” – by od początku do końca wiadomo było, kto za tym wszystkim stoi.

Zdałem sobie jednak sprawę, że „maciejblatkiewicz.pl” jest równie długą domeną co „wygrywamzanoreksja.pl”, a przy okazji zmiany nazwy chciałem móc skrócić ją jak najbardziej. Poza tym, wielokrotnie rezerwując stolik w restauracjach, czy załatwiając jakąkolwiek inną sprawę telefonicznie, spotykałem się z przekręcaniem mojego nazwiska:

– Bratkiewicz?

– Barkiewicz?

– Gadkiewicz?

– Aaa, Dratkiewicz!

Tak wygląda moja co druga rozmowa telefoniczna, w której muszę się przedstawić, choć można to zwalić na taką sobie dykcję.

Mniej więcej wtedy, co stwierdziłem, że nazwisko z nazwy trzeba wywalić, odkryłem domenę „*.je”. Może kosztuje ona znacznie więcej niż zwykłe „*.pl”, ale za to pasuje do tego bloga jak żadna inna na świecie.

I tak właśnie narodziło się „Maciej je” – nazwa bardzo prosta, na pewno nie tak zapadająca w pamięć jak „Wygrywam z Anoreksją”, dla niektórych wręcz suchar. Mnie jednak bardzo cieszy, że jest neutralna i że jest od razu związana z autorem bloga. Nazywam się Maciej, lubię jeść i robię to na okrągło – to jest kwintesencją tej strony, a nie żadne wygrywanie z chorobą psychiczną (pozdrawiam tych, którzy tak identyfikowali się ze starą nazwą, że nawet nie potrafili jej zapamiętać, przekręcając „wygrywam” na „walkę”).

Co dalej?

Wciąż można wejść na bloga przez adres „wygrywamzanoreksja.pl” – po prostu przekierowuje on na domenę „maciej.je”, nie powinien więc wywalać Wam żaden błąd.

Poza nazwą na blogu nie zmienia się nic. Dalej będę pisał o tym, co jem. Jeśli więc śledzicie mnie nie dla nazwy, a dla tego, o czym możecie tu przeczytać, to śpicie spokojnie i czekacie na następne recenzje, zestawienia i artykuły.

Napis pod logotypem na chwilę obecną brzmi „dawne Wygrywam z Anoreksją”. Za kilka miesięcy – może pod koniec tego roku, może na początku przyszłego, a może znacznie wcześniej – zostanie on zamieniony na inny i będzie to ostateczne pożegnanie z tą nazwą.

Niestety, przy zmianie nazwy wywiało wszystkie, czyli prawie 10 000, Waszych komentarzy. Pracuję nad ich odzyskaniem i przeniesieniem, ale jestem przy tym nastawiony na najgorsze.

Zastanawiam się nad nazwą kanału na YouTube: czy zostać przy „Maciej Blatkiewicz”, czy również zdecydować się na „Maciej je”. Prześpię się z tym jeszcze kilka nocy.

Poza tym niedługo wraz z Michałem Osińskim z Pixels On Fire wezmę się za usprawnienie zaawansowanej wyszukiwarki knajp, którą bardzo polubiliście. Jeśli macie co do niej jakieś uwagi, napiszcie w komentarzach – weźmiemy je pod uwagę i być może wcielimy w życie.

Wiem, że nie wszyscy zaakceptujecie zmianę nazwy. Wiem też, że trochę potrwa zanim przestawicie się z „Wygrywam z Anoreksją” na „Maciej je”. Spokojnie, poczekam. Jestem tego świadomy i zaopatrzyłem się w ogromne zapasy cierpliwości. Nikt z dnia na dzień się nie przestawi. Pewnie sam będę miał z tym mały problem. To potrwa rok, może trzy lata. W końcu jednak zmiana nazwy stanie się faktem. Jestem o to spokojny.

Przy niedzieli życzę Wam więc smacznego rosołu i schabowego. Jutro wracam z recenzjami.