Wyszukiwarka

Krótka przypowieść o tym, dlaczego nie lubię sushi

Czuję się trochę jak ci raperzy, co wydają płytę, kręcą klipy, a potem popularność ich przeżera na wylot. Alkohol, koks, dziwki i inne używki powodują, że z nieźle zapowiadających się artystów staczają się na samo dno, po czym nagrywają o tym album z zabarwieniem imprezowym, wychodzą na prostą, zbijają hajs, który następnie pożytkują na wódę, fetę i ekskluzywne prostytutki. No, może nie do końca.

Coś jest jednak na rzeczy, bo fame najlepszego super bloga w sieci, a co za tym idzie także sława i chwała redaktora naczelnego, przysparza sporo bólu. Nie żebym mocno narzekał, po prostu pragnę zasugerować, że prowadzenie takiej szyderczo-kulinarnej witryny z jajem wcale nie jest łatwe i przyjemne, jak poniektórym pewnie się wydaje.

Bo ciągle tylko słyszę: – Zjedz to, to lub to i opisz to na swoim blogu. Brzuch mi już pęka. A jak pęknie na amen, to nie tylko zakażą lotów nad Europą, ale też promienie słoneczne przestaną dochodzić do Ziemi. Taki drzemie wulkan w moim żołądku, wierzcie lub nie.

I ostatnio zdarzyła się podobna sytuacja: – Lite, dajesz z nami na sushi. Grupony, Grupery, te sprawy. Za pół darmo. A w ogóle to stawiamy. – Ale ja nie lubię sushi. – Chodź, nie pierdol.

Z takimi się nie dogadasz.

Wbijamy do jedynego sushi baru w Landsbergu nad Wartą. Wita nas klimacik jak się patrzy: stylowa muzyczka, wystrój na modłę „Wyznań Gejszy” (szczerze, nigdy filmu nie widziałem). Wchodzisz i wiesz, że na chwilę znalazłeś się w Japonii, ino pani za barem powinna przywdziać jakieś kimono, co by podkręcić nipponowy nastrój do absolutnych granic.

Na stół wjeżdżają jakieś zawijasy śledziopodobne. Okazuje się jednak, że to wcale nie moje ukochane śledzie, a ryż i krab lub łosoś zawinięty w jakieś przeklęte wodorosty. A do tego sos sojowy, wasabi i imbir, który ponoć ładuje się do gęby po to, aby „wyczyścić” kubki smakowe, przez co odróżni się smak kraba i łososia (sprawdziłem i jest to wierutne, kapitalistyczne kłamstwo, choć współtowarzysze mangowej niedoli nie chcą tego potwierdzić).

Przed konsumpcją – mordęga z pałeczkami. Nie rozumiem, co ci Azjaci mają w głowach, żeby posługiwać się tak nieporęcznymi kijkami?! Moje manualne zdolności skapitulowały mniej więcej w czwartej sekundzie siłowania się z tą masakrą. Algowego zawijasa nabiłem jak kiełbaskę na patyk. I czułem się z tym świetnie.

Uczucie zajebistości jednak prysło w mig. Pół świata jara się sushi, jakby było to pędzące czerwone Ferrari kierowane przez samego Johnny’ego Deppa zajadającego się najlepszą na świecie czekoladą, której kampania reklamowa wspierana była przez tysiące indie artystów, ekologów i innych znaczących celebrities z całego globu. I co? Dupa, za przeproszeniem. Mdłe i niedobre. Bez wyrazu. Wasabi dodaje niby kolorytu, ale wasabi to chrzan i jak każdy chrzan ma u mnie przekichane już na starcie (wspomnienie chrzanowej fasolki Berty’ego Botta boli do dzisiaj).

Poważnie, trochę ryby, trochę ryżu i szczypta ostrej przyprawy otoczona jakimś glonem i oblana sosem sojowym. To ma być super wykwintne danie, którym podnieca się 3,5 mld hipsterów? Jestem chyba na nie zbyt mainstreamowy. Albo za mało undergroudnowy, nie wiem. Tak, nie lubię sushi. Nienawidzę. Jak studentów. I jest mi z tym wspaniale.

Smakowitość: hehe
Współczynnik ‚zwycięstwa z anoreksją’: zero bezwzględne

WAŻNE!!! Wpisu nie należy traktować jako pojazdu jedynego sushi baru w Gorzowie Wielkopolskim mieszczącego się przy ul. Spichrzowej 4. Znawcy tematu, osoby, które lubią sushi, uważają, że jest ono tam całkiem smaczne.

  • Anonymous

    Kruk – na Woli jest lepsze – w każdy dzień tygodnia promocje 😉

    A co do liteowego nielubienia sushi – nie dziwię się. Kiedy dawno dawno temu do moich ust codziennie trafiały jakieś fast foody, junkfoody czy inne scheissessen, siostra zabrała mnie na moje pierwsze sushi.
    Moja reakcja? What the hell?! To nie ma smaku i wodorosty działają na mój mógz dając wrażenie czegoś obslizgłego na moim podniebieniu tudzież w gardle. Porażka.
    Ale kiedy przerzuciłam się na lżejsze potrawy, zmienił mi się smak, a jedzenie sushi stało się mega przyjemnością!

    Samemu można regulować sobie smak przy jedzeniu sushi – mniej wasabi, więcej, zagryzaj imbirem, czyść nim język. Często odkrywa się coś nowego. Fajne przeżycie – polecam, ale dopiero po odstawieniu KFC/McD/BK itd itp

    Gro

    • Znam takiego, co zajada się i tym, i tym. Teoria obalona?

  • Anonymous

    Wasabi to nie chrzan, to korzeń wasabi!