Wyszukiwarka

Lista 17 żarłocznych postanowień na 2017

Rozliczyłem cele z 2016 roku, czas nakreślić nowe, na 2017. Co zamierzam osiągnąć w najbliższych 12 miesiącach?

Zobacz mój rok w pigułce na YouTube i subskrybuj mój kanał!

1. 3-krotnie odwiedzić Oślą Ławkę.

Pisałem o tym w Nagrodach im. Złotego Przewodu Pokarmowego za rok 2016. Ośla Ławka zajęła trzecie miejsce w rankingu najlepszych knajp w Poznaniu, a ja – będąc zażenowany tym, że do tej pory odwiedziłem ją tylko raz – obiecałem wrócić do niej w 2017 przynajmniej trzykrotnie. Pierwszy raz w styczniu.

2. Więcej podróżować po Polsce i świecie, by jeść i smakować.

W 2016 byłem w Chorwacji i w Berlinie, a także we Wrocławiu, Szczecinie, Warszawie, Gdańsku, Łodzi i kilku mniejszych miejscowościach. W 2017 chciałbym zobaczyć jeszcze więcej i posmakować jedzenia w kolejnych miejscach.

3. Polecieć do Azji.

Niby to postanowienie zawiera się w poprzednim punkcie, ale wydaję mi się, że warto je uwypuklić. W 2017 polecę do Azji na przynajmniej 2-tygodniowe wakacje. Najpewniej do Tajlandii. Prawdopodobnie pod koniec roku. Wierzę, że się uda.

4. Kupić piekarnik.

Jedno z dwóch postanowień z 2016, które ponawiam także w 2017. Życie bez piekarnika nie jest może trudne, ale mając go na wyposażeniu kuchni, byłoby na pewno trochę łatwiejsze. Jak nie w tym roku, to już chyba nigdy.

5. Przejść na dietę.

W lutym stuknie mi ćwierćwiecze. Jeśli chcę, żeby to była dopiero 1/3, a może nawet 1/4 życia, to chyba czas zadbać o siebie. Zeszłoroczny miesiąc bez mięsa był wyzwaniem, ale przejście na dietę-dietę wydaje mi się jeszcze trudniejsze. Nie pomyślałbym o tym nawet przez chwilę, gdyby nie fakt, że Michał Górecki pokazał, że można odchudzać się, jedząc to, co się lubi, a z drugiej strony Piotr Gładczak z Wrocławskich Podróży Kulinarnych, że da się zgubić kilka kilogramów, żywiąc się w dużej mierze na mieście. Skoro im się udało, to czemu ja mam być gorszy? Na tę chwilę dietę planuję na drugą połowę, a może nawet i czwarty kwartał tego roku.

6. Ponowić miesiąc bez słodyczy.

W zasadzie to już zacząłem. Póki co idzie mi świetnie. Więcej o jego założeniach pod tym linkiem.

7. Wycisnąć więcej z YouTube’a.

Na początku 2016 roku założyłem kanał na YouTubie i zacząłem nagrywać filmy, mimo że totalnie tego nie potrafiłem. Mam wrażenie, że przez te 12 miesięcy naprawdę mocno się rozwinąłem, jeśli chodzi o kręcenie video, choć z drugiej strony wiem, że wciąż jestem raczej na początku drogi. W 2017 będę chciał wycisnąć jeszcze więcej z YouTube’a. Plan minimum to 10 000 subskrypcji, acz chciałoby się więcej. Dołóż do tego cegiełkę!

8. Zrealizować format filmów, w którym „rozprawiam się” z sieciówkami.

Jednym z pomysłów na YouTube są dłuższe filmy o sieciowych knajpach – takich, które mają więcej lokali, również w innych miastach. Niekoniecznie mam na myśli sieciowe fast foody, choć i o nich na pewno będę chciał opowiedzieć. Brzmi to wszystko dość tajemniczo, ale prawdę mówiąc będzie to po prostu rozwinięcie formatu GDZIE JA JEM, którym mam nadzieje trafię do szerszego grona odbiorców, nie tylko z Poznania. Pierwsze video mam na ukończeniu, więc może uda się je opublikować jeszcze w styczniu.

9. Lepiej zarządzać czasem.

Cały zeszły rok pracowałem jako freelancer, podejmując się działań zarobkowych wyłącznie związanych z prowadzeniem bloga i bycia blogerem. Mówiąc inaczej, mogłem pracować, kiedy chciałem. Bardzo lubię być sobie szefem i nie wyobrażam sobie wrócić do biura i być czyimś podwładnym, ale stety-niestety oznacza to, że pracuję w zasadzie cały czas. Po części bierze się to własnie ze złego zarządzania czasem. Co więcej, to nie jest tak, że śpię do 13 i dopiero biorę się do roboty. W tygodniu niemal codziennie wstaję o 7, a mój wieczny brak czasu zwalam na zbyt dużą ilość rozpraszaczy jak Facebook, YouTube czy Twitter. Muszę chyba wyznaczyć sobie godzinowe granice, co do korzystania ze społecznościówek (również „służbowo”). Jeśli macie jakieś rady, to śmiało piszcie w komentarzach.

10. Pisać więcej fajnych tekstów.

Takich jak „Kiedy knajpy chcą być fajne, a nie są„, które czyta kilkanaście tysięcy osób już w dniu publikacji i który wirusowo roznosi się po sieci. Tak, to jedno z tych postanowień, które oznacza ni mniej, ni więcej jak po prostu „być zajebistym”.

11. Czasem odpuścić recenzję.

Mam wrażenie, że w poprzednim roku część moich rozbudowanych opinii o knajpach było wymuszonych. Przez siebie, nie że przez kogoś. W takim sensie, że skoro jakieś miejsce już odwiedziłem, to czułem obowiązek napisania o nim, mimo że czasem nie było o czym, co odbijało się na jakości samego tekstu. Obiecuję, że w 2017 będzie mniej recenzji pisanych na siłę. Wróć, nie będzie takich w ogóle. Czy oznacza, że będzie mniej recenzji w ogóle? To się dopiero okaże.

12. Napisać te artykuły, na które mam pomysły od wielu miesięcy.

Moja głowa huczy od pomysłów, które skrzętnie zapisuję w notatkach na telefonie. Część z nich później wykorzystuję, część odkładam na później, a część wyrzucam do kosza, bo uznaje je za głupie i bezsensowne. Chodzi o to, aby zająć się w końcu tymi, które „czekają na lepsze czasy”. Z doświadczenia wiem, że takie artykuły później okazują się najlepsze – do napisania wspomnianego wcześniej tekstu „Kiedy knajpy chcą być fajne, a nie są” zbierałem się jakieś pół roku.

13. Odnowić ranking najlepszej pizzy w Poznaniu.

Półtora roku temu powstało zestawienie „Gdzie zjeść pizzę w Poznaniu?„, które pod wieloma względami jest już nieaktualne. Głównie dlatego, że w ciągu tych kilkunastu miesięcy pojawiły się nowe miejsca z fantastyczną pizzą, takie jak chociażby 3 Kapary czy Tomasz i Pomidory. Bardzo bym chciał stworzyć ten ranking na nowo. Powoli otrząsam się po zestawieniu najlepszych burgerów w Poznaniu, więc jest bliżej niż dalej.

14. Stworzyć ranking najlepszych sushi barów w Poznaniu.

Odkąd prowadzę tego bloga „na poważnie” jem je częściej niż schabowe czy mielone. To po pierwsze, a po drugie sporo z Was „domaga się” takiego rankingu, co podpowiadają mi wyniki wewnątrzblogowej wyszukiwarki. Zatem zestawienie „Gdzie zjeść sushi w Poznaniu?” na pewno pojawi się w tym roku. Kiedy dokładnie? Rozkładam bezradnie ręce: nie wiem!

15. Częściej wracać do raz ocenionych knajp.

Zwłaszcza jeśli mi w danym miejscu smakowało. Zbyt często gonię za nowością, a za mało wracam do miejsc, które mnie zachwyciły. Będzie wprawdzie trudno to zrealizować, ale wierzę, że się uda. Trzymajcie kciuki!

16. Zmienić nazwę bloga.

Chyba najbardziej kontrowersyjny punkt tej listy. Ale ani mi się już „Wygrywam z Anoreksją” nie podoba, ani mi ta nazwa w życiu nie pomaga. Ba, wręcz odwrotnie – utrudnia. Przede wszystkim zabiera czas na wszelkiej maści pytania i dyskusje, które nie przekładają się na cokolwiek.  Nazwa się zatem zmieni. Kiedy i na jaką? Niech to pozostanie tajemnicą.

17. Dalej pisać o jedzeniu.

Jakkolwiek nowa nazwa by jednak nie brzmiała, tematyka bloga się nie zmieni i wciąż będę pisał o jedzeniu – tego możecie być pewni. Nie bójta się więc, będzie po staremu!

Dam radę ogarnąć to wszystko? Nie mam wyjścia!

  • Trzymam kciuki za postanowienia 😀 Parę punktów nawet się pokrywa z tym co ja chce w tym roku wprowadzić w życie 🙂

    • Mam nadzieję, że to nie konkurencja w temacie poznańskich rankingów!!! 😉

      • Ekspansji na Poznań nie zrobię! 😀 Ale też mam plan na rankingi i ten z sushi zaczynam od lutego 😀

  • Ewa Dworczak

    Podobają mi się postanowienia o dodatkowych tekstach poza recenzjami i o zmianie nazwy bloga. Fajnie, że będziesz też wracał do już ocenionych knajp, bo mam wrażenie, że niektóre się rozleniwiają po fali popularności i jakość spada.

    • Wskaż mi proszę tych rozleniwiających się, to do nich wpadnę. 😀

      • Ewa Dworczak

        Tak na poczekaniu przychodzi mi do głowy jedynie Brocci. Zaczynali od każdej pizzy za 19 zł i makaronu za 13 zł. Potem zmienili menu, ceny poszybowały w większości w górę, jakość w dół, wyleciały proste i smaczne dania, a w ich miejsce pojawiła się „hipsterjada”. Ale ostatni raz zamawiałam u nich pewnie już ponad pół roku temu, więc może się coś zmieniło.

        • Trochę nie chce mi się akurat tam wracać. Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach pootwierało się trochę mega włoskich knajpek na poziomie… 😉

  • Trzymam kciuki zwłaszcza za zmianę nazwy, bo to na pewno nie będzie takie hop siup. A z dietą to jak z dupą, każdy ma swoją, ważne żeby wiedzieć co się je i czy to, co jemy nam szkodzi na dłuższą metę, nie trzeba liczyć obsesyjnie kcal, białek, tłuszczów i węgli 🙂 Chociaż jak będziesz wcinał co dwa dni pizzę w różnych lokalach, to może być ciężko ; D

    • Jeśli chodzi o zmianę nazwy… Jestem bardzo dobrej myśli. Zadziwiające. 😀

      • Ty to zawsze na opak wszystko robisz, Maciej :v

      • Kuba Sudor

        Tylko nie zmień na „Przegrywam z anoreksją” i profilu jedzenia na dietetyczne 😛

        • Hahaha! Są pewne zasady, którymi się kieruje. Nie wykluczam, że będą powstawać wpisy o jedzeniu dietetycznym (wszystkie trzeba spróbować), ale to będą odstępstwa od normy niż norma jako taka. 🙂

  • Tomasz

    Nie musisz przechodzić wcale na jakąś super dietę, po prostu zacznij biegac albo coś ćwiczyć żeby poprawić stan swojego zdrowia… wiem, wiem, początki są trudne ale potem człowiek się wkreca 🙂 co do tajlandii to fajna sprawa, mnóstwo tam dziwnych rzeczy których warto spróbować. .. szczególnie owadów o których pisze właśnie licencjat… może odcinek o owadach? 😁

    • Czekam na knajpy z owadami, wtedy… może, może? 😉

      • Tomasz

        Z tym to będzie lipa… w polsce nie ma regulacji prawnych dotyczacych owadów, wiec nie są one uznawane za produkt spożywczy. Dopóki tego nie ogarną restauracje beda się szybo otwierać i zamykać.

  • Martyna Staśkiewicz

    Nie zmieniaj nazwy! 🙂

  • Trzymam kciuki 🙂 A co do recenzji – bardzo je lubię, głównie dzięki funkcji poznawczej nowych lokali. Ale można je poznawać także przez rankingi i zestawienia, zatem przede wszystkim trzymam kciuki za całokształt ogarniania kulinarnego Poznania 🙂

    • Problemem nie są recenzje jako takie, a zmuszanie się do ich pisania, „bo to mój obowiązek”. Będę nad tym pracował. 😉

  • Sebastian Siabadulu

    Od 3 tygodni jestem na diecie cateringowej (zacząłem od Body Chiefa, ale przeszedłem na lokalne krakowskie SanVita: http://www.sanvita.krakow.pl/. Poszedłem drastycznie bo na 1500 – 1600 kcal (co przy moich dotychczasowych wynikach jest pewnie połową dziennej szamy.

    Żarcie jakie dostaje to między innymi tortille z wołowiną, pizza, oczywiście wszystko w wersji dietetycznej, ale niesamowicie smaczne, więc nie jakieś tam kanapeczki. Jeżeli chcesz faktycznie trochę zrzucić to spróbuj tego, jest ultra wygodne bo w ogóle nie martwie się o to co lub gdzie zjem, a 5 razy dziennie czuje sie jabym jadł żarcie z knajpy bo poziom dań (szczególnie w SanVita) jest często restauracyjny. Jedyny problem

    Za mało sera.

  • Emil Majchrzak

    Według mnie nie powinieneś zmieniać nazwy bloga. Z kim znajomym nie rozmawiam i temat prędzej czy później schodzi na jedzenie zawsze pada nazwa Twojej strony i każdy wie o co chodzi. Jest zbyt dobrze rozpoznawalna, żeby to robić. Aha, no i bardzo oryginalna. Oczywiście nawet jak zmienisz to i tak będę śledził wszystkie wpisy, ale po prostu po kilku latach czytania mam do starej nazwy spory sentyment 😉 Taka moja sugestia, serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia w realizacji postanowień 🙂

    • Nie będzie problemu z wyszukaniem po starej nazwie, więc nie ma problemu, serio. 😉

  • Powodzenia 😉

    Dopisz sobie jeszcze, że musimy w końcu wyskoczyć na tego kebsa z sernikiem, żeby sprawdzić który z nas jest bardziej żarłoczny 😉