Wyszukiwarka

Największe hity szkolnych sklepików

Pierwszego dnia nowego roku szkolnego przypominam, co się jadło w podstawówce.

Mówiąc wprost, było to mnóstwo niezdrowych rzeczy i strasznej chemii często opakowanej w jakiś bajer. Śniadania do szkoły dostawałem, miałem nawet wykupione obiady w szkolnej stołówce, ale i tak do sklepiku się chodziło, by coś przekąsić lub zabić nudę.

00045493

Ale co się w nim kupowało? Czytajcie dalej!

Andruty

andruty

Zaczynamy z grubej rury, bo od prawdziwego klasyka. Nigdy nie pojąłem skali jego popularności. Wielki, okrągły opłatek, bez jakiegoś wybijającego się smaku. Znam takich, co bawili się nim w „ciało Chrystusa” (pewnie skończą w piekle). W szkolnym sklepiku schodziło zawsze jak świeże bułeczki.

 

Maczugi

Oryginalnie było niebieskie opakowanie.
Oryginalnie było niebieskie opakowanie.

Mała paczuszka kosztowała chyba 50 groszy. To niewiele, zwłaszcza że chrupki te miały w sobie multum smaku! Intensywne i wyraziste, po prostu Maczugi. Jedyna wada: ta mała paczuszka była tak mała, że trzeba było jeść je w samotności – gdy wszyscy koledzy z klasy się do niej dobrali, to dla kupującego raczej nic już nie zostawało…

 

Bułka z keczupem

Klasyk przez duże „K”. Klasyczny hot dog był za drogi – z tego co pamiętam, kosztował około czwórki. Bułka z surówką też nie należała do tanich, tym bardziej za to, co oferowała. Ale ta z keczupem? Jedynie złotóweczkę. A można było się nią naprawdę najeść na drugie śniadanie. Najtańsza bułka wypełniona najtańszym keczupem – to były piękne czasy!

 

Guma kulka

00045493

Za jedną płaciło się 10 groszy. Odnoszę wrażenie, że wśród moich kolegów nikt jej nie próbował albo robił to po kryjomu, by inni się nie dowiedzieli. O gumach kulkach wypowiadaliśmy się raczej pogardliwie – jako coś tak taniego, że aż niewartego zakupu. Kasia Figura w Kilerze miała swoje kultowe waciki, my mówiliśmy tak: „I na co ma mi to starczyć, na gumę kulkę?!”.

 

Guma „papieros”

guma_papieros_FHpasja

Okropna w smaku, ale tak się szpanowało. Jak już się trochę podrosło, to część znajomych stwierdziła, że po co kupować gumy, skoro można prawdziwe papierosy, a druga część, że samo kupowanie gum jest bardzo głupie.

 

Lays z Pokemonami / pieniędzmi

574078-tazos-pokemon-usuarios-piden-su-vuelta

Umówmy się: nikt nie kupował Laysów dla smaku czipsów. Wiadomo, jak już się je nabyło, to je się jadło, ale przede wszystkim chodziło o to, co jest w środku. O modzie na Tazosy z Pokemonami trudno zapomnieć. Jakiś czas temu przypomniałem sobie jednak o promocji, w ramach której w Laysach można było znaleźć prawdziwe pieniądze. Parę razy wpadła jakaś dyszka. Wydałem pewnie na więcej czipsów.

 

Chrupki Star Foods o smaku pomidorowym

Jeśli chciało się pochrupać dla smaku, to albo kupowało się wspomniane wcześniej Maczugi, albo Star Foods o smaku pomidorowym. Niejedna przerwa w gimnazjum zleciała mi w towarzystwie paczki z tymi chrupkami. Zawsze też zbierali się wokół koledzy. „Daj czipsa”, „daj jednego”, „pokaż, co tam masz” – tym słowom nie było końca. No chyba że wszystkie chrupki zostały już zjedzone.

 

Oranżada w proszku

wspomnienia-z-dziecinstwa-na-wesolo-3

Teoretycznie dało się wysypać ten proszek do szklanki, zalać wodą i mieć oranżadę. Nikt tego jednak nie robił. Taka rurka kosztowała jakieś 40 groszy i jej zawartość wsypywało się prosto do buzi, w której fajnie strzelała. Znam też takich, którzy oranżadę w proszku wciągali nosem na szkolnych dyskotekach. Ćpanie, narkotyki i dobra zabawa przy muzyce od najmłodszych lat.

 

Pizzerka

59

Piąta i szósta klasa podstawówki. Stały punkt dnia w szkole. Kosztowała złotóweczkę. Smakowała jak kapeć. Byłem w niej totalnie po uszy zakochany. Pizzerko, to były piękne dni!

 

Lizak-stopa

2015-06-15 18.37.22

Można powiedzieć, że był to mały rarytasik. Lizak w kształcie stopy, do tego oranżada w woreczku, w którym go się maczało. Efekt? Strzały i wybuchy w buzi. Taki bajer!

 

Soczek w woreczku

Nigdy nie kumałem ani idei soczku w woreczku, ani osób, które go kupują. Było to dla mnie jakieś głupie. Zawsze wolałem bardziej wytrzymałe kartoniki.

 

Sopelki

605138_big

Dostępne przez cały rok, za jakieś 30 groszy. Zafoliowane lizaki lodowe o podłużnym kształcie w różnych smakach. Pełne chemii, tanie i pyszne. A teraz się ludziom w głowach poprzewracało i jedzą lody „naturalne”.

 

Nie wiem jak jest obecnie, ale ZA MOICH CZASÓW sklepiki szkolne nie były sieciami zarządzanymi przez jednego właściciela, a małymi, jednoosobowymi firmami. W związku z tym ich asortyment różnił się w zależności od placówki, miasta czy regionu Polski.

Piszcie w komentarzach, co królowało w Waszych sklepikach szkolnych. Dodajcie najlepiej jakąś fotkę poglądową!