Wyszukiwarka

Największe kłamstwo tego bloga

Muszę Wam się do czegoś przyznać. W jednej kwestii trochę Was okłamuję…

Czytacie te moje recenzje. Sugerujecie się nimi przy wyborze miejsca na obiad. Na kolację. Śniadanie, zaręczyny, babski wieczór, czy wypad z kumplami na piwo.

Tłumnie odwiedzacie knajpy pozytywnie ocenione i omijacie te, które skrytykowałem.

A ja Wam kłamię w żywe oczy.

Może już to zauważyliście, ale w tych pozytywnych recenzjach często pada takie zdanie: „Na pewno będę wracał”. Albo: „Będę wracał, to więcej niż pewne”.

Cóż, rzadko kiedy wracam…

Nie wynika to jednak z tego powodu, że nie chcę wracać do tych knajp. Co to, to nie. Bardzo chcę.

Tyle że nie zawsze mam na to czas. Gonię za nowościami – chcąc być z poznańską, warszawską i polską gastronomią na bieżąco, trzeba wciąż odwiedzać te miejsca, które się otwierają lub te, których jeszcze nie byłem.

Na palcach jednej ręki mogę policzyć te lokale, do których wracam nie „jakoś przy okazji” (kiedy akurat mi po drodze, a nie mam czasu na szukanie czegoś nowego), tylko dlatego, że są aż tak zajebiste, że za długo bez nich nie mogę wytrzymać. Raj, YetzTu i… – no dobra, coś się jeszcze znajdzie, choćby Bo. na śniadanie, ale nie ma wcale tego dużo.

I wiecie co? Koniec z tym. Będę wracał. Chcę wracać! Sygnalizowałem to wczoraj, w moich noworocznych postanowieniach (warto je przeczytać, jeśli chcecie się dowiedzieć, w jaką stronę będzie ten blog zmierzał i co się będzie na nim pojawiać) i zamierzam się tego trzymać.

Wszystko to, co powyżej, napisałem mniej więcej rok temu. Czy udało się wracać? Do niektórych miejsc tak, do wielu innych, które na to zasługiwały – niestety nie. Trochę szkoda, ale tak już chyba musi być, żeby „być na bieżąco” i polecać Wam nowe miejsca na okrągło.

No i dajcie znać, jak często wracacie do sprawdzonych knajp. Zastanawiam się, na ile tylko ja cierpię na chorobę: „O, otworzyło się coś nowego, muszę tam iść”, a na ile jest to przypadłość większej grupy osób…