Wyszukiwarka

Studia – a po co, a komu to potrzebne?

Dziś wyjątkowo nie o jedzeniu, a o tym, co dotyczy wielu z Was: Czy warto iść na studia, a jeśli tak, to na jakie?

Powoli nadchodzi ten moment, w którym uczelnie zaczynają rekrutować studentów na nowy rok akademicki, a być może niektóre już to zaczęły robić. Maturzyści stoją przed trudną decyzją – jaki kierunek wybrać i do jakiego miasta złożyć dokumenty. Podejmują ją w czasie najdłuższych i najlepszych wakacji w życiu, podczas których chce się myśleć o trochę innych sprawach. By im pomóc, łamię na chwilę swoją zasadę pisania na tym blogu wyłącznie o jedzeniu, rzucając kilka spostrzeżeń i rad dla tych, którzy jeszcze nie studiują (ze statystyk wiem, że trochę Was jest). Coś w stylu wywodów starszego, bardziej doświadczonego kolegi.

Zanim przejdę do sedna dwie sprawy. Po pierwsze, doskonale sobie zdaję sprawę, że o tym, gdzie składamy papiery, poniekąd decydujemy się, podpisując deklarację maturalną – wybór konkretnych przedmiotów nieco ogranicza możliwości. Inna sprawa, że są one wciąż na tyle szerokie, że jeśli nie wybierasz się na prawo lub medycynę (a jeśli się wybierasz, to raczej nie znajdziesz w tym tekście niczego dla siebie), to i tak masz w czym przebierać.

Po drugie, nie traktujcie tego wpisu jako wyroczni: to moje spostrzeżenia na podstawie swoich doświadczeń i doświadczeń znajomych. To nie są prawdy objawione, a wyłącznie moje obserwacje i przemyślenia.

Opuszczam swoje liceum.

Opuszczam swoje liceum. (fot. Julia Szmit)

Czy trzeba iść na studia?

Wszystko zależy od tego, jakie życie, praca i zawód Ci się marzy. Są takie profesje, że bez odpowiedniego wykształcenia nikt na Ciebie nawet nie spojrzy. Nie można być lekarzem, prawnikiem czy architektem bez ukończonych odpowiednich studiów i zdanych wymaganych egzaminów.

Z drugiej strony jest tyle zawodów, gdzie wykształcenie kierunkowe jest jedynie dodatkowym atutem, niczym więcej. Prosty przykład: studiowałem dziennikarstwo. Po ich ukończeniu teoretycznie powinienem mieć łatwiejszą drogę do pracy w mediach czy w szeroko pojętej promocji i reklamie. Prawda jest jednak taka, że przy każdej rozmowie kwalifikacyjnej – czy mojej, czy moich znajomych – zlewano na fakt ukończenia bądź studiowania tego i tego kierunku na takiej i takiej specjalizacji, a liczyły się przede wszystkim doświadczenie zawodowe, umiejętności, wiedza i kompetencje miękkie.

Można być dziennikarzem bez wykształcenia. Pracę w agencji reklamowej też dostanie się bez odpowiednich studiów. Generalnie większość kierunków humanistycznych jest taka, że ich ukończenie tak naprawdę niewiele znaczy dla potencjalnego pracodawcy. Oczywiście mocno tu uogólniam, ale czasy, kiedy najważniejszy był papier, przemijają. Dziś liczy się to jaki jesteś, co potrafisz i co robiłeś wcześniej. Nie znaczy to jednak, że studia nie pomagają w zdobyciu konkretnych umiejętności i kompetencji, ale o tym za chwilę.

Jakie studia wybrać?

Są dwie drogi, oba w zasadzie słuszne, w zależności od podejścia do życia.

Pierwsza zakłada, że wybierasz takie studia, po których jest pewna i dobrze płatna praca. Druga, że idziesz na taki kierunek, by robić to, co się lubi – zarówno studiując, jak i pracując w zawodzie. Pięknie jest wtedy, gdy w Twoim przypadku oba te podejścia się ze sobą zazębiają. Gorzej, jeśli lubisz coś, za co będziesz dostawał grosze albo od razu po absolutorium będziesz zmuszony stać w kolejce po zasiłek. Sam wychodzę z dość idealistycznego założenia, że w takim przypadku wcale nie jest się na totalnie straconej pozycji. Jeśli naprawdę lubisz to, co robisz i masz w sobie trochę kreatywności, to na pewno znajdziesz sposób, by zarabiać na tym przyzwoite pieniądze.

O wiele gorszą sytuacją jest to, co spotyka chyba większość maturzystów. Chciałbyś robić to, co lubisz, ale nie bardzo wiesz, co to tak dokładnie jest. Sam idąc na studia, miałem podobne rozterki i wybrałem kierunek, który był najbliższy temu, co wydawało mi się fajne – pisanie i blogowanie.

19 lat to jednak ten piękny wiek, w którym zwyczajnie jest czas na eksperymentowanie i sprawdzanie tego, co się lubi, a co kompletnie nie jest Twoją bajką. Źle wybrane studia i rok w plecy to nie tragedia, nie ma też dramatu, jeśli po zdanym licencjacie stwierdzisz, że to chyba jednak nie jest to. Masz czas. Tylko musisz próbować, a nie siedzieć na czterech literach i się zastanawiać.

Do jakiego miasta iść?

Najpierw odpowiedź sobie na pytanie: czy rodzice chcą i mogą Cię utrzymywać w innym mieście? Jeśli tak, to wyjeżdżaj, nawet jak mieszkasz w dużym ośrodku akademickim. Wyjazd z domu, to najlepsze, co możesz zrobić w kierunku usamodzielnienia się, ale o tym więcej później.

Jeśli nie, to masz więcej opcji do rozważenia. Po pierwsze, czy łapiesz się na jakiekolwiek stypendia i czy są one na tyle wysokie, że będziesz się w stanie za to utrzymać. Po drugie, czy na swoich wymarzonych studiach jesteś w stanie podjąć pracę zarobkową, choćby dorywczą. Po trzecie, jeśli plan zajęć jest na tyle koszmarny, że żadna robota nie wchodzi w grę, przemyśl studia zaoczne – nie studiowałem w ten sposób, ale obecnie widzę w nich więcej plusów niż minusów, choć największa wada – odpłatność – czasem może być nie do przeskoczenia.

A znajomi? Cóż, sam poszedłem do miasta, gdzie wybierało się ich najwięcej. Z większością mam kontakt sporadyczny, a zdecydowanie więcej czasu spędzam z tymi poznanymi na studiach. Na pewno jednak posiadanie choćby kilku znajomych ze swojego miasta pomaga w ogarnięciu lokum z ludźmi, po których mniej więcej wiesz, czego możesz się spodziewać.

Akademik czy wynajem mieszkania?

Jeśli stać Cię na wynajęcie mieszkania z osobami, które lubisz, nawet się nie zastanawiaj. Plotki o akademikach nie biorą się znikąd. No chyba że od studiów oczekujesz wiecznej imprezy. Z drugiej strony, wynajmowanie mieszkania szybciej uczy samodzielności, a na bibę do akademika i tak możesz zawsze wbić. A jak nie masz za wiele hajsu, to nie masz też większego wyboru.

Ja w pierwszym mieszkaniu na studiach. (fot. Julia Szmit)

Ja w pierwszym mieszkaniu na studiach. (fot. Julia Szmit)

Co mi dały studia?

Tutaj opowiem WYŁĄCZNIE na swoim przykładzie i odniosę się jedynie do tego, co wyniosłem z zajęć na dziennikarstwie.

Po pierwsze i dla mnie na dzień dzisiejszy najważniejsze – jako taka swoboda przy wystąpieniach publicznych. Miałem trochę zajęć w pracowni radiowej i telewizyjnej, przed mikrofonem i przed kamerą, co pozwoliło mi się oswoić z różnymi sytuacjami: bycia przepytywanym, przepytującym, prowadzącym itd. Pomaga mi to obecnie przy udzielaniu wywiadów i – znacznie bardziej – przy tworzeniu materiałów na swój kanał na YouTubie. Oswoiłem się z kamerą, nie stresuje się nią, to dla mnie naturalne środowisko.

Po drugie, podstawy montowania video. Takie podstawy podstaw, większości technik i tricków uczę się samodzielnie, montując na bieżąco swoje rzeczy, ale absolutny fundament dały mi studia. Dzięki temu, gdy odpaliłem pierwszy program do montażu w domu (inny niż na zajęciach), nie przeraził mnie jego widok i wiedziałem, gdzie mniej więcej szukać poszczególnych opcji itd.

Po trzecie, myślenie marką. Ten blog jest marką, sam jestem marką i jeśli chce się rozwijać, muszę trochę myśleć o sobie jak o marce. Trochę smutne, ale bardzo prawdziwe. Na studiach miałem kilka przedmiotów na ten temat, każdy w zasadzie mówił o tym samym, ale ew. temat gryzł z nieco innej strony. Pod ogromną warstwą mało użytecznej, przesiąkniętej naukowym bełkotem teorii leżało trochę praktycznej wiedzy, z której do dziś korzystam.

Jeśli chodzi o merytoryczne kwestie wyniesione ze studiów, to w zasadzie tyle. Mimo że na moich studiach miałem całkiem sporo praktyki, to i tak uważam, że było jej zdecydowanie za mało. Mnóstwo czasu traciłem za to na przedmioty czysto teoretyczne odnoszące się do systemów politycznych (które nie są stałe i się zmieniają), historii (lubię ten temat, ale nie uważam, że każdy dziennikarz musi ją znać, tym bardziej zajmujący się np. modą) czy teorii komunikowania (jeśli kiedyś przyda mi się ten naukowy bełkot to będę naprawdę zdziwiony).

Czego mi studia absolutnie nie dały?

Myślałem, że na dziennikarstwie więcej uwagi poświęcimy pisaniu i temu, jak pisać lepiej. Były jakieś zajęcia, nawet kilka przedmiotów, ale trudno było z nich wynieść cokolwiek sensownego. Nieskromnie mówiąc, pisałem zawsze dobrze, ale trochę żałuję, że studia nie pomogły mi bardziej się w tej kwestii rozwinąć.

Po co – tak naprawdę-naprawdę – iść na studia?

Wiedza i umiejętności zdobyte na uczelni to na pewno spore plusy studiowania, ale – jak później zweryfikowało życie – wcale nie największe.

Studiowanie poza dotychczasowym miejscem zamieszkania uczy bardzo ważnej w życiu samodzielności. Czy w wynajętym mieszkaniu, czy w akademiku, czy zarabiając na życie z pracy dorywczej, czy utrzymując się z cyklicznych przelewów od rodziców – to w zasadzie nieważne. Okej, jedne sytuacje wymagają od człowieka szybszego usamodzielnienia się, a w innych proces stawania się niezależnym od innych ludzi jest bardziej długotrwały, ale koniec końców i tak przechodzisz przez wszystkie jego etapy.

Zaczyna się od rzeczy najbardziej błahych – odkrywasz, że nikt za Ciebie nie ugotuje obiadu i nie posprząta burdelu w łazience. Że przelewy za mieszkanie, rachunki, czy szkołę same się nie robią i że hajs na jedzenie i codzienne potrzeby typu papier toaletowy leci jak szalony. Że wydawanie pieniędzy przychodzi bardzo łatwo, a czekanie na wypłatę czy przelew od rodziców potrafi się dłużyć w nieskończoność. Generalnie że jak czegoś sam nie zrobisz, to już na pewno „samo się nie zrobi”. Ot, taka życiowa lekcja, którą niektórzy wynoszą z domu, a większość dostaje ją dopiero na studiach.

Jest jeszcze jeden, może nawet ważniejszy powód. Mianowicie: ludzie. Na studiach poznajesz wiele nowych twarzy, z niektórymi się zaprzyjaźniasz, od innych się odcinasz. Jedni Cię inspirują, z innymi odpalasz własne projekty, pomagacie sobie nawzajem, tworzycie coś razem, imprezujecie, chlejcie na umór i schodzicie się w pary.

WzA :: początki

WzA :: początki

Sam w trakcie swoich studiów poznałem masę świetnych osób, w tym swoją dziewczynę. To dzięki ludziom z mojego kierunku ten blog istnieje i przez wiele lat rozwijał się dzięki ich wsparciu, często czynnemu. Dziś również dzięki ich pracy, radom i pomysłom mogę na nim zarabiać w tak dużym stopniu, że potrafię się z niego utrzymać. Nie jest też tak, że tylko ja czerpałem z tego korzyści – dla każdego, kto ciut dłużej posiedział przy Wygrywam z Anoreksją, była to na pewno cenna lekcja, która czegoś go nauczyła lub pomogła w rozwinięciu jakichś swoich umiejętności.

Mój blog to tylko przykład. Na studiach zdobywasz znajomości. Nie tylko te inspirujące czy te ułatwiające później znalezienie pracy, ale też trwałe przyjaźnie, które przydają się w trudnych chwilach naszego życia i które sprawiają, że jeszcze lepsze jest celebrowanie tych dobrych momentów.

Mówiąc w skrócie: idź na studia, bo bardziej niż czegokolwiek innego, uczą one życia. Po prostu.

Aha, i jak już na nie pójdziesz to pamiętaj, że studia to ani wyłącznie uczelnia, ani tylko imprezowanie. Warto znaleźć złoty środek między nimi, mając przy okazji czas na działalność, rozwijającą pasję i zainteresowania. U mnie był to blog, ale może to być cokolwiek innego: granie w zespołach rockowych, pomaganie i kierowanie organizacjami studenckimi, staże w firmach z interesujących nas branż itd. Możliwości nie brakuje – niebo jest limitem czy jakoś tak.

Życzę udanych wyborów!

 

  • Kinga Kasprzyk

    Chyba najlepszy i najprawdziwszy tekst o studiowaniu, jaki przeczytałam kiedykolwiek. Szkoda, że nie ukazał się wcześniej, kiedy ja sama rozmyślałam nad swoim dalszym życiem. WzA powinien pisać nie tylko o jedzeniu ! 😉

    • Po pierwsze, dziękuję za tak miłe słowa! 🙂

      Po drugie, nie mógłby się ukazać wcześniej, bo dopiero powoli dociera do mnie, że tak w zasadzie to ja już nie jestem studentem. Jakiś czas temu nabrałem dystansu do tych wszystkich spraw związanych ze studiowaniem. 😉

      No i po trzecie, skupiam się na jedzeniu. Wyjątków nie wykluczam, lecz póki co nie chcę robić ich za często. 😉

      Pozdrowienia!

  • Prawda jest taka że jeżeli ktoś chce zdobyć twardą wiedzę praktyczną z zakresu jakiegoś zawodu, zamiast studiów powinien wybrać szkołę zawodową. Tak powiedział jeden z fajniejszych ćwiczeniowców jakich miałam i w zasadzie to trudno nie przyznać mu racji. Studia mają nauczyć przyswajania wiedzy, myślenia i języków (chociaż przy tej ilości godzin to chyba niemożliwe).
    Bardzo fajnie omawiali to Paweł Opydo i Kasia Czajka w „Zombie vs Zwierz”. Mają diametralnie różne doświadczenia bo Kasia studiowała kilka kierunków tylko po to aby poszerzyć swoje horyzonty, a Paweł nie skończył nic, twierdząc że studia nie są mu potrzebne w karierze zawodowej. I można zgodzić się z obojgiem. W wielu zawodach dyplom nie jest konieczny i zdecydowanie bardziej liczy się doświadczenie zawodowe, a studia powinny być podejmowane raczej z własnej chęci zgłębienia jakiegoś zagadnienia.

    • Pełna zgoda, choć są zawody, gdzie wiedza ze studiów kierunkowych oraz ich ukończenie jest KONIECZNE. Głównie chodzi tu o zawody zaufania publicznego. 🙂

      • Zgadza się, dlatego napisałam że w wielu zawodach dyplom nie jest konieczny. W wielu innych zawodach jednak jest konieczny 😉

        • desf

          Zależy też gdzie chcemy pracować. Ostatnio co raz częściej się od tego odchodzi, ale sporo korporacji cały czas ma w wymaganiach wpisane wykształcenie wyższe i nawet jeżeli jesteś najlepszym kandydatem to nawet na rozmowę cię nie zaproszą, bo firma ma taką a nie inną politykę.
          Niektóre z kolei uzależniają awans od tego – mojemu znajomemu wprost powiedzieli że z samym inż nie ma szansy na awans, bo na stanowiska kierownicze wymagają w firmie mgr.

          • No właśnie, na całe szczęście się od tego odchodzi i oby się w końcu całkiem odeszło. 🙂

            Co do awansów, dla mnie to akurat w jakimś tam stopniu zrozumiałe. Często w takich sytuacjach wygląda to jednak w ten sposób, że firma płaci za zaoczne studia magisterskie dla swojego pracownika.

          • Moim zdaniem największy śmiech na sali to są studia informatyczne. Stare podręczniki, starzy profesorowie i stare programy, które uczą jakichś języków programowania z przed dziesięciu lat. A organizacja takich studiów jest niewykonalna bo te języki zmieniają się jak w kalejdoskopie. Dzisiaj koduje się tak, a za kilka miesięcy wyjdzie aktualizacja i już coś się zmieni. Wszyscy moi znajomi z informatyki, którzy gdzieś już pracują, mówią że rzeczy potrzebnych w pracy musieli nauczyć się sami, robiąc projekty do szuflady, a studia muszą skończyć tylko dla papierka. Z tego co wiem to wiele firm w UK przyjmuje bardzo chętnie programistów-samouków i już w ogóle nie patrzy na to czy ktoś studia skończył czy nie.

          • desf

            Zależy od prowadzących – czasami jest tak że prowadzący mówi żeby zaprogramować temat projektu i nie wnika w jakim języku to jest zrobione. Na studiach informatycznych mimo wszystko można nauczyć się podstaw, ale prawdę mówiąc dałoby się to zrobić w 1-2 lata a nie 3-5. Pamiętaj też że studia informatyczne to jednak nie ma być po prosty kurs programowania, informatyka to też coś więcej. Ja osobiście studiów inż. nie żałuję, nauczyłem się tam sporo przydatnych rzeczy. Aczkolwiek 2 lata na mgr zdecydowanie były zmarnowane – jakbym teraz podejmował decyzję to drugi raz na pewno bym nie poszedł.

            Co do UK – parę lat temu słyszałem od znajomego programisty że owszem, pracę można znaleźć bez problemu, ale po przepracowaniu trochę okazało się to co pisałem już wcześniej – bez ładnego papierka możliwości awansu kończą się bardzo szybko, wrócił do Polski skończyć studia.

  • mikolaj

    Pierwsze LO ?! Który rocznik ? ;D Pierwsze zawsze pierwsze !

    • ’92

      • mikolaj

        To się o rok minęliśmy 🙂 Co do studiowania. Uważam ,że nic na siłę ,bo studiowanie dla samego studiowania jest fajne, ale tylko w trakcie – później albo zmieniasz profesję i uczysz się od nowa, a co gorsza masz uraz do swojego „fachu”, albo lądujesz na zmywaku za granicą, albo zmuszasz się do robienia tego co studiowałeś, ale ani frajdy Tobie to nie sprawi, ani nie będziesz w tym jakoś super dobry. Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. A, że jest zdecydowania za dużo kierunków „dofinansowywanych” ,które nic nie wnoszą i produkują bezrobotnych to już inna kwestia. Studia muszą być zgodne z zainteresowaniami, bądź jakimś pomysłem na siebie.Jak się idzie w ciemno to niestety jest zagrożenie, że później będzie bluzgał na uczelnie/ludzi/świat i szybko się tego nie pozbędzie.

  • Jax92

    Odpowiadam: Nie warto iść na studia. Dziś na rynku pracy liczy się to co umiesz a nie jaką szkołę skończyłeś. Nie jeden magister może pozazdrościć zarobków sprawaczowi, hydraulikowi czy elektrykowi.

    Na studia lecą głównie(85%) ludzie którzy chcą się jeszcze zabawić i za przeproszeniem najebać będąc jeszcze na utrzymaniu rodziców.

    • Wiesz, ja za żadne zarobki świata nie chciałbym być spawaczem, hydraulikiem czy elektrykiem. Zwyczajnie mnie nie kręcą takie rzeczy. Myślę, że wiele osób myśli podobnie, nie zawsze hajs jest najważniejszy. 🙂

      A co do tego, że studia to zabawa… To prawda, w dodatku wyśmienita. 🙂 Nie ma nic złego w imprezowaniu, byle nie stało się to życiowym celem. 😉

      • Jax92

        Wielu ludzi po studiach idzie właśnie w te zawody bo mają świadomość że zmarnowali 5 lat życia. Znam takich co to pokończyli studia a teraz robią gdzieś na kasie albo w magazynach w UK.

        A bycie spawaczem? Zajebista praca za świetne pieniądze. Mnie nie kręci siedzenie za biurkiem, wolę fizyczną pracę w której trzeba ruszyć głową(to podstawa w spawaniu)

        • Dla jednych bycie spawaczem to zajebista praca i spoko, dla innych nie i też spoko. Mnie akurat fizyczna praca (jakakolwiek) w ogóle nie kręci. 🙂 Ale nie ma nic złego w byciu spawaczem czy hydraulikiem.

          Ja po 3 latach studiów dałem sobie spokój. Skończyłem pierwszy etap, zdałem licencjat i zdałem sobie sprawę, że kolejne 2 będą marnowaniem czasu. Tych 3 nie żałuje.

          Bardzo dużo zależy od wyboru kierunku i uczelni – dziennikarstwo w Poznaniu wygląda całkiem inaczej niż np. w Warszawie czy Koszalinie.

          A że system studiów wyższych jest w Polsce do dupy, to już inna kwestia. 😉

  • Artur Chasikowski

    Oho… miałem jeszcze włosy!

    • Przeglądałem ostatnio zdjęcia z pierwszego i drugiego roku. Co za bujna czupryna! 😀

  • Aleksandra Kalowska

    warto jeszcze dodać, że studia humanistyczne w Polsce to jest śmiech na sali – z winy systemu. są totalnie odtwórcze, stawiające na kucie na pamięć i powtarzania tych samych informacji. nie uczą czytać krytycznie tekstów, nie uczą pisać, nie uczą ogólnie samodzielnego myślenia, są intelektualną pustynią. niestety to widać dopiero, jak człowiek gdzieś wyjedzie z polskim licencjatem i się przekona, ile on jest wart 😉 na szczęście gdzie indziej system studiów humanistycznych i dyplom po nich oznacza coś zupełnie innego.
    ogólnie, polski system szkolnictwa wyższego uzdrowiłoby tylko i wyłącznie wysadzenie w powietrze i zbudowanie od nowa. nic więcej.

    • Jestem tego w pełni świadomy. 🙂 Już nie chciałem wchodzić w te systemowe przyczyny, bo wyszedłby 3x dłuższy tekst. 😉

      • Aleksandra Kalowska

        wiadomka wiadomka, ale ludziom przed maturą (może nie maturzystom) poradziłabym raczej pozasuwanie na zmywaku parę miesięcy w wakacje jeszcze w liceum, odłożenie hajsu i uciekanie na lepsze uczelnie 😉

        • Kształcenie się zagranicą to już temat na inną dyskusję i raczej nie ze mną, bo ja tam to gówno widziałem w tym temacie. 😀

  • eV

    Bardzo fajny, konkretny wpis. Wreszcie bez skrajnie subiektywnego paplania na ten temat – co niestety pojawia się na bardzo wielu blogach. Studia to coś, co powinno się przemyśleć rozważyć, nie można powiedzieć jednoznacznie, że jakiś wybór jest dobry a jakiś nie. Dobry zbiór tematów do przemyślenia, jakbym znała jakiegoś licealistę, to zdecydowanie bym mu poleciła do przeczytania.

  • Janek

    Pracodawcy coraz mniej patrzą na to czy mamy skończone studia przy przyjęciu. Liczy się posiadana wiedza, a czasami jedno nie pokrywa się z drugim. Ja np przerwałem studia informatyczne inż na pierwszym roku, bo 2 sesja mnie wbiła w ziemię, matma, fiza, przecież to średnio w życiu mi się przyda a cisnęli z tego. Poszedłem w stronę grafiki i sam się rozwijałem. Najpierw małe zlecenia za grosze dosłownie, mogłem sobie za tą kasę pozwolić zrobić kursy z eduweb.pl Photoshopa, Illustratora,co mi o wiele więcej dało niż semestr laboratoriów i wykładów. Tylko że później jak już zacząłem pracę na etat i szykowały się podwyżki dostali je ludzie którzy mieli dyplom. I tutaj zacząłem trochę żałować decyzji. Studia do zaczęcia pracy nie, ale jednak mają wartość.

  • Ania Cylka

    świetny tekst! Jako za-progiem-lekarz zgadzam się ze wszystkim. Są studia, które musisz odbyć, ale na moim przykładzie obrazując: nie dostałam się na wybrany kierunek, poszłam w zupełnie inną stronę, wyprowadziłam się na drugi koniec Polski mimo braku wygórowanych finansów (trzeba było szukać pracy, żeby żyć studencko. Na mieszkanie i podstawowe potrzeby pieniądze miałam). Do dziś kleją mi się oczy na wspomnienie tego czasu – wolność, dorosłość, lekcja życia. Może rozważysz takie teksty od czasu do czasu?