Wyszukiwarka

Jak nie umrzeć z głodu na Woodstocku?

fot. Joanna Wojciechowska

W tym roku na Przystanek jadę tylko na jeden, niepełny dzień, ale jako doświadczony Woodstockowicz (no, niektórzy mój „staż” pewnie by wyśmiali, lecz żadnym żółtodziobem też nie jestem) postanowiłem rzucić parę rad. Festiwal festiwalem, muzyka muzyką, ale jeść trzeba, prawda?

1. Żyw się piwem

Piwo jest kaloryczne, każdy to wie. Piwo jest pite na Woodstocku w ilościach nie tyle hurtowych, co… diabelskich. Nie wiem ile dziennie przyjeżdża ciężarówek po brzegi wypełnionych browarem – prawdopodobnie nie znam nawet takiej liczby. W każdym razie w dniach Woodstocku w Kostrzynie ludzi jest dużo, a piwa jeszcze więcej.

Podobnie jak przed rokiem dominującą marką na festiwalu będzie Lech. Słabo, nie lubię. Zawsze można też przytargać piwo ze sobą. Albo pocisnąć do Kostrzyna, który wcale nie jest tak daleko, po kratę lub dwie. Wyjdzie na pewno ekonomiczniej, zwłaszcza jeśli wybierze się Kasztelany, Harnasie lub inne tanie piwo. Pamiętajcie jednak, że na teren Woodstocku teoretycznie nie wolno wnosić szklanych butelek – Pokojowy Patrol ma prawo (i obowiązek) je wam skonfiskować. Dobra wiadomość jest taka, że zazwyczaj pozwala opróżnić pierw zawartość każdej flaszki. Gdybyście jednak przytargali tych butelek naście, to możecie mieć problem.

2. Zaopatrz się w prosty zestaw Woodstockowicza

Nie każdy lubi żywić się tylko piwem. Mało kto pragnie jednak wydawać fortunę na żarcie. Zwłaszcza na Woodstocku, gdzie warto inwestować w inne branże (piwo, piwo i piwo). Dlatego polecam tzw. „prosty zestaw Woodstockowicza” składający się z dwóch bochenków taniego chleba tostowego i trzech opakowań ulubionego pasztetu. Tanie śniadanie, obiad i kolacja na 3-4 dni zapewnione! Wprawdzie mało zróżnicowane, ale, wierzcie lub nie, różnorodności we wszelkich innych dziedzinach życia na Woodstocku nie brakuje. Aha, do zestawu warto dorzucić jeszcze scyzoryk – smarować czymś trzeba, palce są jednak mało higienicznym rozwiązaniem. Tym bardziej na Brudstocku.

A gdzie się zaopatrzyć? Najlepiej jeszcze przed wyjazdem. Jeśli jednak mieszkacie daleko i nie chce wam się targać dodatkowego bagażu, na polu namiotowym tak jak i przed rokiem stać będzie Lidl, w którym spokojnie można nabyć najbardziej przydatne produkty. Wcześniej zaopatrzcie się jednak w cierpliwość – kolejki przed sklepem to, że tak to ujmę, chleb powszedni.

3. Żyw się w Pokojowej Wiosce Kryszny

W miarę pożywny posiłek w niskiej cenie. Kiedyś było to 4 zł, w zeszłym roku bodajże piątka, w tym – nie wiadomo. W zasadzie trudno powiedzieć, co się znajduje na plastikowym talerzyku. Papka „na konkretnie”, papka „na słodko” (bananowa?), jakieś czipsopodobne coś – wszystko… wegetariańskie. Wiem, ciężko jest żyć bez mięsa, ale przez te 3-4 dni w roku chyba da radę, co? Zwłaszcza, że jedzenie wcale-nie-takie-złe, choć ponoć nie wszystkie kubki smakowe potrafią zaakceptować kuchnię krysznowców.

4. Żyw się w woodstockowej gastronomii

Mówiąc inaczej, ryzykuj i jedz festiwalowe fast foody. Naleśniki, pierogi, 40-centymetrowe kiełbasy w bułkach, ziemniaki z kefirem i tak dalej. Skąd ryzyko? Nigdy tak naprawdę nie wiadomo, co kryje się w takich budach. Czy jedzenie będzie smaczne, czy nie zaszkodzi, czy taśmowa produkcja kolejnych smakołyków nie spowoduje, że niektóre normy nie będą przestrzegane. Nie chce tu straszyć i robić czarnego PR-u, ale sami wiecie, jak to jest… A nie chcecie mieć żołądkowych problemów na polu. Oj, nie chcecie. Chyba że myśleliście kiedyś o ożenieniu się z ToiToiem.

Aha, od kilku lat na Woodstocku pojawiają się również food trucki z całej Polski. Nie ma ich tyle co na Open’erze, jedzenie jest droższe niż w zwykłej woodstockowej gastronomi, ale chyba warto. Powinno być smaczniej i ciekawiej. Oczywiście nie ma zasady i są wyjątki, jednak bardziej wierzę w food trucki niż jakiś bigos.

5. Żyw się Nutellą

To wprawdzie nie przykład wzięty z Woodstocku, a z Hip Hop Kempa, lecz realia podobne. Koleżanka cały festiwal żywiła się Nutellą. Ofkors, na jakimś pieczywie. 5 długich dni. PIĘĆ. Da się? Da się. Spróbujcie.

6. Miej znajomych w Kostrzynie i wpadnij do nich

Cóż, tłumaczyć chyba nie trzeba. Tubylcy – tacy, których znacie – na widok brudnego i głodnego przyjezdnego i prysznic zaoferują, i coś na ząb dadzą. W tym miejscu pragnę podziękować wszystkim tym, którzy kiedyś mnie w ten sposób ugościli i którzy jeszcze mnie tak ugoszczą. Bardzo miło z Waszej strony!

I tych pomysłów na przeżycie najlepszych kilku dni w roku znalazłoby się jeszcze ze czterdzieści, podałem tylko te najważniejsze. Jeśli macie jakieś własne, podzielcie się nimi w komentarzach.

W tym roku będę jeden dzień na Woodstocku i na pewno sprawdzę, co można na nim zjeść. Relacja po festiwalu na YouTubie, a w tracie będę rozdawał jedzeniowe #protipy na lewo i prawo na Twitterze.