Wyszukiwarka

Akcja „Mój Burger” w McDonald’s

-Mój Burger- (1)

Alma mater fast foodu w kraju nad Wisłą przeprowadziła wspaniałą akcję promocyjną. Sieć McDonald’s oddała robienie burgerów tym, którzy mają na ich temat najwięcej do powiedzenia – swoim klientom. Wszak to im zawsze czegoś brakuje, coś jest nie tak. Więc zorganizowali konkurs, w efekcie którego do menu trafiły 4 pozycje, a do was ten tekst.

Konkurs miał ten minus, że jak wiele innych, wiązał się z głosowaniem przez fanów (czytaj, im więcej znajomych masz, tym i szanse większe), dzięki czemu została wybrana ostateczna 10, z której 4 burgery miały być wybrane w testach smaku – robionych już przez ludzi z McDonald’s. Ta druga część brzmi sensownie – w założeniu eliminuje przehype’owane propozycje. I nie przedłużając tego wstępu, przejdę do opisu, jak założenia mają się do stanu faktycznego. Ostatnia rzecz porządkowa – wśród tych 4 propozycji otrzymujemy 2 „duże” i 2 „średnie” kanapki. Zacznijmy zatem od tych mniejszych.

WP_20141124_001

Amore Italia

Jeśli do burgera dodasz sos bazyliowy, rukolę i pomidora – nazwij go włoskim. Nic to, że zastępujesz wołowinę kurczakiem, a przecież włosi słyną z miłości do krowy (nie bez przyczyny wołowina Fiorentina zdobyła swą sławę). Jeśli jest śmiesznie mały, a panierka wcale nie jest ostra, bierze się go na 3 gryzy – sprzedaj go w cenie 7 zł. Dla mnie – kompletne nieporozumienie. Rukola w ogóle nie smakuje jak rukola, brak jej wyrazistości, kurczak jest w najlepszym wypadku mierny, a sosu tyle co kot napłakał. Dla mnie – absolutnie niejadalna pozycja.

WP_20141124_003

Grandburger

Jeśli bułka jest mała, ale składników dużo – nazwij go „Grand”. Mimo że z wielkością ma tyle wspólnego, co ja z freeganami. Poza małym kawałkiem mięsa (52g), mamy ser cheddar (z całą pewnością 100% autentyk), pikle, sałatę (albo mix sałat – cokolwiek), chipsy i sosy – majonezowo-jogurtowy i pomidorowy (ponoć z cebulką). Na papierze – prezentuje się ciekawie. Na tacce – prezentuje się śmiesznie, na podniebieniu prezentuje się miernie. Chipsy nie robią różnicy. Sosów mogłoby nie być, mięsa praktycznie i tak nie ma (52g, serio? i to było w finałowej dziesiątce? Seeerio?), a samym ogórkiem nie wygramy życia. Jest lepiej niż w „Amore” ale nie zmienia to faktu, że nie jest dobrze. To jak powiedzieć, że „Wyjazd integracyjny” był lepszy niż „Kac Wawa”.

WP_20141120_002

Fiestaburger

Na tego burgera czekałem niczym naród Izraela na zbawienie. Uwielbiam burgery z nachosami. Mam kilka punktów odniesienia – slowfoodowych rzecz jasna – i pomimo poprawki na charakter miejsca spożycia, oczekiwania były ogromne. Zwłaszcza, że poza nachosami miał być w miarę akceptowalny kawałek mięsa (swoją drogą, jakim cudem, nie ma tu niczego podwójnego?), ostry sos, jalapeno, ser i sałata. Różnica między zdjęciem z reklamy a real photo boli bardziej niż zazwyczaj. A w smaku? Cóż. Różnica między porządnym burgerem z nacho a tym tworem też boli bardziej niż powinna. Mój nie był tak suchy, jak mogło to wynikać z komentarzy na naszym fanpage’u, mój był konsystencji pizzy z mikrofali. Nacho nie był dobre, mięso nie było soczyste, jalapeno nie paliły. To po prostu nie było smaczne, było nijakie do bólu, a może nawet trochę gorsze niż nijakie.

WP_20141129_004

Szpinak Deluxe

Serio, nie mam pojęcia, co takiego deluxe jest w tym burgerze. Z całą pewnością nie jest to kawałek kurczaka w panierce, bo jest żałośnie mały, z całą pewnością nie jest to szpinak – bo to tylko zielenina nie będąca rukolą. Idąc dalej tym tropem – nie chodzi też raczej o ser, który z emmentalerem dzieli prawdopodobnie tylko nazwę. Mam wątpliwości co do roli pomidora i pikli – ponieważ powinny one odznaczać się w całości, a giną gdzieś kompletnie, tak samo jak cebule. A są 2 moje ukochane (czerwona i prażona) i żadna nie wchodzi nawet w kadr, dopóki nie wypadnie na tackę. Jedyne czego jest sporo to sosy, ale nie są one rewelacyjne i raczej nie będę o nich pamiętał. Jakim cudem ktoś komponując to nie pomyślał, że trochę więcej niż niespełna 50 g kurczaka, byłoby dobrym pomysłem? Jak można dać tak wiele, przy tak niewielkim sercu całości. Bo sercem całości powinno być tu mięso. Nie sosy.

Cała akcja, to dla mnie jakiś smutny żart. Propozycje, które na papierze nie wyglądają najgorzej, smakują bardzo źle, źle lub w najlepszym przypadku przeciętnie. Czy podczas sprawdzianu smakowego nikt z „komisji” nie zauważył, że kawałki kurczaka są za małe i się nie przebijają? Że Grand nie ma z wielkością nic wspólnego, a Fiesta nie kręci meksykańskiej biby na języku? A może po prostu, dla jury, kucharze starali się bardziej?

Cena:
* Amore Italia i Grandburger – 6,90 zł
* Fiestaburger i Szpinak Deluxe – 12,90 zł

Smakowitość:

Amore Italia 25%
Grandburger 30%
Fiestaburger 40%
Szpinak Deluxe 50%
Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją” 20%