Wyszukiwarka

Knarr, Snekkar i Drakkar – nowe kanapki w North Fishu

[column]IMG_20151123_160628[/column][column]IMG_20151120_175928[/column]

[column]IMG_20151120_180313[/column][column]IMG_20151120_175738[/column]

Sieciówkowy fast food jednak potrafi pozytywnie zaskoczyć.

Parę tygodni temu popełniłem „manifest”, w którym poniekąd wyrzekłem się sieciowych barów szybkiej obsługi. Wprawdzie przyznałem rację tym, którzy twierdzili, że czasem fast food się przydaje, to tym bardziej nie planowałem wrócić do któregokolwiek z zamiarem zdobycia materiału na wpis na blogu.

Mniej więcej w tym samym czasie pocztą przychodzą do mnie kupony na nowe kanapki w North Fishu. Początkowo chciałem je podrzeć i ceremonialnie spalić, później jednak stwierdziłem, że tzw. darowanemu koniu w zęby się nie patrzy, a jeden darmowy obiad w miesiącu więcej w zasadzie do niczego mnie nie zobowiązuje – pójdę i zjem, a jak będzie o czym, to coś napiszę.

20151120_132710

Biorąc pod uwagę, że czytacie ten wpis, pewnie domyślacie się, że coś zwróciło moją uwagę – nowa oferta w North Fishu zaciekawiła mnie do tego stopnia, że postanowiłem zawiesić na jeden dzień zasadę o niepisaniu o sieciowych fast foodach. Mam nadzieję, że ich gorliwy przeciwnicy mi to wybaczą.

Na wstępnie należy pochwalić North Fish za odnalezienie swojej tożsamości – sieć przez lata kopiowała pomysły wizerunkowe, które sprawdzały się u konkurencji, moim zdaniem nie zdające egzaminu. Ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy, postanawiając o mocniejszym związku marki North Fish ze Skandynawią i kulturą nordycką. Świadczą o tym chociażby nazwy nowych kanapek, które może są trudne do wymówienia i zapamiętania, ale jeśli zostaną w ofercie na stałe, to za parę lat zamówienie „Drakkara” przy kasie będzie równie naturalne, co fish burgera. Wierzę więc w to, że te ruchy North Fisha nie są jedynie 6-miesięczną akcją promocyjną, a przemyślaną strategią na znacznie dłuższy okres.

1

Zamawiam wszystkie trzy nowe kanapki jednocześnie. Po pierwsze dlatego, żeby mieć porównanie, a po drugie, ponieważ w razie ew. failu nie chciałoby mi się odwiedzać jakiejkolwiek galerii handlowej ponownie. Po cichu liczę też na to, że po zjedzeniu trzech będę najedzony po brzegi i nawet zjechanie z piętra po schodach ruchomych będzie dla mnie wyzwaniem.

Multum radości sprawia mi odpakowanie bułek z szarego papieru. Swoją drogą, to dobry pomysł, ale efekt na pewno wzmocniłoby użycie pieczątek – innej dla każdej z kanapek. Przyzwyczajony do nadmuchiwanego, plastikowego pieczywa z innych sieciowych fast foodów doznaję lekkiego szoku, widząc trzy apetyczne, chrupkie bułeczki. Z tego, co zdołałem się dowiedzieć, są one wypiekane na miejscu i jak mniemam, mamy tu do czynienia z podobnym rozwiązaniem co w już niemal wszystkich marketach: korzysta się z głęboko mrożonego ciasta i w określonych przedziałach czasowych dokonuje się tzw. „odpieku”. Nie jest to może najzdrowsze, ale porównując do tego, co było, widać kolosalną różnicę i krok w dobrą stronę. Nowe bułki w North Fishu zostawiły daleko w tyle pieczywo z konkurencyjnych fast foodów, taka prawda.

2

Kiedy zachwyt mija, próbuję pierwszej kanapki. Zaczynam od Knarra, najtańszego wariantu z panierowanym dorszem, kiszoną kapustą i sosem ziołowo-czosnkowym. Nie chcę kolejny raz zachwalać bułki, która na sieciówkowe standardy jest czymś niesamowicie smacznym, ale z uwagi na niewielką ilość składników, to właśnie w tej kanapce można wyczuć najwięcej atutów pieczywa. Ryba sama w sobie jest smaczna – to zresztą najpopularniejszy gatunek zamawiany przez klientów North Fisha – a kiszona kapusta bardzo dobrze się z nią komponuje. Jedyna wada to sos, który może smakowo nie zawodzi i generalnie tutaj pasuje, ale jest go stanowczo za wiele. Momentami wybija się na pierwszy plan, a nie powinien.

4

Niestety, ten sam błąd pojawia się w przypadku pozostałych kanapek. Czuć to zwłaszcza w Drakkarze – kanapce z tuńczykiem i godnej następczyni Mega Tuna Burgera BBQ – gdzie poza sosem tatarskim jest jeszcze barbecue. Prawdę powiedziawszy, ten drugi by w zupełności wystarczył. Zwłaszcza że w North Fishu smakuje on bardzo dobrze i świetnie komponuje się z tuńczykiem. W Drakkarze poza rybą i sosami znajduję też sałatę, pomidora i czerwoną cebulę. Tuńczyk całkiem okej, buła świetna i dodatki świeże. Tylko sos przysłania tutaj to, co najlepsze.

5

Ciut lepiej jest w Snekkarze – to kanapka z panierowanym filetem z miruny. Spośród całej trójki, to chyba najlepszy możliwy wybór. Ryba jest najbardziej soczysta, a ogórek konserwowy fajnie rywalizuję z czerwoną cebulą w tle. Jest tu jeszcze sałata i szpinak, ale to raczej nic nie znaczący dodatek. Oczywiście bułka znów rządzi i oczywiście sos trochę psuje końcowy efekt.

3

Ale gdy następnym razem będziecie padać z głodu w galerii handlowej i jak zwykle będzie stawać przed dylematem, czy postawić na 2forU, czy na B-Smarta, czy może coś z Burger Kinga lub Subwaya, to przypomnijcie sobie proszę ten tekst i dajcie szansę North Fishowi. Te bułki zasługują na to, żeby zostać zjedzone. Może poszczęści się Wam bardziej niż mi i Wasze kanapki nie zostaną bezsensownie zalane sosem.

PS Moją wątpliwość budzi jedynie rozmiar kanapek. Bo o ile nie mogę powiedzieć, że trzema się nie najadłem, o tyle no właśnie, to były TRZY KANAPKI! A nikt normalny nie zamawia trzech kanapek, wierzcie mi. Wydaję mi się, że sytość osiągnąłem po zjedzeniu dwóch – Knarra i Snekkara. Także mała rada na koniec: nie zamawiajcie kanapki z zestawem, bierzcie po prostu dwie.

Ceny:
* Knarr – 6,90 zł
* Snekkar – 8,90 zł
* Drakkar – 10,90 zł

Smakowitość:

Knarr 75%
Snekkar 80%
Drakkar 75%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: trzeba wtrynić dwie kanapki, by się najeść