Wyszukiwarka

New York Beef Classic (McDonald’s)

Cena: 11,90zł
Zastanawialiście się może, czy redakcja strategicznie podchodzi do publikowania tekstów? Jeżeli nie, to czy recenzja takiej kalorycznej bomby w sobotę rano jest przypadkiem? Nie sądzę. Zaraz wyjaśnię wam dlaczego w stanie zdecydowanego braku kontaktu z światem, warto wszamać coś innego niż jajecznica.
Weekend to weekend, więc można się wyluzować i trochę odpuścić. Tak więc środowy wieczór upłynął w jednym z poznańskich pubów. Śpiewaliśmy, piliśmy i tańczyliśmy. Powalczyłem do czwartej nad ranem, aż Pan kelner poprosił ostatnich imprezowiczów o opuszczenie lokalu. Udało mu się za drugim razem.Chciałbym napisać, że spałem do wieczora i zjadłem NYBC na kolację, ale nie. Pewna kobieta postanowiła doprowadzić mnie do stanu użytecznego ok. siódmej rano, co poskutkowało tym, że zdążyłem wrócić do domu, a nawet zjawić się na zajęciach. Przedpołudniowych.

Nie wyglądałem zbyt dobrze i gdyby rednacz nie postanowił wybrać się do McDonalda po nowe kanapki, pozostałbym w tym stanie jeszcze dłużej. Nie wiedzieć czemu, wybrałem się z nim i powiem wam, że nie żałuję.

NYBC okazał się naprawdę dobrą kanapką. Nawet gdyby nie postawiłby mnie na nogi, nie żałowałbym wydanych pieniędzy. Nie jestem pewien w 100%, ale tego burgera miałem już chyba okazję jeść rok czy dwa lata temu. Dziś też daje radę i to nie bez przyczyny.

W sezonowej kanapce znajdziemy dwa kawałki wołowiny, dwa plastry sera cheddar, ogórek konserwowy, czerwoną cebulę, sałatę i pomidora oraz musztardę i sos majonezowy.

Można powiedzieć, że to prawie Big Mac, tyle że lepszy sos i czerwona cebula z pomidorem zmieniają obliczę tej kanapki. Do tego zdecydowanie lepsza bułka, no i całość jakaś taka… większa?

Burger ten jest moim nr 2 tuż po Kanapce Szefa Kuchni.

Jedynym minusem NYBC – poza ceną – jest fakt, że kotlety są naprawdę cieniutkie. Niby dwa, a wyglądają jakby McDonald’s oszczędzał na mięsie. Gdyby wyeliminować ten problem wsadzając tam dwie 100-gramowe porcje, mógłbym za niego zapłacić nawet i 15 zł.

[MruMru]

Podzieliłam los Chłopa z Mazur i w środę śpiewałam równie głośno co on. I chociaż z lokalu nikt nie musiał mnie wyrzucać, to następnego dnia przegrywałam walkę z grawitacją mojego łóżka. NYBC wleciał na śniadanie, już o godzinie 14. Był to dobry wybór. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam, by w końcu stanąć na nogi – przecież nie ma nic lepszego niż bomba kaloryczna na kaca i dopadającego nas w związku z tym Weltschmerza.

Nie żałuję, że zdecydowałam się właśnie na tę kanapkę. Nie dość, że wielka, nie dość, że 2 kotlety, to jeszcze tyle ogórka! Jestem zdecydowaną fanką ogórka konserwowego w burgerach z Maka i byłam zachwycona, że każdy kęs wiązał się z jego kosztowaniem. Sałata, pomidor, ser i cebula to zestaw w miarę standardowy. Sos – bardzo dobry, acz nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że czasami było go po protu za mało jak na taką ilość dodatków. Aczkolwiek mimo tego mankamentu – nie znajduję więcej powodów, by na niego narzekać. Ja się najadłam.

Smakowitość: 8,25/10 (8,5 Chłop z Mazur, 8/10 MruMru)
Współczynnik ‚zwycięstwa z anoreksją’: żołądek bez dna