Wyszukiwarka

Farma Wawrzyńca po Kuchennych Rewolucjach

Lokalizacja: Osiedle Bermudy 67, Wawrów k. Gorzowa

Rośliny ogrodowe, trochę zwierząt w małym zoo (głównie ptaki) i… restauracja. Takie rzeczy tylko w Wawrowie, podgorzowskiej wsi znanej z zakładu karnego (obecnie już w granicach jednej ze stolic woj. lubuskiego) i toru żużlowego dla juniorów.

Dawną Karczmę pod Łosiem parę miesięcy temu odczarowała Magda Gessler. Poprawiła wystrój, naprzeklinała się w kuchni i zmieniła nazwę. Farma Wawrzyńca w TVN-ie przeszła udaną metamorfozę. Przyzwyczaiłem się już do tego, że telewizja kłamie – i to każda, bez wyjątku. Musiałem sprawdzić, którą z prawd – prawdę, tyż prawdę, czy gówno prawdę – w tym przypadku głoszą Kuchenne Rewolucję.

Obsługa okazała się miła i błyskawiczna. Tuż po złożeniu zamówienia na stół wjechała darmowa przystawka w postaci chleba ze smalcem i ogórkiem. Sympatyczny gest. W życiu jadłem już lepsze smalce i smaczniejsze kiszone (tu były trochę za słone), ale darowanemu koniu w zęby się nie patrzy i tak dalej, więc zjadłem i nie dyskutowałem.

Kończyłem przeżuwać ostatnią kromkę, gdy w oddali pojawiła się kelnerka niosąca barszcz z kołdunami. Kolor, zapach – już to robiło pierwszorzędne wrażenie. Potem było tylko lepiej. Barszcz smakował zupełnie jak u babci. Wyrazisty, mocno doprawiony. Do tego naprawdę dobre kołduny – z bardzo delikatnego, rozpływającego się w ustach ciasta. Ich jedyną wadą była jedynie ilość – babcia przyzwyczaiła mnie, że kołduny zapełniają cały talerz, a jak będzie mi mało, zawsze będę mógł sobie dołożyć. Tutaj musiałem poprzestać na kilku (pięciu, siedmiu, jakoś tak).

Zjadłem w trymiga. Dłużej pochłanianie zupy zajęło mojej mamie. Nie tylko dlatego, że zazwyczaj je wolniej, ale też ze względu na to, co zamówiła: mianowicie, żurek w chlebie. A pisze o tym tylko z powodu wyjątkowej przykrywki z „wyrzeźbionym” łosiem:

…oraz za sprawą tego, że na danie główne chwilę jednak czekałem. Całe szczęście, było warto! Filet z kurczaka otulony bekonem z mozarellą i warzywami już brzmi smakowicie. Wierzcie lub nie, ale wygląda i pachnie jeszcze lepiej. A jak smakuje! Kura doprawiona i dopieczona – z wierzchu lekko chrupiąca, w środku mięciutka, doskonała. Ta owinięta dobrze przysmażonym bekonem. Na tym wylądowała mozzarella, warzywa – żółta, zielona i czerwona papryka, pomidory koktajlowe, cukinia i czerwona cebula – oraz smaczny sos, który najprawdopodobniej wydobył się ze wspomnianych warzyw. Boże, jakie to było dobre!

z tego wszystkie zapomniałem, że na talerzu były jeszcze całkiem smaczne placki ziemniaczane

Nie mogłem jednak odmówić deseru. Zaryzykowałem, poprosiłem o „lody Bolka i Lolka”, otrzymałem zwykły deser lodowy. Całkiem dobry deser lodowy. Bita śmietana – na bank robiona na miejscu, tak nie smakują produkty w sprayu – liść mięty, owoce – truskawka, malina, borówka w skromnej ilości – oraz 3 gałki lodów: waniliowa, truskawkowa i czekoladowa. Smakowało.

Trudno było się całym zestawem nie najeść. Brzuch wydęty, a podniebienie połechtane. Rewolucja udana, telewizja nie kłamała. Farmę Wawrzyńca jeszcze odwiedzę, wierzę.

Smakowitość:
* chleb ze smalcem i ogórkiem kiszonym – 7/10
* barszcz z domowymi kołdunami i ziołami – 9/10
* filet z kurczaka otulony bekonem z mozzarellą i warzywami – 8+/10
* lody Bolka i Lolka – 7/10

Współczynnik ‚zwycięstwa z anoreksją’: 95% (dla całego obiadu)

Ceny: adekwatne, w miarę przystępne (pełen cennik: klik)
Obsługa: na mocną czwórkę w skali szkolnej, napiwek zasłużony