Wyszukiwarka

Grill Bar (Łeba)

IMG_1789Wraz z ukochanym na pierwszą część naszych wakacji wybraliśmy się do Łeby. Jak na łasuchów przystało, w głównej mierze skupiliśmy się na jedzeniu.

Warto zaznaczyć, że jesteśmy mięsożerni, chyba nawet ponad przeciętną. Moja mama mówi, że ma dziwne córki, które zamiast sałaty jedzą mięso i przez to za dużo na nas wydaje. No cóż, wyjątkowym trzeba się urodzić. Wracając jednak do tematu Łeby i mięsa. Ryba szybko nam się znudziła i trzeba było szukać nowych podniebiennych wrażeń.

Jakaż była nasza radość, gdy trafiliśmy do tego Grill Baru! To taki mały, mięsny Eden w Łebie. Dekorator wnętrz tam się nie natrudził. Tuż przy ulicy stoi wielki grill, a za nim wielki facet z wielkim szpikulcem, który przekłada wielkie porcje mięsa. Żar było czuć na chodniku, a zapach przyciągał z kilku dobrych metrów (mimo nadmorskiego wiatru!). Oprócz grilla – lada, zza której wybiera się dodatki do mięsa: surówki, ogórki, bułki i sosy. Do tego lodówka z piwem różnorakim. Od lokalnych do zagranicznych. Prawda jest taka: dobrą sztukę mięsiwa TRZEBA zapić dobrym piwem. Do tego kilka stolików z tyłu i tv, z włączoną VIVĄ.

IMG_1790

Powiem szczerze, lepszego mięsa z grilla nigdzie nie jadłam. I wy też nie. Gdy się tam stołowaliśmy, braliśmy zawsze szaszłyka i karkówkę. Szaszłyk drobiowy z boczkiem (ale nie plasterkiem, tylko grubo ukrojonym plastrem, można rzec – kawałem), do tego z pół cebuli i papryka. Dodatkowo musztarda i ogóreczek. Wszystko zagryzane bułą.

Mięso było pachnące i smakujące dymem, miękkie, soczyste, dodatkowo przeszło boczkiem. Trudno było nie mieć banana (np. takiego jak delikwent na zdjęciu) na twarzy, gdy się to jadło. Kwintesencja potrawy z grilla.

Karkówka – podobna historia. Wielki kawał mięsa, soczystego, cudownie doprawionego. Luby ukochał sobie sos chrzanowy, mnie on osobiście nie urzekł, to taki typowo „męski” sos. Nawet w trakcie pisania recenzji, dobre parę miesięcy po wakacjach, gdy dopytywałam się o sos, usłyszałam: „chrzanowy, zaje*isty był!”

IMG_1791

Największym problemem jest to, że nie zapisałam ani nazwy (bo chyba takowej w ogóle lokal nie miał), ani ulicy (wydaje mi się, że Wojska Polskiego), Łeba jest jednak na tyle mała, że bez problemu idzie znaleźć to miejsce, trzeba tylko kierować się w stronę morza i minąć miejsce, gdzie jest smażony cały prosiak na rożnie (ale średnio apetycznie wyglądał, więc nie próbowaliśmy).

Zdecydowanie polecam szukać. Takich dań z grilla, zapewniam, jeszcze nie jedliście.

Cena: 8 zł/100 g + dodatkowo ~1zł za każdy dodatek

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: milion, ale warto.