Wyszukiwarka

Karczma Chata Wędrowca (Wetlina)

20130919_153421

Z moją drugą połówką wakacje spędziłam na obu końcach Polski. Trzeba było się przekonać, czym w Bieszczadach karmią niestrudzonych, górskich wędrowców.

Wetlina to koniec świata. Jeśli jadąc na wakacje marzysz o tym, żeby było pełno ludzi, na każdym kroku restauracja do wyboru, milion połączeń autobusowych czy kolejowych – nie jedź tam. Jeśli jednak chcesz połazić po górach, zjeść porządne danie za niską cenę i przeżyć przygodę w postaci chociażby zastanawiania się, jak do cholery, dotrzeć na miejsce – serdecznie zapraszam.

Kiedy już się tam znajdziecie, nie możecie przepuścić okazji i koniecznie skierujcie swe lico w stronę Chaty Wędrowca. Dotrzeć tam nie jest trudno: jest jedna, długa ulica i przy niej właśnie to miejsce się znajduje. Nie bez kozery o tym wspominam – numer 113 jest tu zbędny. W Wetlinie bowiem zagina się czasoprzestrzeń i obok numeru 100 możecie spokojnie znaleźć zarówno 101, jak i 002 czy 067. Nawet miejscowi nie ogarniają numeracji.

Ale dość o samej Welinie, jedzenie jest ważniejsze. Z ukochanym wpadliśmy tam głodni jak wilki i gdy tylko dorwaliśmy miejsce (a wcale nie jest to łatwe, wędrowców jest tam mnóstwo!), od razu zamówiliśmy dania.

20130919_154640

Na pierwszy ogień poszła zupa. Ta wielka micha kapuśniaka to zaledwie połówka porcji. Może na zdjęciu nie wygląda, ale wierzcie mi, rozmiar pokaźny. W menu kapuśniak nazywa się kwaśnicą na wędzonych żeberkach. Zupa była przepyszna. Taka typowa, porządna, można powiedzieć – babcina. Było czuć mięso, było czuć kapustę. Podana gorąca, aromatyczna. Do tego koszyczek świeżego chleba. W zupie pływała marchewka, pietruszka i – oczywiście – mięso.

20130919_155641

Moje drugie danie – Talerz Szabo. „Szabo mawiał: Polak – Węgier dwa bratanki, do wypitki i do szklanki!”, czyli placki ziemniaczane z gulaszem. Do wyboru (zawsze w tej samej cenie!): gulasz z baraniny, wołowiny, wieprzowiny, drobiu lub polędwiczek wieprzowych. Niestety nie załapałam się na baraninę, ale wołowina zdecydowanie dała radę.

Porcja znów ogromna, przyznaję się bez bicia, po sporej zupie i kuflu piwa – nie dojadłam. A było przepyszne. Placki ziemniaczane usmażone na złoto, a gulasz był tak aromatyczny, tak bardzo mięsny! Nie było mowy o doprawianiu sosu papryką czy pomidorami w nie wiadomo jakich ilościach. Sos smakował tylko i wyłącznie mięsem. W momencie gdy piszę ten tekst i przypominam sobie ten smak… ślinka sama cieknie.

20130919_155649

Ukochany jadł jagnięcinę z grilla ze smażonymi ziemniaczkami i bukietem surówek. Niestety jakość zdjęcia zostawia wiele do życzenia, ale robiłam je po kryjomu. Cóż, tyle czasu w tym „zawodzie”, a ja nadal krępuję się gdy robię zdjęcia jedzenia przy dużej ilości osób. Niemniej, było pyszne. Miękkie, rozpływające się w ustach, idealnie ugrillowane.

Najedliśmy się tak, że jedzenie wychodziło nam uszami. Nie bylibyśmy jednak sobą, czyli chyba najbardziej łapczywą parą na świecie, gdyby nie wjechał jeszcze deser…

20130919_162451

Naleśnik Gigant. Taką nosi nazwę to cudo i jest wizytówką Karczmy. Zdecydowaliśmy się (a raczej luby zadecydował, bo ja przez przyjętą ilość jedzenia byłam niezdolna do wysiłku intelektualnego) na Naleśnik Gigant Mix. Wersja duża, a jak. Nie jest to typowy naleśnik, ciasto bowiem wrzucane jest na głęboki olej. To co widzicie na zdjęciu, to paręnaście „naleśnikowych wężyków” przykrytych malinami, jagodami, twarogiem, śmietaną, musem jabłkowym, bardzo obficie posypany cukrem pudrem.

Smakowało niesamowicie.

20130919_161841-450x600Deser popijałam przyzwoitym caffe latte z ekspresu, z kolei mój mężczyzna wybrał typowo męski napój – piwo. A piw tam do wyboru do koloru. Polskie, czeskie, a może słowackie? Nie ma problemu. Tam można się podelektować. Do wyboru jest np. Kozel, Kelt, Zlaty Bazant, Smadry Mnich, Staroparamen albo „piwa czeskie z lokalnych browarów”. Możemy dostać też Desperadosa, Mangusa, Koźlaka, Piwo Żywe, Jagiełło Miodowe, Lubuskie Zielone i wiele więcej.

Dodatkowo na dole restauracji jest Pijalnia Piw Słowackich i Czeskich. Brzmi zachęcająco. My jednak po takiej uczcie zdecydowaliśmy się poturlać do domku.

Ceny:
* kwaśnica – 14 zł (7 zł za połówkę)
* Talerz Szabo – ~30zł
* jagnięcina z grilla – ~30 zł
* Naleśnik Gigant Mix duży – 36 zł

Smakowitość: wszystko ma dychę!

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: turlałam się do domku