Wyszukiwarka

Aloha / Maui Wowie (Food Patrol, Poznań)

WP_20140412_003 Bycie szefem działu szybkiego reagowania w WzA ma swoje plusy i minusy. Minusem jest ogromna presja, wiecie – jesteśmy bezkonkurencyjną ekipą, a mój dział jest ważny. Z drugiej strony, co jest piękniejszego od testowania nowości w Poznaniu? Wielokrotne testowanie tychże.

Bo Alohę jadłem 2 razy zanim przysiadłem do tego tekstu. A to głównie za sprawą Z., której szalenie zasmakowała przy pierwszym podejściu, dlatego szybko zdecydowaliśmy się na drugie. To chyba jedyna nowość, jaka była testowana 2 razy przed opisem, więc miałem okazję przyjrzeć się jej dokładniej. I wiecie co? Obydwa razy były udane. Prawdopodobnie za sprawą składników.

WP_20140410_006A oprócz największej innowacji – faktu podania w tortilli a nie bułce, mamy tu parę ładnych rzeczy. Mięso – wiadomo. Pestki z dyni – w Food Patrolu nie jadłem, ale ekipa twierdzi, że raz były. Marmolada z czerwonej cebuli – składnik zawsze spoko. Mango – od czasów Montezumy lubię  bardzo. No i na koniec coś, co w moim przekonaniu wyróżnia Food Patrol najbardziej – autorski sos. Tu mamy połączenie pomidorowego z majonezowym, miętą i cytryną. Powiedz, czy to brzmi fajnie?

Tak na marginesie – ta robota niedługo zrobi się nudna. Żadna z moich ulubionych miejscówek nie zaliczyła jeszcze wtopy, a powoli wyczerpuje mi się zasób słownictwa do chwalenia i opisywania wrażeń pozytywnych. Pozwólcie zatem, że się powtórzę troszku.

WP_20140412_005Z tym że powtarzanie się musi poczekać, najpierw technikalia. Fakt, że Aloha jest umieszczona nie w bułce, a w placku znacznie zmniejsza ryzyko uwalenia się jak prosie całością (wiecie, jeśli niektórzy nie zwykli jeść rękoma, to czasem w takich przybytkach jak Food Patrol uwalają się niemożebnie, albo jeśli są pijani jak mfn to gubią mięso). Sam fakt lekkiego spłaszczenia całości również ułatwia mniej doświadczonym (lub pijanym #mfn), spokojną degustację całości.

WP_20140410_010A co do samych walorów smakowych – co do wołowiny z Food Patrol powiedzieliśmy już wszystko (a połowę powiedziałem ja). Przypominam w skrócie – delikatne, dobrze sklejone, dobrze doprawione, wysmażone wedle życzenia – gatunkowo też wysoko. Serce się zgadza.

Dodatki muszą zagrać. I grają, bez efekciarskich popisów, ale łagodnie uzupełniając całość. Marmolada z cebuli i pestki z dyni pojawiają się stosunkowo rzadko – trochę szkoda, osobiście jestem fanem ich wykorzystania, o czym wspominałem tu niejednokrotnie.

Mango pojawia się srogo i często – dobrze, jego przełamywanie smaku jest tym, co tygryski lubią najbardziej. Ale tym, co robi na drugim planie największą różnicę (poza plackiem, ale o tym zaraz) jest sos. Sos, nad którym musimy się zastanowić, bo jest dobrze zamaskowany, ale ciągle wyczuwalny, orzeźwia tego burgera. Dodaje mu lekkości i jakiejś takiej wakacyjnej atmosfery. Serio Food Patrol, do września Aloha powinna zostać. Wiem, co mówię. Wiem również, że zastąpienie bułki plackiem, było spoko opcją. Smakowo również neutralnie – nie próbuje przejąć czegokolwiek, ale klimacik jest.

Dla mnie bomba, a Z. się zakochała. A i jeśli myślicie nad drugim dnem nazwy – Maui Wowie to jest odmiana ganji z Hawajów, a mango jest tropikalne. Poza tym, ganja ma to do siebie, że podobno – nie wiem, nie paliłem #grzecznysynekmamusi – lubi się do niej wracać – do Alohy również. A i Food Patrol było pierwszym lokalem w Poznaniu, gdzie do burgerów leciały rapsy, a tu patrzcie, co znalazłem. To jak Food Patrol, pominąłem któreś dno?

Maciej

[rednacz]

Nie będę się rozpisywał, większość celnych uwag wypunktował Johnny. Pozostaje mi tylko potwierdzić, że sos jest ciekawy i rewelacyjny i nie zgodzić się z tym, że mango jakoś mocno przełamuje smak. Dodaje trochę od siebie – przede wszystkim fakt, że burgera gryzie się ciężej, bo owoc jest twardy. Marmolady z czerwonej cebuli rzucono stanowczo za mało. Co więcej, tortilla też mnie nie urzekła. I pomysł fajny, i prawda, że dzięki temu po konsumpcji jest się czystszym. Ale w smaku jakaś twarda i mało chrupiąca. Zawiodło wykonanie. Przynajmniej w przypadku mojego egzemplarza.

Inna sprawa, że coraz mniej smakuje mi wołowina z Food Patrol. Czy wynika to ewentualnego pogorszenia jakości mięsa (trudno powiedzieć, wspomnienia sprzed ponad roku mam mgliste), czy z coraz większej konkurencji w Poznaniu? Nie wiem. Ostatnio o wiele chętniej chodzę do innych burgerowni, w których wprawdzie płacę te parę złotych więcej, ale otrzymuję lepiej smakującą krową. A w Food Patrol pojawiam się tylko w stanie mniej lub bardziej wskazującym, chcąc zapełnić żołądek czymś, co nie jest ohydnym poznańskim kebabem czy zapiekanką wątpliwego pochodzenia.

No, ale to tak na marginesie. Aloha to ciekawy pomysł, lecz nie do końca pod mój gust.

Cena: 14 zł

Lokalizacja: róg ulic Św. Marcin i Piekary / Franowo, Poznań

Smakowitość: 7,5/10 (J-Mac – 9/10, rednacz – 6/10)

Współczynnik “zwycięstwa z anoreksją”: 31%